Jeff Noon - "Pyłki"

"Pyłki" to kontynuacja "Wurta" choć może nie do końca. Ten sam świat, to samo miasto, ale inni bohaterowie. I sprawa najważniejsza: ratowanie siostry zamieniło się w ratowanie świata. Nadal dominuje tu ten dziwny, nieraz przygnębiający klimat z wcześniejszej powieści Noona, ale jednak nie jest to wcale to samo.

Bohaterem jest pewna funkcjonariuszka policji miasta Manchester. Usiłuje ona rozwikłać sprawę morderstwa jednego z nielicznych już "tradycyjnych" taksówkarzy. Początkowo wydawało mi się, że Noon zakpił sobie ze sprawy i napisał jakiś chłam, tyle że osadzony w cyberpunkowym świecie. Jednak po jakimś czasie moje zdanie całkiem się zmieniło. Akcja rozwija się wprost niesamowicie. Ciężko opisać co się dzieje. Pokrótce: świat Wurta usiłuje połączyć się z rzeczywistością (o ile Wurt sam w sobie nie jest rzeczywisty). Następuje inwazja tytułowych pyłków, które mają przygotować Ziemię na połączenie. Jak to wszystko się kończy? Przeczytajcie, a sami zobaczycie.

Kolejna sprawa. O ile "Wurta" dało się jeszcze zrozumieć, to "Pyłki" są raczej ciężkostrawne. Momentami naprawdę trudno złapać o co chodzi. Dla wielu będzie to raczej minusem, choć mi się podobało. Powiększa to tylko niesamowitość utworu (jak i potwierdza chorą wyobraźnię Noona).

Warto zwrócić też uwagę na adaptację mitologii greckiej do realiów Wurta. Coś takiego można było spotkać na łamach opowiadań Sapkowskiego, lecz tam chodziło o popularne polskie bajki. Nie myślcie jednak że Noon przepisał wszystko tak jak było w oryginale. Przeciwnie. Wszystko jest zupełnie inne, ale to trzeba zobaczyć samemu na własne oczy.

Więc cóż. Nie pozostaje mi nic jak zachęcić was do przeczytania tej książki. Jeśli komuś podobał się "Wurt" to na pewno spodobają się mu i "Pyłki", jeśli nie, niech pamięta, że te książki dość mocno się siebie różnią i ta może okazać się lepsza. Miłej lektury.

BONGO