*** R.E.M. - "Automatic For The People" ***
Rok wydania: 1992


Moja przygoda z R.E.M. zaczęła się dopiero w poprzednim roku. Tzn. już wcześniej słyszałem takie przeboje jak "Losing My Relignion" czy "Everybody Hurts", ale dopiero w zeszłym roku tak się złożyło, że z nowego albumu słyszałem "Imitation Of Life" i "All The Way To Reno(You're Gonna Be The Star)" i dostałem album "Reveal" w jakimśtam prezencie. A potem postanowiłem poznać poprzednie płyty zespołu. Powstał on w 1980 roku, ale dopiero "Out Of Time" zyskał sobie sławę(czyli w 1991). To właśnie z tej płyty pochodził przebój "Losing My Religion". To była dopiero ich dziesiąta płyta, więc nie wiem, co grali wcześniej(może heavy metal?-żart, jakby ktoś nie skapował;a może?). Rok po sukcesie "Out Of Time" wydali "Automatic For The People". Właściwie to byli skazani na sukces-zaraz po wydaniu wielkiej płyty, druga dobra, jeszcze się nie znudzili(ludziom), a już nowe piosenki. Zaznaczam, że mam kasetę, a nie CD, więc kolejność może być trochę inna. Zaczyna się "Drive"-niezła piosenka jak na początek płyty, ale sukcesu jej nie wróżę(i raczej go nie zdobyła). Tak samo z drugim "Try To Not Breathe", jest utrzymana w typowym ar-i-em-owym(tak to się powinno wymawiać, jakby ktoś nie wiedział)stylu. Po niej zaś następują dwa hity, które są też najlepszymi utworami na krążku. Pierwsza to "The Sidewinter Sleeps Tonite", radosna i rozrywkowa, właściwie mogę ją godzinami słuchać. Po niej następuje moja ulubiona R.E.M. , wielka "Everybody Hurts"-ta jest chyba dla kontrastu smutna("Everybory hurts, sometimes everybody cries")i spokojna. Polecam także teledysk do niej. Po tych dwóch przebojach następuje spadek. "New Orleans Instrumental No. 1" jest, jak sama nazwa wskazuje(gratulacje, kto się kapnął)instrumentalna-no, właściwie na początku słychać jakieśtam głosy. Ale instrumentalna nie znaczy czegoś w stylu "Orion" czy "Anastacia(Pulling Teeth)" Metalliki. Na szczęście też nie w stylu "Cure For The Inch" Linkin Park(poza tą piosenką-piosenką?-są świetni), zresztą-sprubujcie sami. Kończące stronę pierwszą "Sweetness Follows" też jest niezłe. Potem druga strona i rozpoczynające "Monty Got A Raw Deal". Z tą piosenką mam kłopoty, bo trochę szumi i muszę przewijać, więc jej nie opiszę. "Ignoreland"(właściwie to nie mam co o tej piosenkce napisać, zwykle piszący recenzję do KM po prostu omijają bezbarwne kawałki, ja ograniczam się do podania tytułu i tego przydługawego nawiasu). Potem jest "Star Me Kitten" i . . . mam odczucie, jakoby ta piosenka była zbudowana na tylko trochę zmienionej melodii. Wcale nie twierdzę, że to źle, ale może możnaby połączyć te piosenki w jedność. I wcale na tej pieśni się nie skończyło. Następna "Man Of The Moon"(najlepsza na drugiej stronie)była łudząco podobna do "Sidewinter Sleeps Tonite". Jednak obie z pewnym wyjątkiem-zarówno "Everybody Hurts", jak i "The Sidewinter Sleeps Tonite" są lepsze od tych ze strony drugiej. Do tego dochodzi jeszcze "Nightswimming", prawie jak "Sweetness Follows" ze strony pierwszej. Ostatnie "Find The River" jest niepodobne za to do niczego. Mimo tych podobnych piosenek dają płycie dziwiątkę, bo "Everybody Hurts" i "The Sidewinter Sleeps Tonite" są genialne.

Subiektywna ocena: 9/10

PS. Patrzę tak jeszcze raz na moją recenzję, to zauważyłem, że znów jest dużo nawiasów-aż jedenaście. Chyba znów zacznę je liczyć.
PS2. Mam nadzieję, że tą recenzją i "Parasolkami" Coldplay'u uda mi się przełamać brak na łamach KM popu(ale nie takiego od Brithney czy Enrique, ale tego lepszego od R.E.M., Coldplay'u czy Travisa).
PS3. No i na koniec zawsze:słuchajcie Queenu i-ten drugi zespół zawsze zależy od recenzowanej płyty, czyli tym razem-R.E.M.
PS4. Jeszcze raz ja:sporo osób pisze, czego słucha podczas pisania, więc ja też. Zgadnicie czego słuchałem podczas pisania? A nie, bo Nirvany.


© Miki <mikus87@net.e.pl>