*** Gary Moore - Bunt irlandzkiej duszy ***


Historia mojej znajomości z twórczością tego irlandzkiego gitarzysty jest dość ciekawa. Pamiętam ten dzień jakby to było dziś. Owo wydarzenie miało miejsce około dziewięciu lat temu. Byłem wtedy młody, bardzo młody. To były miłe początki obcowania z muzyką rockową. Słuchałem wtedy "Nocki w Radiu Zet" i w pewnym momencie dotarły do mnie dźwięki, które zawładnęły mą duszą. To były fantastyczne cztery minuty... ...które miały znaczny wpływ na moją dalszą muzyczną edukację...

Musiałem czekać osiem lat, aby dowiedzieć się kto zagrał i jaki był tytuł tego pięknego kawałka, który zdążył już doczekać się miana "piosenki mojego życia". Przez ten okres często dyżurowałem przy radiu po nocach, aby nagrać sobie ten kawałek. W końcu kiedyś speaker wpadł na to, aby poinformować słuchaczy... Utwór nosił tytuł "Empty Rooms" i stał się bezpośrednią przyczyną mojej fascynacji twórczością Gary'ego Moore'a...

Swą karierę młody Gary rozpoczynał w pewnej bluesowej kapeli (której nazwy nie znam). Momentem kulminacyjnym tamtego etapu twórczości były występy w Thin Lizzy. To właśnie w tym okresie Gary wraz ze swoim przyjacielem i liderem zespołu - Phill'em Lynott'em napisali między innymi utwór legendę "Whiskey In The Jar", który na nowo wypromowali chłopcy z Metallicy kilka lat temu... Po śmierci Phill'a, Gary rozpoczął karierę rock'ową jako gitarzysta solowy. Przez ten czas (ładnych 20 lat) jako solista "spłodził" kilkanaście albumów studyjnych, koncertowych, składanek "The Best Of...". Spośród tylu różnych wydawnictw nie można nie zwrócić uwagi na takie albumy (które już na stałe wpisały się do historii muzyki rock'owej) jak "Wild Frontier", "After The War", "Still Got The Blues" i kilku innych, z których narodziły się takie hity jak "Over The Hills And Far Away" (ostatnio cover w wykonaniu Nightwish - jeden z najlepszych jakie słyszały moje uszy!!), "After The War", "Always Gonna Love You", wspomniany już "Empty Rooms" czy najbardziej chyba znana kompozycja tego artysty "Still Got The Blues"... Z racji tego iż Moore pochodzi z Irlandii, która od kilkudziesięciu lat pogrążona jest wojnie domowej, w twórczości Gary'ego znajdziemy całe mnóstwo odniesień to tego tematu. Utwory Moore'a są głównie o miłości i wojnie, tytuły albumów również posiadają odniesienia do nieciekawej sytuacji ("Wild Frontier"). Z całą pewnością duży wpływ na twórczość tego gitarzysty miał fakt iż Gary w trakcie pewnych zamieszek na ulicach sam "oberwał" kulkę co zaznaczyło się trwałym oszpeceniem jego twarzy (kula trafiła w polik). Utwory takie jak "Blood Of Emmeralds" nawiązują do tamtych wydarzeń.

Gary Moore w moich oczach jest wielki choć troszkę chyba niedoceniony przez wielu. Mimo to istnieje grupa słuchaczy, która naprawdę docenia umiejętności tego wspaniałego artysty, który w błyskotliwy sposób łączył w swojej twórczości blues z rockiem. Jego kariera to również kilka eksperymentów, zmian stylu, wzlotów i upadków (późniejsze lata dziewięćdziesiąte), by powrócić po raz kolejny z nowym krążkiem "Back To The Blues" wydanego w zeszłym roku. Podczas tych wszystkich lat na scenie Moore zatoczył pewne koło rozpoczynając od bluesa, poprzez rock, by znów powrócić do korzeni (tytuł płyty mówi wszystko). Gary Moore po raz kolejny pokazał światu, że jest jednym z najlepszych gitarzystów, prawdziwym mistrzem! Muzyka tego artysty jest dla mnie osobiście pewną odskocznią od tego całego gotycko-metalowego zamieszania, chwilą refleksji dla ducha. To również olbrzymia dawka pięknych gitarowych dźwięków, melodii pełnych pasji wprost z wnętrza duszy, wprost z serca. Oto właśnie magia muzyki Gary'ego Moore'a. Polecam.


© Dance Macabre <nocny69@wp.pl>