| |
Letnia Noc
Otworzyły się drzwi i snop jasnego światła omiótł drzewa. W przejściu stanęła wysoka postać.
Był to chłopak, lat około osiemnastu. Miał na sobie szare bojówki i płaszcz przeciwdeszczowy, jakie noszą harcerze z naszego kochanego ZHP. Dźwigał na plecach torbę z jemu tylko znaną zawartością. Jego oczy lśniły w blasku księżyca w pełni. Był zupełnie spokojny.
Wsadził klucz do zamka i przekręcił go dwa razy, po czym wyjął i schował do kieszeni w plecaku. Wsiadł na rower, który stał oparty o ścianę starej szopy na narzędzia. Zaczął z uporem pedałować. Za nim rozległo się szczekanie psa, który był przywiązany łańcuchem do swej budy.
Noc była piękna. Niebo było usłane miliardami gwiazd. Co chwila, jak to zwykle w sierpniu bywa firmament rozjaśniały spadające gwiazdy. Co jakiś czas zrywał się łagodny wiatr z północy.
Po upłynięciu niespełna dziesięciu minut nasz bohater dotarł na miejsce. To był taki jego ulubiony zakątek w tym pokręconym świecie, taka jego spokojna przystań, w której zawsze znajdował to, czego było mu akurat potrzeba. Tu przesiadywał, gdy miał problemy i gdy płakał ze szczęścia. Tu czuł się jednością z wszechotaczającą go naturą.
Była to mała polana pośrodku lasu. Na jej brzegu znajdowało się małe jeziorko, nad brzegami którego ciągnęły się szeregi dębów starych tak jak te kamienie, które wystawały ponad taflę wody. To wszystko było tutaj odkąd pamiętał. Kiedyś też znajdowały się tu takie dwie płaczące wierzby, ale jakiś idiota pociął je na deski.
Woda w jeziorku nie była zbyt czysta, ale jej stan nie był aż tak zły.
Nasz znajomy usiadł na trawie i wyciągnął z plecaka koc a następnie położył się na nim i spojrzał w niebo. Teraz przez głowę przepływał mu potok niezwiązanych ze sobą myśli. Myślał o wszystkim.
- Co ja tutaj robię?? - zapytał sam siebie i począł nucić piosenkę Elektrycznych Gitar "Co ja tutaj robię" -
- I po co to wszystko. Przecież i tak prędzej czy później trzeba umrzeć.
Rozmyślał teraz o dniu, który niedawno się zakończył. I zdał sobie sprawę z jego wyjątkowości i tego, że to, co się niedawno wydarzyło już nigdy się nie powtórzy... I tak po kolei, wczoraj był wtorek dziś jest środa a za tydzień następna środa, tylko że ta będzie zupełnie inna od tej i od jej poprzedniczek i od jej następczyń. A może tak nie jest.... Może to tylko złudzenie, może to, że każdy dzień jest inny jest tylko takim mirażem. Właściwie to sam już nie wiem......
Zaczął się wsłuchiwać w odgłosy nocy. Gdzieś we wsi ujadał pies, nieopodal rechotała żaba.
Właśnie zabił komara, który próbował ukąsić go w szyję.
- A to bydlę!!- i teraz sobie przypomniał o środku przeciw insektom, który zabrał z domu. Obficie się nim spryskał ale to i tak na niewiele się zdało. Przestał zwracać uwagę na krwiopijców i znowu położył się na kocu.
W oddali usłyszał przenikliwe wycie. Nad wodą zaczęła unosić się mgiełka jak zwykle to bywa w nocy.
On nie obawiał się niczego, ten zakątek był jego drugim domem.
Panował tu taki spokój.
- Jesteś tam gdzieś??? Czy Ty też czekasz na mnie, tak jak ja na Ciebie!!??? - krzyknął, jednocześnie wyciągając rękę w stronę nieba. Swoim podniesionym głosem wywołał małe poruszenie, spłoszył żaby, które natychmiast wskoczyły do wody. I po chwili znowu zapanowała niczym niezmącona cisza.
Jakiś zabłąkany świetlik latał u skraju lasu.
Leżał tak jeszcze przez jakiś czas aż niespodziewanie zasnął.
Nad ranem obudził go ostry ból brzucha. To jakiś zbir kopnął go.
- No, patrzcie co my tu mamy!!! - wykrzyknął podpity człek. Z tyłu rozległ się stłumiony śmiech. To śmiech ledwo utrzymującej się na nogach dziewczyny. Obok niej stał jeszcze jeden koleś.
- Co tu robisz??
- Nic, patrzę sobie w gwiazdy. A wy?? - zapytał nasz znajomy
- Nie twój pier.... interes - powiedział z zaciśniętymi zębami jeden z przybyszów.
- O kur.... romantyk się znalazł - dodała kompletnie pijana dziewczyna.
Następnego dnia ciało naszego romantyka znalazł w wodzie jakiś wędkarz. Obdukcja lekarska wykazała liczne rany zadane jakimś tępym przedmiotem, na ciele widoczne były ślady po gaszeniu papierosów, przyczyną śmierci była...... głupota??????? Nasz nieżywy już znajomy w swojej martwej, bladej i zimnej już ręce ściskał nadal jakiś kawałek papieru. Był to krótki wycinek z wiersza jakiegoś poety. Na jego nagrobku wyryto:
Aniele! ty sprawuj nad nami z wysoka
-Ty mary bolesne porażaj skinieniem,
Bo biedni my niknąć dzień po dniu sprzed oka,
My, ludzie - zaledwo jesteśmy w s p o m n i e n i e m" ( C.K.Norwid)
Właśnie... Co po nim pozostało??? To wspomnienie, które z czasem też przeminie, tak jak przeminęło jego, krótkie życie. A miał takie wzniosłe plany, chciał sięgnąć gwiazd... No cóż... Jego płomień już się dopalił,
świeca zgasła...
Royal Gryffin ( phantazm@interia.pl )
|