*** Helloween - "The Dark Ride" ***


Około godziny 10 zostałem obudzony przez kuriera, który dobijał się do moich drzwi...
Facet z Metalopolis (uważam, że to dobra firma więc nie będę jej ixował) przyniósł mi najnowszą płytkę jednego z najlepszych niemieckich zespołów. Całości słuchałem trzykrotnie w ciągu jednego dnia (nie liczę moich ulubionych kawałków które leciały prawie non-stop). Uważam, że jest to jedna z najlepszych płyt Helloween. Śmiało można ją porównać do pierwszej części Keeperów - chłopaki dają z siebie naprawdę wszystko. Zastrzeżenie może budzić jedynie wokal Derisa. Chodzi o to, że w niektórych utworach śpiewa bardzo nierównomierenie tzn. mógłby dany fragment zaśpiewać 100% lepiej. Z drugiej strony gość ma taką mambranę, że przy 3 czy 4 nagraniach nasze biedne plecy potrzebują trochę odpoczynku przed następną falą ciarek :))) Trudno sobie wyobrazić co by było gdyby to samo zaśpiewał swoim superzajebistym głosem Kiske. 

Klimat tej muzyki wbija w... ziemię i to baaardzo głęboko, bo aż do piekła. Piekło, śmierć, życie pozagrobowe, kara, odkupienie itd. Na pewno wiele osób interesuje się tymi terminami. Od początku do końca muzyka jest mroczna, mroczna i mroczna. Oprócz tego jest jeszcze bardzo mroczna. Doskonale obrazuje to okładka. W sumie gdyby połączyć wszystkie teksty to wyszłaby niezła fabuła, albo przynajmniej materiał na film/książkę. Nie chcę zdradzać zbyt wiele ale chodzi w tym wszystkim o wędrówkę przez śmierć - gość jest u schyłku swojego życia, umiera,
zostaje osądzony itd, itp. Szczególnie fajnie przedstawia to tytułowy utwór. O dziwo kapela zerwała z tekstami dla dzieci a'la "dr. Stein" - wyjątkiem jest 2 utwór. Radzę przeczytać. Łatwo się tłumaczy i można się uśmiać. Aha i jakby co to dzwońcie pod 18oo ;)

Co do samej muzki - album nie ma właściwie słabych momentów. Można się uprzeć przy jednym, góra dwóch nagraniach, ale to rzecz gustu ofkorz. Mi szczena opadła jak usłyszałem "The Departed" i "The Dark Ride". Nisamowity jest też "Mr. Torture" razem z intrem - jak zwykle doskonałym. Są też perełki takie jak: "If I Could Fly", "Mirror Mirror", "Immortal", "I Live For Your Pain". Reszta nagrań jest dla mnie dobra lub niezła. Żeby cały album się spodobał (tak było w moim wypadku) trzeba go przesłuchać więcej niż dwa razy w zaciemnionym, nastrojowym pomieszczeniu w towarzystwie wielkiej dyni ze świeczkami w oczach. I radzę słuchać dość głośno na dobrym sprzęcie, ewentualnie w słuchawkach, ale wtedy nie można dać się porwać ciężkiej energii power metalu.

Fani i tak kupią (macie pieniążki, prawda?) ten album, a pozostałym szczerze go polecam i życzę miłego słuchania.

PODSUMOWANIE: 

plusy                    minusy

- muzyka!!!          - brak śmiesznych rysunków wewnątrz okładki
- klimat                 - za małe odstępy pomiędzy utworami
- liryka                  - teraz nie mam co jeść (60 zł z kosztami wysyłki)


(c) Goque