*** Nirvana ***


Nirvana....Pierwsze słowo, jakie się kojarzy z ich nazwą to GRUNGE. Co w sumie dziwne nie jest, bo to właśnie Nirvana zapoczątkowała nurt zwany grunge'em (nie wiem czy dobrze odmieniam, zawsze miałam z tym problemy). Skład zespołu nie był zawsze stały. Mianowicie na samym początku skład tworzył: Kurt Cobain (gitara elektr. i wokal), Krist Novoselic (bas) i Aaron Burckhard (perkusja). W sumie w zespole zmieniali się tylko perkusiści. Po Aaronie był Dale Crover, Chad Channing oraz ostatecznie Dave Grohl. A teraz dwa słowa o ich twórczości. Pierwsze skrzypce w kapeli grał Kurt. Był on jednocześnie wokalistą i gitarzystą. Grunge to muzyka prosta, ale mająca w sobie to "coś". Współczuję (?) ludziom, którzy myślą, iż muzyka nieskomplikowana to automatycznie muzyka nie warta słuchania, a poza tym świadczy to o prostocie myślenia. Zresztą jak ktoś ma dość tej perfekcji, skomplikowania i dokładności zawartej m.in. w metalowych solówkach (które notabene bardzo sobie cenię), niech sięgnie do półeczki z napisem "Grunge". Ta muza jest ostra, "garażowa", niedokładna, dzika, "brudna", szorstka - ale piękna... A gdy do tego dołożymy jeszcze wokalistę o podobnie "garażowym" głosie to wyjdzie nam coś w stylu Nirvany. Moim zdaniem wokal Kurta jest niesamowity i niespotykany. Po prostu on śpiewał prosto od siebie (zaraz ktoś powie "a inni to od kogo śpiewają? Nie od siebie?...Są muzycy, którzy tak śpiewają, aby tylko nie "zabrudzić" sobie głosu jakimś piskiem, wrzaskiem itp., czyli ten ich głos jest strasznie modelowany, a u Kurta tego nie ma i m.in. za to go cenię). Innym plusem dla niego jest to, że w każdej piosence możemy usłyszeć inną barwę głosu. W jednej np. "Negative Creep" Kurt wydziera się na całego, a "All Apologies" to właściwie śpiewanie na czysto bez żadnego wrzasku....Zespół miał również w swoim składzie doskonałego basistę i pałkera;), którzy dawali czadu nie gorszego niż Kurt. Zresztą sam Kurt ze swoim genialnym wokalem dużo by nie zdziałał. Przejdźmy do działalności kapeli... Pierwszą wytwórnią, z jaką pracował zespół był Sub Pop. Pod skrzydłami tej wytwórni w roku 1989 Nirvana nagrała swój pierwszy album "Bleach" (wybielacz). Jest to ich najcięższa płyta. Można powiedzieć, że cała złość i wściekłość Kurta znalazła ujście w jego pierwszym albumie, który zawierał następujące kawałki: "Blew" (W diabły), "Floyd The Barber" (U golibrody Flojda), "About a Girl" (O pewnej dziewczynie), "School", "Love Buzz" (pocałunek), "Paper Cuts" (Ścinki papieru), "Negative Creep" (beznadziejny sobek), "Scoff" (szyderca), "Swapp Meat" (Spotkania w interesach), "Mr. Moustache" (Pan wąsaty), "Stifing" (Odsiew), "Big Chesse" (Gruba ryba) i "Downer" (Kanał). Najbardziej chyba wykrzyczanymi utworami są "Negative Creep" i "School', fajny jest też, zaśpiewany z ironią "Big Chesse" czy "mówiony" "Floyd The Barber". Piosenka "Love Buzz" została wykorzystana w filmie "Szalona miłość" (mi osobiście się ten film nie podobał, w każdym ujęciu tak "jechało" Ameryką, że człowiek po godzinie oglądania czuł mdłości...). Następnym "dziełem" było "Nevermind" z 1991 roku. Płyta chyba najpopularniejsza z całej twórczości zespołu. Znajduje się na niej niezapomniane "Smels Like Teen Spirit"...Ta piosenka to po prostu miodzio...Reszta też nie jest gorsza. Fajowy kawałek "Breed", spokojniutkie "Somethung An The Way", wykrzyczane "Teritorial Pissing" czy "Lithium" z głośnym "yeah" - to wszystko warte przesłuchania, oczysiwście jeśli ktoś lubi taką muzę. Jak ktoś jej nie lubi, to niech jej po prostu nie słucha, a nie zaraz pewnie dostanę parę -naście -dziesiąt -setek??? maili z stwierdzeniem "Grunge jest do dupy, posłuchaj lepiej HH /metalu/disco z pola, to jest dopiero muza..." Nie wiem jak ktoś może kogoś nie lubić tylko dlatego, bo słucha nie takiej muzy jak my.....Fakt, ja też nie jestem zawsze tolerancyjna, są różne wyjątki, ale nie o tym miałam pisać. Zresztą nikt nie jest 100% tolerantem. I sorry, że trochę odbiegłam od tematu. Już doganiam i.......jestem. Okej. Dla mnie osobiście ta płyta coś śmierdzi komerchą....Nie dlatego, że tak się dobrze sprzedała - temu się nie dziwię, bo jest po prostu bardzo dobrą płytą, ale zespół odszedł parę razy od swoich zasad i podpasował się trochę (?) pod wolę i gust wytwórni.......został po części zrobiony "pod publiczkę". Nic to....i tak ją lubię. W roku 1992 światło dzienne ujrzało pudełeczko z nalepeczką "Incesticide". Płyta ta zawiera utwory: "Aero Zeppelin", "Aneurysm", "Been A Son", "Beeswax", "Big Long Now", "Dive", "Downer", "Hairspray Quenn", "Mexican Seafood", "Molly's Lips", "Polly (new wave), "Sliver", "Son Of A Gun", "Stain" i "Turnaround". Jest to taka nirvanowa składanka. Niektóre kawałki to odrzutki, które nie zostały umieszczone na innych płytach. Jest to płyta bardzo zróżnicowana. Zaczyna się mrocznym "Aero Zeppelin", później możemy usłyszeć rytmiczny kawałek "Benn A Son", następnie ciężkie "Beesweax" i tajemnicze "Big Long Now". Na płycie jest także utwór "Polly", ale zagrany z efektem i duuużo szybciej niż normalnie. Jest też całkowicie popowy kawałek "Son Of A Gun". Zawsze jak ją słyszę to normalnie chcę mi się śmiać....Taki pop i Nirvana...niespotykane....ale warto posłuchać dla samej ciekawości:)))). Czaderski jest też "Hairspray Quenn". Całkowity odlot. Kurt śpiewa takim "dzikim " głosem, że jednych to normalnie powala ze śmiechu na podłogę (sama widziałam taki przypadek), innym się nie podoba, a inni przepadają za tym kawałkiem (uważam, że ta piosenka jest świetna)...I tak doszliśmy do następnej płytki mianowicie "In Utero".....Osobiście jest to moja ulubiona płyta. Wydaje mi się, iż jest ona najbardziej surowa i nirvanowa ze wszystkich. Zawiera ona 12 kawałków: "Serve The Servants", "Scentless Apprentice", "Heart-Shaped Box", "Rape Me", "Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattle", "Dumb", "Very Ape", "Milk It", "Pennyroyal Tea", "Radio Friendly Unit Shifter", "Tourette's" i "All Apologies". No normalnie mniam mniam:))). To dzikie "Radio....", melodyjne "Heart...", głośne i wykrzyczane "Tourette's", czy kontrowersyjne "Rape Me" (Zgwałć mnie). Ta płyta powstała w bardzo krótkim czasie i chyba jako jedyna była w pełni kontrolowana przez zespół, bez żadnych "dobrych rad" szefów wytwórni. Grali tak jak uważali, że powinna brzmieć Nirvana...I to jest to!. Niestety po tej cudownej płycie Kurt zadał fanom i sobie cios w samo serce, a raczej w głowę. Mianowicie 5 kwietnia w pokoju nad garażem w swoim domu przy 171 Lake Washington Kurt Cobain faszeruje się heroiną, zostawia pożegnalny list i strzałem w głowę odbiera sobie życie. To jest oficjalna wersja. Wersja nieoficjalna jest taka, iż to Courtney Love - jego żona, wynajęła mordercę by skończył z Kurtem. Jest jeszcze mnóstwo innych domysłów, ale to jest najbardziej znane. Zainteresowanym polecam książkę "Kto zabił Kurta Cobaina". Jest mnóstwo dowodów na to, iż ktoś Kurta zamordował. Na przykład człowiek, który by zażył dawkę hery taką, jaką wziął Kurt za żadne skarby nie byłby w stanie podnieść ciężkiego Remingotna i strzelić sobie prosto w głowę (udowodnione naukowo). Poza tym na pistolecie nie znaleziono żadnych odcisków palców Kurta. Oprócz tego człowiek, który szedł do sądu zeznawać w sprawie morderstwa (rzekomo wiedział, kto go zabił i w jakich celach) wpadł pod pociąg!. Po śmierci Kurta została wydana jeszcze płyta z koncertu w Nowym Jorku "Unpluged In NY". Na koncercie tym Kurt zamienił elektryka na gitarę klasyczną i zagrał utwory takie jak: "About A Girl, "Come As You Are", "Pennyroyal Tea", "Dumb", "Polly", "On A Plain", "Something In The Way" i "All Apologies" oraz kilka coverów: "Oh Me", "Plateau", "Lake Of Fire", "Where Did You Sleep Last Nigh", "Jesus Doesn't Want Me For A Sunnbeam" i "The Man Who Sold The World". Ta płytka ma niesamowity klimat gdyż słuchając jej można się poczuć jak na koncercie. Przed każdą piosenką jest jakiś komentarz Kurta, w oddali słychać wrzaski publiczności i oklaski.... Drugą pośmiertną płytą była "From The Muddy Banks Of The Wishkah" nagrana w 1996 roku. Znajdziemy na niej takie oto kawałki: "School", "Drain You", "Aneurysm", "Smells Like Teen Spirit", "Been A Son", "Lithium", "Silver", "Spank Thru", "Scentless Apprentice", "Heart-Shaped Box", "Milk It", "Negative Creep", "Polly", "Breed", "Tourette's", i "Blew". Ta płyta trochę klimatem przypomina "In Utero". Też jest taka "garażowa" i "dzika"......Ale bardzo warta przesłuchania....Ta płyta Nirvany zakończyła jej działalność na dzień dzisiejszy. A co z resztą składu? Dave Grohl, perkusista Nirvany razem z basistą Kristem założyli kapelę The Foo Fighters. Hmmm.....Kapela w sumie niezła, ale brak porządnego wokalisty od razu dał się we znaki i zespół jakoś się trzyma, ale brak mu klimatu "Nirvany". Ale osobiście za czaderską uważam piosenkę m.in. "Wattershed"...


© Villemo <supermag@poczta.fm>