Cześć wszystkim!!!
U mnie zaczynają się ferie, przed wczoraj kupiłem nowe CDA, przeczytałem AM i myślę sobie, żeby cuś napisać. Kiedyś napisałem już jeden tekst (hymn do Irka z BB). Tym razem wszystkim, którzy lubią Limp Bizkit chciałem przedstawić ich historię. Jest ona trochę pokręcona, więc na pewno coś pomylę.
Na początku lat 90. Fred Durst nie miał zbyt wesołego życia. Za sobą miał służbę w Marynarce Wojennej, rozbite małżeństwo i małą córeczkę. Jego zajęciem było sprzątanie ulic Jacksonville. Jego ojciec (emerytowany gliniarz) miał firmę zajmującą się zielenią miejską. Właśnie u niego pracował Fred. Matka-Anita i brat Freda-Corey mieszkali w Gastonii. W tym samym czasie w Nashville Wes Borland uczył się grać na gitarze. Pomagał mu w tym jego brat, który specjalizował się w grze na basie. Ojciec Wesa grał country. Wesowi narzucano, aby grał właśnie taką muzykę, ale on chciał się wyróżniać. Już wtedy zaczynał rysować. Później rysowanie stało się jedną z jego trzech pasji. Pierwszą była oczywiście gra na gitarze, drugą rysunek a trzecią projektowanie zakręconych kostiumów. Jak rysuje Wes można się łatwo przekonać. Jego prace zdobią okładki wszystkich płyt i singli bizkitów.
Fred, zanim założył Limp Bizkit, był liderem innych grup: Split 26, Malachi Sage i 10 Foot Shinding. Jego nowy pomysł na grupę był taki: muzycy potrafiący poruszać się w wielu stylach i łączyć je w całość. Fred sprawdzał każdego chętnego po kolei. Z jego wcześniejszej grupy-Malachi Sage wybrał basistę-Sama Riversa. Kiedy Wes Borland przeprowadził się do Jacksonville, od razu został wciągnięty do grupy przez Freda. Był świetnym muzykiem. Szukając perkusisty, Sam pomyślał o swoim kuzynie-Johnie Otto. Nie był on jeszcze zbyt dobry. Wolał grać na prostym zestawie, a nie na jakimś który miał mnóstwo "przeszkadzajek". Później do grupy dołączył DJ Lethal, który miał wnieść element hip-hopowy. Zaczęło się wymyślanie nazwy dla zespołu. Nazwę Limp Bizkit, czyli Utykający Hirbatnik wybrali w celu dobicia krytyków.
Grupa zaczęła grać. Na początku występowali w lokalu o kojarzącej się Polakom nazwie-Milk Bar. Stwierdzili, że na ich występy nie przychodzi zbyt wiele ludzi. Aby ich przyciągnąć, zaczęli grać przerobione utwory znanych muzyków. Grali m.in. "Faith" Georga Michaela i "Straight Up" Pauli Abdul. Możecie mi nie wierzyć, ale w Milk Barze zaczynało grać wiele znanych grup. Np. 311, KoRn, Deftones, Sugar Ray...
Po osiągnięciu dosyć dużego sukcesu jak na zespół, który musiał płacić za swoje występy w klubach, muzycy zaczęli zastanawiać się nad nagraniem ich debiutanckiej płyty. Wybrali oddział Mojo-MCA. Grupa (bez Wesa, który odszedł z zespołu po kłótni z Fredem) jadąc do studia w Kalifornii miała wypadek samochodowy. Kierowca, który przysnął, stracił kontrolę nad mikrobusem. Auto przekoziołkowało parę razy. Wszyscy byli poobijani i pokaleczeni. Leżeli rozbitym samochodem na środku lodowatej nocą pustyni. Wypadek ten dał wszystkim wiele do myślenia. Po nim do grupy wrócił Wes Borland. Zrezygnowali z nagrywania płyty w studiu MCA. Według Freda wypadek był znakiem bożym. Po krótkim konflikcie z szefem wytwórni Mojo, wybrali wytwórnię Flip, studio Indigo Ranch. Bez najmniejszych problemów nagrali płytę w ciągu pięciu dni. Fred napisał piosenkę "Indigo Flow", w której dziękował wszystkim a w szczególności właścicielom studia. Tak właśnie powstała pierwsza płyta Limp Bizkit-"Three Dollar Bill Y'all". Tytuł znaczy coś w stylu: Ej wy, jesteście dziwni jak trzydolarówka. Jakby ktoś nie wiedział, to nie ma banknotu ani monety trzydolarowej.
To na razie tyle. Już wkrótce napiszę specjalnie dla was dalszy ciąg historii Limp Bizkit, kapeli z Florydy. Cierpliwości!!!
Acha! Jeszcze jedno słowo do Javi (tego kogoś, kto pisał o LB w 19 numerze AM w kąciku muzycznym). Reżyserem prawie wszystkich teledysków Limp Bizkit (w tym My Way), jest FRED DURST, ten jak to mówiłeś: łysy gość z czerwoną dżokejką. I JESZCZE coś: popieram kogoś, kto napisał tekst "Komercja" w 21nr AM, tylko że wokal Freda to nie jest tylko rap...