[darkgirl||novelettes::=sharp=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Przyjaciel

Odgłos otwieranych drzwi.
- Dzień dobry, panie Johnson -
- Dzień dobry. Proszę usiąść - mężczyzna siedzący przy biurku sięgnął po magnetofon.
- Najpierw nagramy pana zeznania, a potem napiszemy na podstawie tego zeznanie...-
- Panie prokuratorze... Znam procedurę. Jestem...byłem policyjnym laboratorantem - powiedział mężczyzna, który wszedł do biura okręgowego prokuratora.
- Dobrze. Więc słucham, Matt - powiedział prokurator i nacisnął przycisk nagrywania.
- Nazywam się Matt Spencer. Pracowałem w policyjnym laboratorium...
- Z zimną krwią zastrzelił pan swojego przełożonego, komendanta Arnolda Freemana. Chcę wiedzieć, dlaczego? - przerwał prokurator. Mężczyzna westchnął ciężko i zaczął mówić...
"Arnolda znałem od szczenięcych lat. Gdy miałem dziesięć lat, często odwiedzał moich rodziców. Miał wtedy 27 lat i był policjantem. Bardzo go lubiłem. Był najlepszym przyjacielem mojego ojca. Zawsze we trojkę, to znaczy ja, on i mój ojciec jeździliśmy na ryby i na mecze koszykówki. Kiedy miałem dwanaście lat, moi rodzice zginęli. Arnold powiedział mi, że po prostu mieli pecha, że ktoś ich napadł, że to był rabunek. Znaleziono ich uliczkę dalej od kina, do którego pojechali. Oboje byli zastrzeleni z broni mojego ojca. Bo mój ojciec tez był policjantem. Arnold powiedział, że mój ojciec był jego najlepszym przyjacielem i ze będzie się mną opiekował. Traktował mnie jak syna, bo sam nie miał żony ani dzieci. To dzięki niemu skończyłem Akademię. Nie będę ukrywał, że mi pomagał, zatrudnił mnie w jego laboratorium. Mówił, że byłem dobrym koronerem. Chyba miał rację. Ale przez pierwszy rok dręczyła mnie śmierć moich rodziców. Często zastanawiałem się, dlaczego nie złapano morderców. Często pytałem o to Arnolda, ale zawsze odpowiadał mi jedno - że nie było żadnych śladów i nawet podejrzanych. Myśl o śmierci rodziców była jak igła w sercu. Przez cały czas o tym myślałem, śniłem po nocach. Po paru latach mi przeszło, pogodziłem się z myślą, że nigdy nie dowiem się, kto zabił moich rodziców. Dwa miesiące temu nasze laboratorium dostało sprzęt do badań DNA, dzięki wstawiennictwu Arnolda. On tez pozwolił mi pobrać sobie krew, żebym miał na czym ćwiczyć. Pojawiło się ponownie światełko nadziei. Zacząłem badać sprawę śmierci moich rodziców. Okazało się, że na miejscu zbrodni znaleziono włos domniemanego sprawcy, a za paznokciami mojej matki były komórki naskórka. Ustaliłem, że naskórek i włos pochodziły od tej samej osoby - mordercy moich rodziców. Gdy doszedłem do tego wnioski, zrozumiałem, że nigdy nie odkryje tożsamości mordercy moich rodziców. Badanie DNA ma sens, gdy ma się z czym je porównać. Ja nie miałem do czego porównać moich wyników. Wtedy przypomniałem sobie o krwi Arnolda. Porównałem wyniki, żeby stwierdzić jak duże będą różnice. Gdy wyniki pokazały, ze nie było żadnej różnicy, po prostu zniszczyłem je i powtórzyłem je. Za każdym razem wychodziło to samo. Dopiero, gdy sprawdziłem wyniki za czwartym razem, doszło do mnie, że Arnold i morderca moich rodziców to ta sama osoba. Zrozumiałem tez, ze przez przedawnienie... pozostanie bezkarny! Wróciłem do domu i spokojnie przemyślałem całą sprawę. Następnego dnia poszedłem do niego z Desert Eagle'm pod kurtką..."
- I zastrzelił go pan? - przerwał mu prokurator.
- "Nie" - kontynuował Matt - "nie tak od razu. Ufał mi, więc gdy sięgnąłem po jego bron leżącą na biurku, nie zareagował. Wiedział ze bardzo lubiłem oglądać broń i interesowałem się pistoletami. To było moje hobby. Dopiero, gdy zamknąłem drzwi jego gabinetu na klucz i zsunąłem rolety, zaczął się denerwować. Gdy zobaczył lufę Desert Eagle'a wycelowaną w jego klatkę piersiową, opowiedział mi wszystko. Od czasu jak miałem dziesięć lat, moja matka była jego kochanką. Arnold specjalnie wyznaczał ojcu nocne patrole, żeby spokojnie móc się spotykać z moją matką. W końcu zaszła w ciążę. W drugim tygodniu pojechała z ojcem do kina, żeby porozmawiać i wszystko mu powiedzieć. Ojciec bardzo ją kochał i była pewna, że zrozumie. Ja zresztą tez tego jestem pewien. Tylko, że nie zdążyła tego powiedzieć. Arnold już tam był i zastrzelił ich z zimną krwią ze służbowego pistoletu ojca. Gdy wszystko mi powiedział, zaczął mnie błagać, żebym go nie zabijał. Powiedział, że gdy on przejdzie na emeryturę, zostanę po nimi komendantem.
Ja nadal celowałem mu w pierś. Gdy powiedział, żebym go nie zabijał, bo jesteśmy przyjaciółmi "od zawsze", bez wahania nacisnąłem na spust..."

Lachdanan

[darkgirl||novelettes::=sharp=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl