*** Witchery - "Symphony For The Devil" ***
Teraz dla odmiany cośik lepszego. "Symphony for the devil" (SFTD) jest kolejnym albumem kupionym preze mnie "w ciemno".
Muszę z całą pewnością stwierdzić, iż tym razem trafiłem dobrze, a nawet jeszcze lepiej. Zacznijmy jednak od początku.
Płytę rozpoczyna świetny utwór "The storm". Niezły wokal (trochę przypominający ten z CoB), dobre gitary i fajna perkusja składają się na porządny kawał świetnej muzyki. I jeszcze Toxine (Xywa wokalsty) krzyczący na końcu "The storm, The storm" przy ciekaweym akompaniamencie. Ech... Czegoś takiego właśnie mi było trzeba. A dodać trzeba, że pierwszy utwór wcale nie jest najlepszy! Po prostu zapisał się w moim umyśle, jako pierwsza wysłuchana piosenka tego zespołu.
Jednak każdy kij ma dwa końce: prawie wszystkie tytuły w SFTD są pisane wg. prostego schematu: zwrotka, reren, zwrotke, refren, itd., dalej solówa na gitarze, a na końcu zakończenie (które nawiasem mówiąc jest w większości świetne, powalające, znakomite, etc.) Wiem, że w muzyce to właściwie standard, ale lepiej się wysilić i napisać coś lepszego, odbiegającego od schematów (patrz: Opeth. <=== Tu jedna piosenka trwa nawet do 20 minut!!!! zachowując przy tym swoją różnorodność) (z drugiej jednak strony taki Moonspell "Wolfheart" również nie odchodzi od schematów, a jest zajetentego) Poza tym jeszcze jeden mały mankament. Jedni kupują płyty po recenzjach w prasie, drudzy po wysłuchaniu fragmentów mp3 z sieci, inni po cenie (z życia wzięte), a jeszcze inni po okładce (również z życia wzięte) Więc, jeśliby ktoś patrzył na okładkę SFTD, to chyba by tego nie kupił. Przedstawia szkieletorka na cmentarzu na niebieskiej poświacie i jest wykonana w kiepskiej jakości. Wqrza mnie, kiedy na okładce jest jakiś diabeł, szkielet, mordują kogoś, czy co. Przez coś takiego metal jest kojarzony z satanizmem i innymi duperelami. (w podręczniku od religii znalazłem taki temat "Jakiej muzyki nie należy słuchać" pożal się Boże)
Na zakończenie chciałbym jeszcze dodać, jakiej wady SFTD nie ma. Otóż nie ma zbyt dużo jakichś elektrycznych, świdrujących uszy (fajne stwierdzenie) dźwięków. Coś takiego przeszkadzało mi w "Follow the Reaper" CoB. Tu na szczęście czegoś takiego nie uświadczymy. Przynajmniej nie za dużo.
Gorrrrąco polecam. Im dłużej tego słucham, tym bardziej mi się podoba.
Ocena: -8/10
PS. Tak się pewnie czytelniku zastanawiasz, że skoro tak zachwalałem, to czemu tylko 8-. Otóż ideałem muzycznym w tej chwili jest dla mnie Opeth "Blackwater park" (co chyba widać)
Więc skalę ocen jest taka. Opeth - 10, a pozostałe albumy o x oczek słabiej. (w tym wypadku o 2) Więc, jeżeli coś jest o tylko 2 oczka słabsze od IDEAŁU, to czy złe?
PS2. Pewnie teraz myślisz, czytelniku, czemu nie napiszę recencji do BP. Ponieważ brak mi słów, aby opisać to dzieło. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli jeszcze nie masz, to kup!