*** Slayer - "Seasons In The Abyss" ***


Przyznam się, że Slayer jest jedynym zespołem stricte metalowym, którego lubię słuchać (czytaj: którego słuchanie nie wywołuje u mnie uśmiechu politowania na twarzy :))). Składa się na taką decyzję parę czynników. Po pierwsze: perkusja Dave'a Lombardo (PRAWDZIWY MISTRZ!!! Bostaph też jest dobry, ale to nie ten klimat ;)). Po drugie: wokal Toma Arayi, którego DA SIĘ słuchać (w porównaniu do np. Kreatora). Po trzecie: no, trzeciego właściwie już nie ma :), ale mogę jeszcze powiedzieć o "będących na swoim miejscu" partiach gitarowych (chociaż co do solówek to moje zdanie zawrę w znanym przysłowiu: co za dużo, to niezdrowo :)). Słyszałem wszystkie (oprócz koncertowych) płyty Slayera i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że "Seasons..." jest w ich dorobku najlepszą. Już widzę miny zdziwionych, a pewnie i wkurzonych w tym momencie metalowych ortodoksów. Tak, tak, panowie, nie żadne "Reign In Blood", a właśnie "Seasons In The Abyss" jest swoistym opus magnum tego zespołu (oczywiście jest to tylko moje zdanie :). To właśnie tego, co "zabójcy" wypracowali na tym albumie nie udało im się nigdy już później powtórzyć. Doświadczenia zebrane w czasie nagrywania poprzednich krążków plus bardzo dobry pomysł w postaci zatrudnienia dwóch nowych producentów, którzy wnieśli wiele świeżości do zespołu zaowocowały wspaniałym efektem. Spotkałem się z opiniami, że jest to album komercyjny (w porównaniu z poprzednimi). Jeśli za "komercję" uważa się podnoszenie swych i tak wysokich umiejętności do najwyższego pułapu przez muzyków oraz wprowadzenie bardzo skomplikowanych aranżacji, które bardzo urozmaicają muzykę (nie jest to już ciągła "pukanka" z monotonnie powtarzanymi riffami, jak na "RIB"), to ja proszę o więcej takiej "komercji" :).

Zaczyna się ta płytka po prostu świetnie: takiego początku jak "War Ensemble" inne zespoły metalowe mogą tylko pozazdrościć. Niesamowicie szybko, mocno i naprawdę świetnie. Duża w tym zasługa Lombardo, którego gra po prostu zabija. Również świetne są gitary: po prostu tak, jak
powinno być, czyli mocno i gęsto. Jest to jeden z trzech moich ulubionych kawałków z płyty i Slayera w ogóle. Dalej świetne, nie dające odpocząć przejście do następnego utworu. Właściwie to z "Blood Red" podoba mi się tylko początek (no i oczywiście nap***anie Dave'a). Mógłbym nawet
pokusić się o stwierdzenie, że jest on psychodeliczny (lubię to słowo- kiedy nie wiesz co powiedzieć, zawsze możesz go użyć :). Ale nie jest źle. Za to w "Spirit In Black" dla odmiany świetny jest koniec :) (to trzeba usłyszeć!). Dalej fajny "Expendable Youth" z dziwacznymi aranżacjami, a potem prawdziwie psychodeliczny utwór- "Dead Skin Mask" z samplowanymi krzykami jakiejś dziewczynki (!). Znów szybki "nap***alacz" w postaci "Hallowed Point" (swoją drogą solówka z tego utworu to największe "przegięcie" duetu Hanneman & King :) i znów odjechane aranże w "Skeletons Of Society"- naprawdę świetny utwór. Znów nie dające odpocząć przejście i jesteśmy w "Temptation"- drugi z "meine beste Slayer trax". Naprawdę, to co wyprawia tu Dave ze swoimi garami zakrawa na cud! Nie będę szczegółowo opisywał tego tracka, po prostu kup płytę, posłuchaj i uwierz, że to naprawdę gra człowiek (chociaż kto tam tego Lombardo wie... ;)) Podobnie jest w "Born Of Fire" (znów ani chwili odpoczynku między utworami!). A na koniec pozostawiono najlepsze: tytułowy utwór, który moim zdaniem jest najlepszym kawałkiem, jaki Slayer kiedykolwiek zrobił
(i pewnie też zrobi). Cały kunszt i talent muzyczny Toma Arayi, Dave'a Lombardo, Kerry'ego Kinga i Jeffa Hannemana kumuluje się w tym utworze, dając nam poczucie spełnienia.

Podsumowując: dla mnie najlepsza metalowa płyta wszechczasów (oj, już widzę minę Księcia Palownika ;))))). Jak dla mnie to za dużo na niej gitarowych solówek- nigdy nie byłem ich fanem (dla mnie bębny rulez!). Z drugiej strony, jeśli ktoś uwielbia szybkie "skręcanie" strun, to będzie się przy tej płycie onanizował ;) (no, może się trochę zapędziłem ;))))))))). Gorąco polecam, nawet jeśli nie lubisz metalu (sprawdziło się na mnie :))))!

"War Ensemble"- 9+
"Blood Red"- 7
"Spirit In Black"- 7+
"Expendable Youth"- 8
"Dead Skin Mask"- 9-
"Hallowed Point"- 7
"Skeletons Of Society"- 9
"Temptation"- 9+
"Born Of Fire"- 7+
"Seasons In The Abyss"- 10

Razem: 10- (pełnej nie dam, bo miałbym nieczyste sumienie :))))))


© NOTHINGER [np. "Go Spread Your Wings" GODFLESH]
<nothinger@wp.pl>