*** Metallica - "Ride The Lighting" ***
Rok wydania: 1984



Miałem napisać kolejną recenzję wspaniałego zespołu i wspaniałej płyty, od jakich to roi się w Kąciku Muzycznym. I pomyslałem sobie: skoro wszyscy piszą recenzję chwalące, to może ja raz napiszę o jakimś gniocie. Jedak skąd wziąć gniot? Przecież nie kupię jakiejś płyty Enrique, boskiego Enrique, tylko po to by ją zbluzgać. Przeszukałem moje płyty. Pomyślałem, że w końcu terzeba będzie zajrzeć do starych kaset ojca, ew. matki i skrytykować jakiegoś Grechutę. Jednak znalazłem u siebie. Wielu może się zdziwić, że takiego wyboru dokonałem(a ci, co się nie zdziwią, to mnie zbluzgają-uważam się wyleczonego, więc nie liczę już nawiasów). Lubię Metallikę. W każdej formie. W pierwotnej, thrash metalowej, w późniejszej hard rockowej, w balladowej, w coverach(słyszał ktoś "Jeremy" Pearl Jamu wykonane przez nich? Śpiewają jakby byli nachlani)oraz z orkiestrą symphoniczną. Już pierwszą płytą, "Kill'em All" odnieśli sukces, który potem powtórzyli w "Master Of Puppets", "Metallica" i "Load"-ach. Ale to co było między debiutem a "Masterem" jest nie do zniesienia. Zaczyna się strasznym "Fight Fir With Fire". Ten utwór jest okropny, a głosu Hetfielda nie da się w ogóle zrozumieć. Następny jest tytułowy utwór. Jedyny znośny, choć wolałbym, aby był z dwie minuty krócej. Ogólnie to ja lubię, jak Metallica gra długie utwory, ale pod warunkiem, że te utwory są dobre. W pierwszym krążku Hetfield też miał okropny głos, ale akurat z grą reszty zespołu(i jego samego)to ten głos pasował, tak, że nawet ładnie brzmiał. W "Ride The Lightning" głos nie pasuje, a w "Master Of Puppets" James poprawił się wokalnie(albo zaczął się starać). "For Whom The Bell Tolls" znałem wcześniej z "S&M". Boże, z orkiestrą ten utwór brzmi o niebo lepiej. A tu-znów kaszana. "Fade To Black"-ta piosenka właściwie też jest to zapisania na plus płycie, choć nie dużo. Dwie następne kompozycje są nudne. Ostatnie "The Call Of Ktulu" też ratuje tą płytę, a to za sprawą, że Hetfield postanowił zamknąć się w tej piosenkce, tzn. nie odzywać się. I dobrze. Ale ogólnie płyta straszna. Teraz tylko czekam, gdy ktoś na mnie nabluzga.

Subiektywa ocena: 4+/10


© Miki <mikus87@net.e.pl>