| Und ab geht's !*
Wiele się teraz słyszy o techno. Jest
to muzyka stworzona przez komputery z małą pomocą
człowieka. Nieprawda. Człowiek ma bardzo dużo do zrobienia
przy tworzeniu tej muzyki. Komputery to po prostu instrumenty muzyczne,
które mogą zsyntetyzować niemal każdy dźwięk i w dodatku go zmiksować,
przefiltrować i wykonać jeszcze inne operacje, więc można wykorzystywać
najnowsze osiągnięcia techniki w celu osiągnięcia zamierzonego efektu.
Ja, jako szanujący się i innych Metal, uważam, że dopiero
szybkie pocinanie na gitarze, czy na bębnach jest dopiero
czymś. Każdy lubi coś innego. Ciebie kręcą takie klimaty,
a wielbiciele techno wolą mocny beat, mocną linię basową i ciekawe
dźwięki, w tym tzw. efekty specjalne. Co do bębnów, to mamy Safri Duo i
kilka projektów tworzących tzw. muzykę plemienną – tribal.
Zresztą Ty na pewno nie odróżniasz techno od house'u, acidu czy nawet
rave'u, a to są zupełnie inne podgatunki muzyczne, które mają mimo
wszystko wiele wspólnego. Muzyka ta opiera się głównie na
dźwiękach typu: "tupti–tupiti;{co to może być? :)};
ts–ts;{to jest hihat...};
łup–łup"{...a to basic kick}; i tym
podobnych. I co z tego? Przeszkadza Ci, że tak niewiele
trzeba, żeby stworzyć dobrze brzmiący kawałek, przy którym można się
nieźle bawić? Można oczywiście opierać się na hihatach, to nawet
jest obowiązek – wszystko musi brzmieć w miarę dobrze i dlatego stosuje
się różne ozdobniki w celu poprawienia brzmienia. To wszystko
można porównać do wypieku ciasta: jeśli nie doda się mąki, drożdży lub
wody, nie da się tego strawić. Tak samo jest z dźwiękami, o których
piszesz – bez nich utwór jest suchy i słucha się go
fatalnie. Ale nie ma tak dobrze, niestety. Żeby poskładać lepszy
utworek, trzeba dysponować nie lada sprzętem, na który na pewno nie stać
przeciętnego obywatela. W moich dopiskach powyżej znajdują się nazwy
niektórych sampli z popularnych sekwencerów (to tak dla jasności
:). Przeżywamy ostatnio inwazję różnych zespołów, których
twórczość opiera się na techno i elektronicznie zmodyfikowanym vocalu. Są
to tak zwane techno – dance {raczej techno polo
:)}. Akurat to niewiele ma wspólnego z techno. Dance idzie swoją drogą,
techno swoją. Oczywiście czasem się spotkają, żeby wymienić ciekawe
osiągnięcia między sobą, ale potem ich drogi znów się rozchodzą. Jest
jeszcze jedna istotna sprawa. Jak już wspominałem, większość ludzi, którzy
mają niewiele wspólnego z techno, nie potrafi odróżnić techno od innych
podgatunków. Według nich to, w czym słychać umpa umpa, należy
zaklasyfikować jako techno. A to jest błąd. Podobne sample wykorzystuje
się w muzyce house, trance, rave, acid, techno, dub, a nawet italo. Mimo
podobieństw występują duże różnice w tempie, brzmieniu i kilku
pomniejszych kategoriach. Najgorsze jest jednak to, że
techno zaczynają słuchać ludzie, którzy wcześniej słuchali na przykład:
undergroundowego punka, punk–rocka, hard–core'u, czy powiedzmy jakże
kultowego Kultu;) Ta już prawie religia pochłania coraz to nowe
umysły. Ha! Zabolało, co? Według mnie wcale nie jest to
najgorsze, ja sam słuchałem kiedyś polskiego rocka, ale się nawróciłem :).
Teraz słuchając tych przebojów myślę tylko, jak by tu je
zremiksować :). Byłoby to całkiem możliwe do wykonania, bo takie rzeczy
popełniają niektórzy artyści, np. DJ. Balloon w utworze
Technorocker wstawia rockowy sample, a Monstersound to
już niemal cover Nirvany. Podobnie czyni Black Spider w Save Your
Life, gdy wykorzystuje motyw Van Halena. Zdarzają się również inne
ciekawe produkcje, np. Opera Dance Mix Pucciniego – muzyka
klasyczna w rytmie dance. Sądzę, że niewiele się pomylę, gdy stwierdzę, że
w aranżacji techno można przedstawić większość utworów światowego dorobku
muzycznego w taki sposób, aby wielbiciele tekno byli
usatysfakcjonowani.
PRZERWA NA REKLAMĘ :) tekst sponsoruje strona Dance Mix Chart
online. Wracając do tematu: to dobrze, że coraz więcej ludzi docenia
sens istnienia tej muzyki. Swoją drogą zmianę upodobań muzycznych z
powyższego cytatu można porównać do przejścia z Ciemności do Światła
(wiem, że to dziwne, ale czytajcie dalej) – świat punku to noc, ciemne
barwy, ukrywanie się, natomiast techno kreuje jaskrawe otoczenie, grę
kolorów, które wywołują radość i dają szczęście. Ta różnica jest widoczna
nawet po wyglądzie naszych stron: Twoja jest czarna (zasługa Hexa i
właśnie tego Waszego klimatu), a moja jasna (głównie ze względu na
czytelność, ale jednak). Co jeszcze może przyciągać nowych ludzi do
techno? Ja osobiście uwielbiam trance: to cudowna melodia, która zabiera
mnie na wędrówkę i to bez prochów. Tak się zdarzyło na pewnej imprezie.
Stanąłem blisko głośnika i... zacząłem odpływać, choć niczego nie brałem
ani nie piłem. To właśnie to: melodia, która łatwo wpada w ucho, miarowy
beat, który zmusza nogi do tupania i palce do bębnienia, efekty nadające
specyficzny smaczek całej kompozycji oraz linia basowa penetrująca
dogłębnie ciało i wprawiająca je w drżenie. Drugim czynnikiem są
zapewne wspaniałe imprezy. Wystarczy dobry sprzęt i kilka porządnych
kompaktów, ewentualnie vinyli. Jeśli DeeJay spisuje się dobrze i jest
trzeźwy :), można mówić o udanym techno party. Co innego Love Parade – tam
dopiero jest zabawa. Sex, Drugs & House*, choć nie tylko. Czy
nie może być Forever Friends*? Jeśli chodzi o
religię, to jesteś w błędzie. Gdyby techno miało działać jak
religia, za pomocą której podstępni masoni mieliby podporządkować sobie
całą polską młodzież, z pewnością wykorzystaliby media, a jak dotąd tego
nie robią. Bardzo rzadko się zdarza, żebyśmy widzieli klip jakiegoś utworu
z tego gatunku w telewizji publicznej lub słyszeli w radiu o przyzwoitej
porze dnia. Techno jest traktowane poniekąd jako muzyka undergroundowa,
nie może wyjść z podziemia. Częściej usłyszymy Enrika i Britnejkę, niż
prawdziwe techno. Kolejnym oczywistym faktem
przemawiającym za komercyjnym techno–g*** jest na niego popyt. Gdyby nie
ludzie słuchający techno, nie miałoby ono racji bytu. A
gdyby nie było popytu na Vadera, Toola czy R.A.T.M. to czy tworzyliby oni
nadal? Czy udostępniają na swoich oficjalnych stronach w necie swoje
utwory w mp3? A może Twoi ulubieni wykonawcy tak
robią? Równie oczywiste jest jednak, że techno, jako
muzyka komercjalna, zmienia się zgodnie z gustem
ludności. Może zacznę od tego, że są dwa rodzaje techno:
muzyka komercyjna i klubowa. Ta pierwsza podlega szybkiemu rozwojowi i
kształtuje się ją według potrzeb – jeden artysta stworzy dobry utwór, w
którym jednak czegoś brakuje, a drugi to naprawi swoim remiksem. Z muzyką
klubową jest trochę inaczej. Część niej powstaje na bazie starych
dobrych piosenek z lat 70., a część jest kreowana w celu zapewnienia
odpowiednich wrażeń ludziom bawiącym się w klubach. Oba gatunki
nieustannie ewoluują. Poza tym mnogość remiksów często tego samego utworu
pozwala na wybranie czegoś dla siebie. Wracając do komercji: mi
naprawdę nie przeszkadzałoby słuchanie muzyki komercyjnej gdyby była
dobra. A jako, że większość moich ulubionych wykonawców tworzy muzykę
komercyjną, takiej też słucham i nie jestem z tego powodu ani zawstydzony,
ani mi to nie ubliża. Wiem, że ten pogląd podziela naprawdę duża grupa
ludzi, którzy również nie mają wyrzutów sumienia z powodu słuchania
komercji. Cóż, najwyraźniej współczesnej młodzieży nie
interesuje jak duży wkład w tworzeniu danej muzyki miał czynnik ludzki.
Najwyraźniej ich to rybka. Liczy się efekt, najczęściej w postaci
techniawy. Czynnik ludzki ma ogromny wkład w tworzenie
techno. Komputer, samplery, czy gramofony z mikserem, są po prostu
instrumentami muzycznymi. Kontrolę nad wszystkim sprawuje jedna osoba –
DeeJay. Jeśli sądzisz, że maszyny grają kluczową rolę w procesie
powstawania tecno, spróbuj sam coś sklecić na Mjuzyk Maklerach i daj do
posłuchania swojemu bratu. Chciałbym usłyszeć jego śmiech...:)
To
wszystko. Muzyki obroniłem :). Gdyby ktoś chciał podzielić się ze mną
swoimi poglądami, zapraszam. Kontakt przez reklamę lub link
poniżej.
Objaśnienia: *AQUAGEN – Partyalarm (Und Ab
Geht's) *D–DEVILS – Sex, Drugs & House *GIGI LAV meets BEN DJ. –
Forever Friends |