Pablo Coelho - "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam...."

Lubię historie o miłości. Cóż zrobić- taki wiek (ze o płci nie wspomnę :)). Więc czytam sobie różne bronteowsko-austenowskie powieścidła (które zresztą polecam wszystkim czytelnikom AM, choć robię to zdając sobie sprawę z beznadziejności takiej akcji ;)).
Lecz nie o takim dziele mam zamiar teraz napisać, bez obawy :). Ale o miłości dużo będzie.

Myślę, że nazwisko Coelho powinno wam coś mowić, a jeśli tytuł "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam...." również nie jest wam obcy, możecie sobie darować dalszą lekturę :)
Rozumiem, że jest wam obcy ;).
Więc zaczynam: ksiażka opowiada o tym samym, co wszystkie inne książki - o życiu. Ale jej autor mówi o nim na swój własny sposób (jak zresztą kazdy autor :))- pokazując nam tylko niektóre, jego zdaniem najważniejsze, aspekty naszej egzystencji.
Wolałabym wam nie streszczać tej historii, bo znacznie milej czyta się książkę, której treści i akcji zupełnie nie znamy, niż taką, którą ktoś nam już wcześniej opowiedział :)
A jednak muszę coś więcej o niej napisać - wybaczcie, ale uchylę rąbka tajemnicy. Ale tylko po to aby was zachęcić :) "Na brzegu...." jest historią miłości odradzającej sie po wielu latach, miłości zapomnianej i wymagającej wielu poświęceń. Miłości między Kobietą a Meżczyzną, oraz miłości miedzy Bogiem a Człowiekiem. Zresztą - czy miłość miedzy ludźmi nie jest jednym z objawów miłości bożej?
Bohaterka opowieści zastanawia się (a my wraz z nią) co jest w życiu najważniejsze. Jak wiele warto poświęcić dla miłości? Czy można porzucić wszystko to, na co pracowało się przez całe życie, tylko dlatego, że.... że chcemy teraz czegoś innego, że zmieniły się nam kryteria wartości? Czy warto słuchać głosu serca, jeżeli rozsądek dyktuje coś innego?
Może zagadnienia banalne, ale historia warta jest poznania. Jej autor twierdzi, że tylko miłość jest ważna w naszym życiu, że tak naprawdę tylko o to warto się starać, że nie wolno zabić w sobie Dziecka - części naszej osoby, która wierzy w siebie, cieszy się na każdy dzień życia i nie umie się poddawać, jest wiecznie radosna...
Książka mówi też o tym, że Bóg nigdy nie pozostawia nas samych sobie, że daje nam wiele szans, pozwala na to, byśmy dokonywali zmian w naszym życiu. My musimy tylko mieć wystarczająco dużo odwagi, aby taką szansę przyjąć i nie bać się zmieniać swojego losu.

Kiedy po raz pierwszy tą książkę przeczytałam, doszłam do wniosku, że to nieprawda, niemożliwe jest, żeby można było mieć szczęście w zasięgu ręki, ale po nie nie sięgać. Ale potem pomyślałam, że to nie jest dokładnie tak. Że to "sięgnięcie ręką" oznacza poświęcenie się, zrezygnowanie z dobrze znanego nam układu, wątpliwość i rozterki.
Trzeba być mądrym, silnym i bardzo odważnym człowiekiem, aby zdecydować się na szczęście....

Charlotte
charlotta@pf.pl