[darkgirl||novelettes::=sharp=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Potwory

Historia ta bierze swój początek w niedalekiej przeszłości. Wszystko zaczęło się w okolicy, w której nie było żadnych roślin, gdzie nie było żadnych rozrywek. Było to gigantyczne, brudne miasto. Wszędzie dokoła stały przytłaczające, betonowe bloki, nie było żadnych parków czy ławek, na których mógłby siąść zmęczony przechodzień. Po ulicach nie biegały dzieci, nigdzie nie było widać par na spacerach, tylko gdzieniegdzie poruszały się zgarbione i przygnębione postacie. Było to miejsce przytłaczające swoim ogromem, a jednocześnie swoją pustką. W jednej z wielu malutkich klitek uznawanych przez ludzi za mieszkania żyło małżeństwo. Była to najzwyczajniejsza w świecie rodzina... jednak było w niej coś niezwykłego. Owo małżeństwo miało małego, kilkuletniego syna. Nie było by w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że te to dziecko miało zawsze problemy ze snem. Rodzice malucha długo będą pamiętać wszystkie nieprzespane noce, kiedy czuwali nad, niewiadomo czemu, płaczącym dzieckiem. Nawet, kiedy chłopiec trochę dorósł, dalej przybiegał zapłakany do rodziców i opowiadał im historie o Potworach.

Sytuacja ta trwała tak przez długie lata. Owy chłopiec już dawno dorósł i był już mężczyzną. Przeprowadził się do małego ładnego miasta pełnego zieleni i życia, lecz to nie pomogło. Niestety nadal miał kłopoty ze snem. Ostatnimi czasy, kiedy zaczął mieć kłopoty w pracy jego koszmary się nasiliły- małe, całe czarne o dużych ślepiach Potwory z każdą nocą zbliżały się do łóżka, na którym leżał. W tych snach był bezradny, mimo wielu prób nigdy nie udało mu się bodaj poruszyć. Udawało mu się tylko wykonać ruch głową i rozglądać na boki. Za każdym razem, kiedy odwracał głowę i patrzył na któregoś ze Stworów ten szybko się chował i ukrywał się przez jakiś czas. W ten sposób spędzał ostatnio większość nocy. Pewnego razu jedna z Kreatur podeszła na tyle blisko, żeby go dotknąć. Potwór zagłębił pazur w jego nogę. W tym momencie udało mu się poruszyć i zerwać z łóżka. W tym samym momencie obudził się. Co najdziwniejsze nadal czuł ból w nodze, i z mieszanką strach, niepewności i ciekawości spojrzał na nią. Była tam rana zadana mu przez jedną z Kreatur! Był tym wydarzeniem bardzo poruszony a gdy następnego dnia przyszła pora snu długo zwlekał, robił różne rzeczy, które odłożył "na później". Pił litry kawy robił wszystko by nie zasnąć, ale w końcu musiał się poddać. Pogrążył się w śnie zaraz po tym jak przyłożył głowę do poduszki. Kiedy zaczął śnić znów znalazł się w swoim mieszkaniu, na swoim łóżku niezdolny do wykonania najmniejszego bodajże gestu. Nie trwało długo nim zauważył, że pojawiły się Potwory, które niebezpiecznie się do niego zbliżają. Tym razem rzuciły się na niego całą gromadą. Wszystkie miały długie pazury i wielkie zęby. Przez głowę przeszła mu myśl, że skoro jeden mógł go poważnie zranić, to co uczyni z nim większa ich ilość? Gdy pierwszy z Potworów zbliżył się do niego poderwał się, i o dziwo zdołał się poruszyć! Nie czekając na kolejny ruch Potworów wyskoczył przez okno i zaczął uciekać. Jego okno znajdowało się na parterze, więc nie zrobił sobie krzywdy. Kiedy odwrócił głowę zobaczył, że Potwory dalej go gonią przyśpieszył i zaczął krzyczeć, lecz to nic nie dawało. Stwory dalej go goniły i były coraz bliżej. Widząc, że im nie ucieknie skierował swoje kroki tam gdzie powinno być wielu ludzi- do pobliskiego parku, który niezależnie od pory zawsze był pełny ludzi. Zaczął się przedzierać przez krzaki, lecz te jakby zagradzały mu drogę, zrobiło się strasznie ciemno, a alejki, które znał na pamięć, teraz wyglądały całkiem inaczej. Przez dłuższą chwilę nie mógł znaleźć odpowiedniej drogi, zaczął już panikować słysząc za sobą odgłosy zbliżających się Poczwar, nie wiedział już, w którą stronę ma biec. Ostatnim wysiłkiem woli ruszył przed siebie, jednak w ciemności potknął się, przewrócił i jeszcze raz krzyknął, i w tym momencie dopadł go jeden ze Stworów. Na chwilę stracił przytomność, a kiedy się obudził wkoło pełno było ludzi. Ktoś wzywał przez komórkę pogotowie, następny okrył jego prawie nagie ciało jakimś ubraniem. Po paru minutach przyjechało pogotowie. Szybko zabrali go do szpitala. Na miejscu opatrzył go jeden z sanitariuszy - okazało się, że na ciele zostało mu tylko kilka zadrapań i .. głęboka rana na nodze. Gdy został opatrzony i zbierał się by odejść do domu zatrzymał go psychiatra szpitalny.
- przepraszam czy mogę pana na chwilę zatrzymać?
-... aale...no dobrze...
-to nie potrwa długo, zadam panu tylko kilka pytań.

Jednak zajęło to znacznie więcej czasu niż przewidział to psychiatra. Zadawał wiele podchwytliwych pytań o to, co się stało, ale odpowiedzi podpowiadał mu jakiś nieznany dotąd, cichy i niezwykle przyjemny Głos. Okazało się, że będą musieli zatrzymać go na noc na obserwację. Głos podpowiedział mu by słuchał się lekarzy to szybciej wyjdzie. Gdy już się położył na łóżku jeden z lekarzy podał mu środek nasenny. Chciał zareagować, powiedzieć, że Stwory go zabiją , ale Głos szybko powiedział mu by zachowywał się normalnie. Dosyć szybko zapadł w sen - leżał na białym, szpitalnym łóżku. Pokój, w którym leżał, miał białe ściany, wszystko dookoła było białe. No prawie wszystko, gdyż dosyć szybko pojawiły się Potwory. Wiedział, czym to się skończy, więc od razu zaczął uciekać. Zdążył wybiec z sali i wydziału, ale przy wyjściu ze szpitala powstrzymało go kilku ochroniarzy. Siłą zaprowadzili go do sali, na której leżał i przypięli mu ręce i nogi do łóżka. Co najdziwniejsze reszta nocy przebiegła spokojnie. Rano w pokoju pojawił się psychiatra - mężczyzna ponownie przeprowadził z nim rozmowę, w której znowu pomógł mu Głos. Tym razem lekarz wykazał się większym sprytem i uzyskał od niego informacje na temat snów. Psychiatra powiedział, że może mu pomóc, ale on musi się na to zgodzić - Głos stanowczo mu to odradzał, ale on chciał skończyć z tym raz na zawsze i móc normalnie żyć. Kolejne kilka dni spędził we względnym spokoju od Potworów, cały czas robiono mu jakieś badania i testy. Wreszcie któregoś dnia psychiatra powiedział mu, że ma leki, które mogą mu pomóc. Na noc jak zwykle został przypięty do łóżka, lekarz podał mu leki i środki nasenne. Tym razem nie bał się ataku potworów, bo lekarz OBIECAŁ mu, że potwory go nie zaatakują. Głos mówił mu, żeby nie ufać innym ludziom, ale on się przełamał i postanowił spróbować pozbyć się Stworów. Gdy pogrążył się w śnie wszystko było normalnie, nigdzie nie było widać czarnych Pokrak. Jednaj taki stan nie trwał długo. Szybko pojawiły się Potwory, które zaatakowały go z dziką furią. Zaczęły szarpać na strzępy jego ciało, ale na szczęście do jego sali wbiegli sanitariusze. Widok, który ujrzeli był straszny - pacjent miał uwolnione ręce(!), którymi zdrapał sobie skórę a gdzieniegdzie i kawałki mięśni. Siłą przykuli go na powrót do łóżka, po czym sprowadzili lekarza, który się nim zajmował. Po opatrzeniu wszystkich ran psychiatra postanowił porozmawiać z pacjentem.

Kiedy lekarz wszedł do pokoju pacjenta, siadł naprzeciwko niego i zaczął go pytać co się stało. Po dłuższej rozmowie lekarz stwierdził, że mężczyzna musi się dalej leczyć. Ale to nie była prawda, podpowiadał Głos. Głos jeszcze nigdy nie był tak silny i głośny - mówił mu, że zaufał lekarzowi a ten go zawiódł, mówił, że sanitariusze zamiast odgonić potwory powiedzieli, że on sam zadał sobie te rany, mówił, że ludzie są jego wrogami, że zostali opętani przez te Kreatury i TRZEBA ich wszystkich zabić... W tym momencie rzucił się na lekarza i po krótkiej walce martwe ciało w białym fartuchu opadło na podłogę pomieszczenia. Do pokoju wpadli sanitariusze i starali się obezwładnić go, lecz mężczyzna był zadziwiająco silny i nie mogli dać mu rady we dwóch. Gdy rozprawił się z dwoma sanitariuszami ruszył przez korytarz by uciec ze szpitala. W drzwiach zatrzymali go ochroniarze. Głos powiedział mu żeby ich zabić, na co przystał dosyć chętnie. Rzucił się na nich i zdążył jednego dosyć poważnie zranić, kiedy drugi z ochroniarz wypalił do niego z pistoletu. Mężczyzna zatoczył się upadł na ziemię, próbował jeszcze uciekać, ale przewrócił się i już się nigdy nie podniósł...

Pogrzeb był bardzo skromny i cichy. Oprócz księdza było tylko kilka osób. Kiedy trumna została złożona do ziemi ludzie zaczęli się rozchodzić. Gdy zapadł zmierzch i nikogo już w pobliżu nie było z cieni wyłoniły się one - Potwory, cicho zbliżyły się do świeżego jeszcze grobu i zaczęły powoli odkopywać trumnę...

Dh'oine

[darkgirl||novelettes::=sharp=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl