Tool

Zdziwiło mnie, iż do ActionMaga nikt jeszcze nic nie napisał o tym genialnym kwartecie, mimo że przeczytałem opisy jakichś offspringów, amorphisach czy samaelach. Jako fanatyk Keenana i spółki postanowiłem streścić historię Toola - obecnie chyba najważniejszej kapeli rockowej na naszym globie. Grupa ta jeszcze gdzieś tak w połowie lat 90-tych była uważana za niemal undergroundową, w tej chwili ich płyty rozchodzą się w milionowych nakładach. Ale zacznijmy od początku, czyli w roku 1990. Wówczas zespół założyli Adam Jones - gitarzysta, i Maynard James Keenan - wokalista o niezwykle oryginalnym głosie. Motywem utworzenia kapeli była chęć przeciwstawienia się gównianym zespołom z lokalnej sceny (Los Angeles), które jak najszybciej chciały podpisać kontrakt na nagrania i zdobyć sławę. Muzycy Tool się wyłacznie z grania w zespole np. Maynard pracował jako plastyk, a Danny Carey, perkusista bębnił w kilku innych lokalnych grupach. Trochę później znaleźli basistę w osobie Paula D'amore'a. W tym składzie w 1992 roku nagrali pierwszą płytę "Opiate", trwjącą nieco ponad pół godziny, z muzyką Tool nie tak mroczną jak później. Na płytce znalazło się sześć motorycznych utworów hardcorowych, uwagę zwracały wysokie umiejętności techniczne muzyków. Gdy Maynard z kolegami wydali "Opiate" cały świat słuchał grup z Seattle, więc Toola bezpodstawnie sklasyfikowano jako kolejny zespół grunge'owy. W 1993 roku wydali nakładem tej samej wytwórnii drugi krążek zatytułowany "Undertow". Ten album to prawdziwy wykop, dziesięć numerów o niesamowitej mocy. Ta płyta jest po prostu genialna, zmieniła się muzyka, zdecydowanie bardziej mroczna i udziwniona. Wspaniały głos Maynarda Keenana, frapujące riffy wyrosłe raczej z Hardcore'u niż z metalu, potężne dudnienie basu D'amora to tylko mała charakterystyka tego przełomowego dzieła. Zespołu nie przyrównywano już do grunge'owych gigantów pokroju Nirvany czy Soundgarden. Wiele jest osób, które uważają "Undertow"za największe dokonanie grupy. Do tego znakomite videoclipy do utworów "Sober" i "Prison Sex", z przerażającymi istotami w roli głównej. Zespół zainspirował cały rockowy światek, nie ulega wątpliwości, że dzięki Toolowi wykrystalizował się styl tzw. nu- metalu, czyli m.in. Korna czy Deftones. Z czasem muzyka grupy stawała się jeszcze ciemniejsza i odjechana czego dowodem jest kolejne dzieło w postaci albumu "Aenima". Płyta była świadectwem ciągłego rozwoju kwartetu, który grał już muzykę inną od wszystkiego co można było usłyszeć. Po wydaniu tego krążka formacja stała się jedną z największych i najważniejszych w latach 90-tych. Płyta zadebiutowała na 2 miejscu Billboardu, do dziś sprzedając się w ok. 3 milionach egzemplarzy. "Aenima pod względem zarówno tekstowym jak i muzycznym jest chyba jedną z najbardziej przygnębiających płyt jakie powstały. Zespół znów nakręcił dwa teledyski:"Stinkfist" i "Aenema", szczególnie ten pierwszy naprawdę porażał. Jeszcze przed wydaniem krążka zespół opuścił basista Paul D'Amore, jego miejsce zajął Justin Chancellor z grupy Peach. Trudno powiedzieć w jakim stopniu wpłynęło to na muzykę. Po wydaniu albumu formacja miała problemy z wytwórnią. Pracy nad nowym materiałem nie ułatwiło też zaangażowanie się Keenana w projekt A Perfect Circle przygotowany przez technicznego Toola, Billy'ego Howerdella. W efekcie maniakalnie oddani fani (w tym ja) musieli oczekiwać płytki aż 5 lat. Z pomocą sprawdzonego już producenta powstał zjawiskowy "Lateralus"(2001), pod względem muzycznym nawiązujący do artrockowych tradycji z lat 70-tych. No więc co, brak utartego schematu zwrotka-refren, wyrafinowanie długie , hipnotycznie się rozwijające kompozycje z mnogością motywów. "Lateralus" wydaje się spokojniejszy i mniej agresywny niz "Aenima", ale spoko nie ma mowy o żadnym kompromisie czy komercji - fani Britney czy Enriue mogą trzymać się z daleka. Że będzie inaczej od wszystkiego na współczesnej scenie wiadomo było od początku. Niektóre kompozycje na "Lateralusie", jak choćby otwierający to wtdawnictwo 11-minutowy "The Grudge", utwór tytułowy czy siglowy "Schism"(w videoclipie znów straszliwe postacie) zaczyna się od transowych, instrumentalnych zagrywek jakich nie usłuszymy nigdzie indziej. Momentami wracają do dawniejszego, ostrzejszego oblicza jak w "Parabola" czy "Ticks & Leeches". Ta płyta to prawdziwy kamień milowy dla współczesnej mocnej muzy. Dla mnie osobiscie album nr.1, gorąco zachęcam do kupna tej muzycznej sztuki. Bo to jest sztuka.

Pozdrowienia dla Elda.

Dziwne, ze tak mało piszą tu ludzie słuchający amb
itnej muzyki, czyli rocka. Nikt nie napisał o Nivanie, Nine Inch nails, Guns N'Roses, Soundgarden, U2, Alice in Chains, Jane's Addiction, Spiritualized, System Of a Down, Radiohead, The Verve, Pearl Jam, Smashing Pumpkins, Afghan Whigs, dEUS, Primus, Faith No More, Blur, The Cure, The Cult, Massive Attack, Portishead, Primal Scream, Stone Roses, Stone Temple Pilots, Kyuss, Fear Factory, ato przecież tylko ostatnia dekada. Piszcie, poczujecie się szczęśliwsi.

Toolowiec85