Mniej więcej dwa lata temu, pierwszy raz
przeczytałem najważniejszą powieść fantasy „Władcę Pierścieni”. Książka nie
spodobała mi się, aż tak bardzo jak się tego spodziewałem. Ponieważ miałem
wtedy tylko 12 lat zdecydowałem się na zakup jednego z najlepszych wydań w
Polsce tej książki i wziąłem się za lekturę. I po raz kolejny książka nie
zachwyciła mnie. Nie żeby mi się nie podobała, ale uważam, że np. saga o
wiedźminie jest dużo lepsza od sagi Pierścienia. Czytając dzieło Sapkowskiego
nie mogłem się oderwać natomiast Tolkien przyciągał mnie, i owszem, ale nigdy
nie zasiedziałem się z nim do trzeciej w nocy. Według mnie głównym minusem
książki jest cukierkowatość, wspomniana już kiedyś na łamach tegoż kącika. Czytając
„Władcę Pierścienia” czuję się jakbym czytał nie powieść fantasy, ale baśń. Nie
żebym miał coś do baśni, ale to jednak nie to co lubię najbardziej. Nie jest to
jednak według mnie jedyny minus książki. Wszechobecne jest dobro i zło, nie ma
prawie żadnych postaci neutralnych. Książka robi się przez to sztampowa, ale to
pewnie dlatego, że połowa ówczesnych „dzieł” fantasy wzoruje się na twórczości
Tolkiena. I ostatnia rzecz, czytając „Władcę Pierścienia” odniosłem wrażenie
jakby jej pierwszy tom był tylko wstępem do właściwej powieści. Nie będę
wymieniał plusów, bo zna je każdy kto choć raz zajrzał do książki. Nie chce
żeby ktoś po przeczytaniu tego tekstu uważał, że nie cenię tej książki. Mimo
tych kilku minusów ( moim zdaniem minusów ), które wymieniłem to książka
znajduje się na drugim, trzecim miejscu mojej osobistej listy najlepszych
książek.
hmhm hmhm87@o2.pl