"Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. (...) Z wiosny szarańcza w niezwykłych ilościach wyroiła się z Dzikich Pól, (...) co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach. (...) Nareszcie zima nastała taka lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej (...)"
"Wojny domowe przeżyły go..."
Mamy rok 1648, wszystko wskazuje na to, ze cos się w tym roku wydarzy, a wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na wojnę...
W tym całym zamieszaniu i domysłach znajduje się porucznik chorągwi husarii Jan Skrzetuski. Jako oddany i wierny sługa Jeremiego Wisniowieckiego wraca z wyprawy, a właściwie wizyty u jednego z przygranicznych panów. Po drodze spotyka dwie kobiety (stara wdowę i młodą pannę :) uwięzione w jakiejś "kałuży", pomaga im się wydostać, następnie przystaje na zaproszenie w gościnę. W trakcie drogi spotyka pomoc, która miała pomóc Kurcewiczównom. W orszaku znajdował się adorator panny, któremu nie podoba sie zachowanie (znaczy przystawianie się do Heleny - panny) Skrzetuskiego. Po gościnie Jan postanawia poprosić o rękę kniaziówny, na co po krótkiej dyskusji rodzina przystaje.
"...i ciągnęły się jeszcze długo."
Po powrocie prawie natychmiast główny bohater wplątuje się w nowa misje, która ma na celu wybadanie nastrojów Kozaków na siczy. Po drodze oczywiście nie zapomina wstąpić do ukochanej :). Jednak w połowie drogi zauważa, iż na Ukrainie panują napięte stosunki, wystarczy tylko jedna iskra, aby wysadzić ten wielki skład prochu. Dlatego wysyła sługę (Rzędziana) z dwoma listami - jednym do Heleny K., a drugi do Jeremiego W. Niestety po drodze listy wpadają w ręce Bohuna (tego Kozaka, co miał co do Heleny plany). W furii nieomal zabił Rzędziana, zaraz potem wyruszył do Kurcewiczów, oskarżając ich o zdradę i przy okazji zabijając wszystkich którzy mu stanęli na drodze. Jednak dzięki pomocy Zagłoby Helena ucieka. Od tej pory Sienkiewicz raczy nas wspaniałymi opisami walk pomiędzy powstańcami i Polakami.
"Przyszła potem zaraza..."
Książka jest zawarta w dwóch tomach. Jest bardzo ciekawa. W dowód pozwolę sobie przytoczyć pewną historyjkę...
A pamiętam to jak wczoraj, gdy zacząłem czytać "Ogniem i mieczem". Ta książka pochłonęła mnie bez reszty...
A były to ferie, akurat przebywał u mnie kuzyn, zagrywaliśmy się w Faraona, a ja pod presją mamy sięgnąłem po książkę (koniec półrocza i te sprawy [m.in. wywiadówka :(], wiec trzeba było stworzyć pozory ;)
Przedtem graliśmy na zmianę (od 5 do 23 - ja nieco mniej), z przerwami na posiłki. Kiedy zacząłem czytać to wstawałem o piątej, aby moc czytać dalej i dalej, wciąż z dusza na ramieniu, jak przy każdej ciekawej książce czytanej pierwszy raz.
Pamiętam jak wciągnęła mnie akcja (śniła mi się obrona Zbaraża ;), jak z zaciekawieniem odrywałem się od książki, po to, aby zjeść obiad, jak wracałem zaraz potem żeby czytać i czytać, i czytać, i...
Tak i wy będziecie wyglądać, gdy przeczytacie więcej niż 3 rozdziały.
Na sam koniec porównanie do filmu. Powiem, że najpierw przeczytałem książkę, potem obejrzałem film. A wyszło z tego, że film to szmira i tyle. O wiele inaczej wyobrażałem sobie husarię (na pewno nie z drewnianymi skrzydełkami - jak always ;-|). Nie będę już po kolei opisywał, co mi się nie podobało, bo to już temat do nowego filmu, którego Wajda zapewne nie nakręci.
"...i Szwedzi."I...
...dalej jest potop :)
W powieści bardzo mi się spodobały szczegółowe opisy walk, bitew, po prostu miód. Wystarczy przypomnieć obronę Zbaraża: czuje się śmierć na każdym kroku, gniew po śmierci Podbipięty, czuć głód oblężonych, i wszystkie inne okropności, niemal strach czytać.
Wiem, iż książka dokładnie nie odwzorowuje warunków wybuchu powstania, jednak dokładnie opisuje jego przebieg oraz klęski Polaków. Pozwolę sobie zauważyć, pomimo że Polska wciąż przegrywa, czuje się dumnie będąc Polakiem, wie się od początku, iż nasza sprawa była słuszna. Nie mogę nic zarzucić autorowi za jakieś niedociągnięcia w fabule, książka trzyma klimat jak termos temperaturę, wszystko jest pięknie dopięte, niczym guziki piechurów niemieckich (z roty, która została wycięta). Jednak trudno się o tym przekonać w tym krótkim przedstawieniu tej książki. To po prostu marny zaczątek, który was czeka po sięgnięciu po nią, a polecam, niczym schabowe :).
Dla kogo?
Dla każdego, ponieważ jest bardzo ciekawa, ponadto uczula na niektóre sprawy m.in.:
patriotyzm, który zniknął i zaginął w naszych czasach, poświęcenie, przyjaźń, miłość (nie ma jakiś tam scen ero, ale i tak wam to nie przeszkodzi, i tak zapewne byście omineli ;))
Tą książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak wyglądały zmagania w XVII w, jak wyglądało poświecenie dla Ojczyzny, i jak Polska była słaba...
Majstersztyk
Splatch
splatch@wp.pl