| |
Folk
Był cichy wieczór, ona... no właśnie, ona. Niewysoka, czarnowłosa, zielonooka, piękna... i tak smutna. Leżała w łóżku i gapiła się w sufit. Zamknęła na chwile swe piękne, zielone oczy i myślała, jak miło by było, gdyba tylko mogła włączyć swoją wieżę, ukochaną muzykę. Trochę jakiegoś lekkiego metalu, rocka, a może trochę folku? Wstała z łóżka, jakby chciała, a nie mogła i podeszła do sprzętu, i spojrzała się nań z żalem. Nagle na jej pięknych ustach pojawiła się nutka radości. Zauważyła swoje kupione nie dawno słuchawki z długim kabelkiem
-zapomniałam o was- powiedziała z uśmiechem.
Teraz wybierała płytę, wyjęła jedną z pudełka z, jak ona to miała podpisane "średniowiecznym folkiem". Podłączyła słuchawki i położyła się z powrotem na łóżku. Słuchawki były takie jak lubiła, duże, na uszy, a nie do uszu. Takie grały głośniej i były wygodniejsze.
Leżała i słuchała, wydawało by się jakby jej dusza tańczyła w rytm tej muzyki. Nagle obróciła głowę, aby spojrzeć na zegar i.... zegara nie było, nie było słuchawek, ale muzyka była. Nie było jej pokoju, była jakby... komnata! Szybko zeskoczyła z łóżka, co? Łóżko z baldachimem ?
- O nie! To tylko sen! Spokojnie, to sen!
Krzyczała, wmawiała sobie. A muzyka grała nadal. W pewnym momencie spojrzała w lustro, wielkie, piękne, zdobione zwierciadło, wiszące na ścianie. Była ubrana w czerwoną suknie, obcisła u góry i kloszowatą ku dołowi. Nie miała pojęcia o co chodzi. Na podłodze posadzka, a na niej jakieś futro. Ona brzydziła się zabijania zwierząt. Pod ścianą stała piękna, dębowa toaletka. Usiadła na krześle obok niej i zaczęła przeglądać się w lustrze, miała włosy upięte w koka. Wyglądała jak zwykle pięknie.
Muzyka grała nadal. Ona rozglądała się po pokoju. Naprzeciwko łóżka były drzwi. Otworzyła je, to drzwi na balkon, uśmiechnęła się, jeszcze nie widziała co jest za nimi. Wyszła i przeraziła się.
- O Boże!!!
Ten balkon był bardzo wysoko, i był częścią... zamku. Podbiegła do jego końca i oparła się o barierkę. Jeszcze bardziej się przeraziła, na dole byli ludzie poubierani w dziwne stroje, jakieś szmaty, kręcili się po.. to było chyba targowisko. W tym momencie ktoś krzyknął :
- Księżniczka!!!
I wszyscy w jednym momencie ukłonili się głęboko w jej kierunku. Wbiegła z powrotem do pokoju i oparła się na drzwiach, rozpłakała się, nie była w stanie tego pojąć, a muzyka grała dalej.
- To tylko sen, to musi być sen, spokojnie...
Jęknęła "księżniczka". Podeszła do drugich drzwi, otworzyła je.
- Co jest?
Drzwi z których wyszła był obok wielu innych, na kolejnym balkonie, poziom pod nim, stała grupa poubieranych kolorowo ludzi grających na instrumentach. W tym momencie podbiegła do niej jakaś kobieta, ubrana, trochę jak służąca, ale jakby inaczej.
-już rześ wstała Pani? Szybko, grajków my zaprosili, aby Panią rozweselić!
-co? Kobieto! Czego chcesz, puść mnie!
-o Pani, czy to tak pięknie do służki mówić? Gdyby to Pani ojciec usłyszał, gdzieżby dał Pani grajków słuchać!
I sprowadziła ją na dół po wysokich schodach, pięknych, szerokich. Na dole, gdzie grali tamci, były porozstawiane stoły, a przy nich siedzieli, jakby rycerze i jedli. Załamała się do końca. Nie miała pojęcia kim są, gdzie jest i co tu robi. Nagle jeden z nich wstał, młody i w złotej zbroi.
-o Pani mego serca. Kimże ja jestem według twego piękna? Jesteś czystsza niżej krople rosy porannej, wdzięczniejsza od motyla, co skrzydełkami swymi pięknie trzepota. Tyrześ piękniejsza niżej róża i młoda jakej wiosenka...
Ona stoi i patrzy się na niego ze zdziwieniem. Schodami którymi zeszła schodzi mężczyzna, przysiwawy, z koroną na głowie. Ona miała diadem, czyżby to był "jej ojciec"?
-ach, maleńka moja ty kochanieńka córeczko! Widzisz jaką ci zabawkę sprawiłem?
Ona spojrzała się na niego jakby na uciekiniera z domu wariatów. Po chwili i on spojrzał się na nią pytająco.
-cóż cię trapi malutka?- zapytał niepokojonym głosem .
ona, żeby nie wydać niczego powiedziała"
-nic ojcze, tylko się zamyśliłam...- wykrztusiła z lękiem
-nic ci nie jest, jakaś bladziuchna jesteś ? dobrze się miewasz na zdrowiu?
-tak - sztucznie się uśmiechnęła - nic mi nie jest.
Król się uśmiechnął, zszedł do końca ze schodów i usiadł na tronie, obok niego było miejsce wolne.
-siadajże córuś moja kochana.
Zagubiona dziewczyna usiadła obok niego, nie bała się go, pod żadnym względem. Naprawdę zachowywał się w stosunku do niej jak ojciec.
-grajki! Na bok! Wprowadzić interesantów!- krzyknął z uśmiechem król.
Nagle wielkie i masywne drzwi zostały otworzone przez strażników. "księżniczka" poczuła swego rodzaju bezpieczeństwo, bo jak można się czuć całkowicie bezpiecznym nie wiedząc nic? Przez drzwi wszedł mężczyzna, właściwie młody chłopak, ze szkatułą w rękach, niewielką.
-najjaśniejszy Panie, piękna Księżniczko, jestem tylko skromnym dworzaninem. Może mnie Król pamięta, byłem tu rok temu prosić Króla o trochę złotych monet, bo nie miałem za co plony uprawiać i rodziny wyżywić. Ojciec mój wtedy zginął i zostałem sam z matką i rodzeństwem, Teraz plony w moim folwarku bardzo mi obrodziły i mogę oddać. Ale w formie pięknego naszyjnika, i pierścienia, wysadzanymi drogocennymi kamieniami. Oczywiście jeżeli moja skromna osoba może... chciałbym... pragnąłbym, aby naszyjnik zawisł na delikatniutkiej szyi Księżniczki Joanny. - otworzył szkatułę, schylił głowę i podał dziewczynie. Na to odezwał się król:
-och, nie trzeba było tak chojnież prezentować, ale córuni mojej wszystkiego bym dał, a ty, szlachcicu, masz u mnie specjalne względy, jakbyś co jeszcze było ci w potrzebie, to twój Król chętnie ci pomoże.- odparł z uśmiechem. Aaa i zapraszam dziś wieczór ciebie i twoją rodzinę na kolację do zamku.
-dziękuje Wasza Wysokość.
-możesz już iść.
I wyszedł, ale skąd on znał jej prawdziwe imię? Zastanawiała się... i przyglądała biżuterii.
-och, córuś, idźże obejrzeć się w zwierciadle, z naszyjnikiem i pierścieniem. Patrz, nawet czerwone! Pasują ci do sukni.
Podbiegła do niej ta sama służąca i zaprowadziła ją z powrotem do tej komnaty. Sama nie weszła. Tylko otworzyła drzwi swojej pani trzymającej szkatułę.
Usiadła przed toaletką i założyła naszyjnik. Był taki piękny, gruby, piękny, złoty łańcuszek, a na nim, czerwone oczko rubinu, w pięknej złotej, wzorzystej obwódce. I pierścień, równie piękny, we wzorki takie jak na naszyjniku. Sama nie wiedziała czy ma się cieszyć, czy ma być przerażona. Ale ten młodzieniec, wydał jej się równie miły jak król. A co więcej, on jej się spodobał. Pomyślała, że skoro wszystko jest jak żywe, to ona też musi grać. W końcu, gdy trafisz między wrony, musisz krakać jak one. I spodobał jaj się ten pomysł, nawet jakby była we śnie, pomiędzy jakimś żartem, postanowiła się zabawić.
Zeszła na dół uśmiechnięta i wesoła. Dostojnym krokiem, w nowej biżuterii.
-ależ ty pięknie wyglądasz, moja droga, maluczka... - odparł z zadowoleniem król.
-dziękuje ojcze- odparła z równie wielkim zadowoleniem, wpadł jej do głowy świetny, choć ryzykowny pomysł - tatku, chyba sobie trochę poczytam, niech służka pójdzie ze mną do biblioteki - raz kozie śmierć, jak grać to na całego.
-oczywiście! Anno, proszę, idźże z moim skarbeńkiem do biblioteki- odparł z uśmiechem
Joanna tylko odetchnęła z ulgą.
-chodź Pani- powiedziała służąca.
Szły korytarzami, Joanna nie chciała zdradzić, że nie zna zamku i powiedziała:
-Anno, proszę, idź przodem, ja sobie sama porozmyślam.
Służąca spojrzała się na niespokojną minę Joanny, ze zdziwieniem. Księżniczka uśmiechnęła się i cofnęła za służącą.
Po drodze rozglądała się z niedowierzaniem, myśląc, że to nie może być żart, za dużo wszystkiego, sen też nie, wszystko takie realne. Powiedziała sobie po cichu:
-kit z tym, pewnie jestem na jakichś halunach!- i roześmiała się.
-mówiłaś coś Pani?
-nie, nic Anno. - z uśmieszkiem
właściwie nie wiedziała czemu zachowuje się tak spokojnie i z opanowaniem, dlaczego potrafi tak dobrze grać.
Weszły do ogromnej komnaty, właściwie hali. Było tam mnóstwo książek, na wysokich aż do sufitu półkach.
-gdybyś chciała Pani jakąś księgę z wysokich półek to zawołaj, ja będę w tej komnacie obok, posprzątam troszeczkę. - powiedziała Anna z uśmiechem i wyszła.
Dziewczyna rozglądała się szeroko z niedowierzaniem. Nadal nie wiedziała gdzie jest, nie miała pojęcia. Ale spodobało jej się to. Sama nie miała pojęcia o co chodzi, ale wszyscy byli tacy mili i dobrzy, król nawet przypominał trochę jej prawdziwego ojca. Zakochała się w tym miejscu, zawsze jako mała dziewczyna pragnęła być księżniczką, taką prawdziwą.
-a może rzeczywiście czegoś się na przykład nawdychałam- wybuchła sama do siebie śmiechem.
Zaczęła przeglądać księgi. Stare, piękne, w skórzanej oprawie ze złotymi literkami. Pisane ręcznie, starannie, granatowym atramentem. Po łacinie. Nie mogła uwierzyć, kochała czytać. Te księgi w jej czasach kosztowały by majątek. A on mogła mieć je w dłoniach i wtapiać swoje zielone oczy w granatowe literki. Nie mogła... księga wypadła jej z rąk i upadła na nogę
-ałłł - naprawdę poczuła ból!- to nie może być prawda, spokojnie- postanowiła "bawić się w księżniczkę" dalej.
-coś się stało pani!!?- wbiegła z Anna
-nic, nic się nie stało- odparła z niepokojem
W bibliotece siedziała jeszcze długo. W końcu zawołała służącą i poszła z powrotem do swojej komnaty. Usiadła przy toaletce i zaczęła znowu oglądać się w lustrze. Wzięła do rąk szkatułę, w której dostała biżuterię. Zaczęła ją oglądać z każdej strony, była piękna. Nagle któryś z rycerzy bawiących się na dole głośno krzyknął. Szkatuła wypadła jej z dłoni...
-o nie!- wykrztusiła
Rozpadła się. Zaczęła ją podnosić
-a co to?
Pod częściami była kartka. List. :
"o Pani mego serca, od kiedy pierwszy raz ujrzałem Twe oblicze, pokochałem. Bawiłaś się z dziećmi, na polanie. Nie mogę rzec Ci tego w oczy o księżniczko, bo Ty jesteś przeznaczona komuś innemu. Księciu. Jeżeli go nie poślubisz, będzie wojna. Mam tylko nadzieję, że kiedyś przeczytasz ten list. Skryłem go, gdyby Król się dowiedział, kazałby mnie stracić."
Po przeczytaniu tego załamała się jeszcze bardziej. Ona też się w nim zakochała, od pierwszego wierzenia. A teraz wie jeszcze, że on też...
Wszystko było takie zakręcone i dziwne. W pewnym momencie, zaczęła się zastanawiać, "przeznaczona innemu"? zaczęła płakać
-ja już nie chcę tu być. Chcę do domu- rozpłakała się jak dziecko. Nie chciała zostać tu na zawsze. Nie wiedziała kompletnie nic! Tyle pytań bez odpowiedzi.
Po kilku minutach poskładała z powrotem szkatułę i zaczęła pisać na papierze leżącym na toaletce i piórem w kałamarzu. List włożyła do szkatuły:
"ja też coś do Ciebie czuję. Sama nie wiem co. Nie mogę tego przyjąć, sama nie wiem kim jestem. Nie wiem kim Ty jesteś i ... żegnaj..."
Króciutki liścik, nie wiedziała co ma pisać.
-Anno! -Krzyknęła
-tak Pani.
-zanieś tę szkatułę do tego chłopaka, od którego ją dostałam.
-ale dlaczego Pani?
-nie pytaj, po prostu zanieś.
-ale ja nie wiem nawet, gdzie go szukać.
-dzisiaj będzie na kolacji w zamku, gdy będzie wychodził, daj mu to przy bramie. Tylko niech mój ojciec tego nie widzi. A, i każ grajkom znowu grać.
-tak Pani. - odpowiedziała zdziwiona służąca i wyszła ze szkatuła pod fartuchem.
Muzyka znowu zabrzmiała. Położyła się na łóżku. Uśmiechnęła się. Zamknęła na moment powieki. Gwałtownym ruchem wstała z łóżka. Poczuła pociągnięcie, szarpnięcie, jakby na głowie. Obróciła się za siebie. I dotknęła głowy. Muzyka przestała w tym momencie grać. Uśmiechnęła się szeroko. Bo to słuchawki spadły jej z uszu. Była w swoim pokoju, w swoich ciuchach. Obok stał jej komputer. Zaczęła się śmiać, rzuciła się na łóżko i śmiała się z tego "snu". Teraz wiedziała o co chodzi, to był tylko sen
-tylko sen!!!- krzyknęła i buchnęła śmiechem. W końcu zasnęła.
Następny dzień. Sobota, nie trzeba iść do szkoły. Weszła do irca, patrzy, na kanele miasta jaj internetowy chłopak. Zaczęła z nim gadać. Nie mówiła mu o tamtym śnie.
-cze kotus
-cze piekna
-skad wiesz ze jestem piekna?
-musisz taka być :-*
- :-*
-zadam teraz powazne pytanie, które od dawna chodzi mi po glowie...
-no dawaj kotku!
-spotkamy się w realu?
-serio?
-jak najbardziej serio!
-oki
-extra
-to gdzie?
-Zapraszam Cie do kina, będę stal pod drzwiami, w czarnej kurtce. O 20.00
-bede :-*
- :-*
Gadali potem jeszcze długo. Aśka była taka szczęśliwa. Chodzili od dwóch lat. Ale nigdy się nie widzieli. I może to właśnie było w tym związku najpiękniejsze.
19.40 , Asia skończyła się szykować. Ubrała się ślicznie. W krótką, czarną spódniczkę, obcisła bluzeczkę, i zieloną kurtkę, na nogach miała wypastowane glany. Włosy upięła w kok. Szła przez miasto taka wesoła, ale też się denerwowała. Jak on wygląda, co sobie o mnie pomyśli, gdy mnie zobaczy? Szła już koło kina, za rogiem było wejście. Zatrzymała się na chwile, wzięła głęboki oddech. I poszła. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, to był on. Był tak zniewalająco podobny do tamtego chłopaka ze snu! Uśmiechnęła się szeroko. On, też. Wpadli sobie w ramiona, pocałowali. On dał jej długą czerwoną róże. Wyjął z plecaka szkatułę, taką jak tamta! Jak tamta ze snu! Otworzył, była w niej ta sama biżuteria.
-wiesz? Jest z tą biżuterią związana pewna legenda. Ponoć mój pradziad, w średniowieczu był zakochany w pięknej zielonookiej księżniczce Joannie. Ale ona była przeznaczona innemu księciu, gdyby za niego nie wyszła, doszło by do okrutnej i wielkiej wojny. Pewnego dnia podarował jej tą biżuterię, bardzo jej się spodobała. Ponoć także gdzieś w tej szkatule był ukryty list miłosny. Ona też się w nim zakochała, ale nie chciała pamiątek po tej nieszczęśliwej miłości i odesłała mu to z powrotem. szkatuła z zawartością była przekazywana z pokolenia na pokolenie i miała być dana przez mężczyznę z mego rodu miłości jego życia, zielonookiej Joannie. A ty przecież pisałaś, że masz zielone oczy i jesteś miłością mego życia.
-piękne, dziękuje, ale nie wiesz gdzie jest ten list?- spytała zdziwiona tą cała historią.
-nie. Nikt tego nie wie.
Ona wzięła szkatułę do rąk i otwarła dno od spodu.- uśmiechnęła się. To tam schowała oba listy
-skąd wiedziałaś?- powiedział ze zdziwieniem?
-kobieca intuicja!!!- rzuciła ze śmiechem!
ValeskA
|