Tak sobie myślę, co się stało z komputerową roz(g)rywką? Wszystkie gry dzisiaj są wspaniałe, mają doskonałą muzykę, grafikę, grywalność... są po prostu wspaniałe... czy na pewno?
Na pierwszy ogień porównajmy sobie WOLFY. Ostatnio miałem okazje ukończyć RtCW... Świetna gierka... w multi mi się nie podobała (proszę mnie nie bić!). Doskonale dobrana broń, na dodatek w miarę realistyczna.... kupa zabawy ze snajperką... filmiki na enginie nie odstępujące od zwykłych... klimat też był wspaniały (np. Krypty). Ale czegoś mi w nim brakowało. Przypomniałem sobie Wolfensteina 3D. Paskudna grafika, paskudny
dźwięk, cztery rodzaje broni, ale gra była... lepsza. Pamiętam do dziś, ile razy podskoczyłem na krześle, gdy dopadł mnie jakiś zombiak w tych podziemiach z brudnymi ścianami. :)
W starym wilku było COŚ, czego nie znalazłem w nowym... Nawet polski Mortyr, miał tego CZEGOŚ więcej, niż RtCW...
Dalej możemy sobie porównać po prostu gry FPP. Jak wypada jakieś w miarę nowe Red Faction, Quake III czy inny nowy Unreal przy Diuku Niuku? BLADO. Co z tego, że mogę w RF porozwalać ściany? W DN3D mogłem sobie strzelać do wszystkiego... Co z tego, że w Nierealnych Kwakach mam cudowną grafikę? A Książe miał KLIMAT i STYL. Rozsypywanie pieniędzy po wpisaniu kodu, potwory siedzące na... nazwijmy to tak... kiblach, niesamowita interaktywność...
Tego nie miał już BLOOD czy SHADOW WARRIOR... Tego nie ma żadna współczesna
gra FPP.
Następnymi grami, które bym porównał są Baldur's Gate i BG2. Chociaż do BG1 raczej nie wrócę (mam bowiem dosyć tej grafy, od której bolą oczy, paskudnych efektów czarów i żółwiowego tempa [%*^!!!!]). Ale ta gierka miała taki fajny, sielankowy klimat - potrafiłem godzinami włóczyć się po wiosce, chodzić po gospodach, ale ociągałem się z wycieczkami do podziemi. Grając w BG2 już tak nie robiłem. Tam miasto służyło za noclegownię i sklep... niestety.
A BG2 zepsuło się totalnie po ToB-ie. Oczywiście, dodatek genialny, nowa broń, nowa muzyka, nowe lokacje i świetna zabawa, ale przeszedłem go bez większych emocji...
I takich przykładów są setki. Wszystkie nowe RTSy nie dorastają nawet do pięt Red Alertowi, StarCraftowi czy Homeworldowi... Sa po prostu... nudne. Heroes of Might & Magic 2 jest o niebo lepsze niż trójka. (choć to
oczywiście ocena subiektywna).
Nie ma już takich wspaniałych platformówek, jak Abe's Oddysee, a Exodus był nudny i trudny, miał brzydkie tła... (alem wybredny...). Fallout bije na głowę swego następcę (moim zdaniem twórcy MOCNO przesadzili z żartami typu wieloryb, który spadł z nieba, w związku z czym Fallout 2 totalnie stracił klimat...) i Brotherhood of Steel...
Colin pierwszy i drugi, a także Rally Championship 2000/2001 i RC Extreme nie mają szans w pojedynku z
RC z roku '97 (jak to się zwało? Network QRAC?).
Porządne TPP skończyły się chyba na Tomb Raiderze drugim. Max jest miły, ale krótki i miejscami nudnawy. Star Trek Deep Space Nine: The Fallen też było całkiem niezłe, ale to nie ta klasa...
I
żadna gra akcji, poza Giants nie może się równać z MDK. (Swoją drogą, ktoś mi może powiedzieć, dlaczego na moim super szybkim kompie ze świeżo sformatowanym dyskiem Giants działało jak Windows 95? - jeden twardy reset co dwie misje).
Teraz ktoś mógłby powiedzieć: Znudziły ci się gry, człowieku!. Tymczasem mi się nic nie znudziło, wręcz odwrotnie. Znudziło mi się po prostu oglądanie ciągle tego samego - to tak, jakby ci ktoś ciągle puszczał
listę przebojów w radiu (rzeczywistość niewiele od tego odstępuje...). A problem z tym CZYMŚ w grach polega chyba na tym, że twórcy nie mogą wymyślić nic nowego, rewolucyjnego. Wszystko to już było, nihil novi (#$@@%?!!!), deja vu (@$@#$ ?!!!), pour favour (???)... so wie so?
W każdej rajdówce do znudzenia mamy powtarzane, niezniszczalne niemal samochody i zasady fizyki z innego świata, w cRPG strzelanie do potworów i schematyczne questy, w przygodówkach klikanie myszą na tosterze, aż z piekarnika wyskoczy guma do żucia, w FPP/FPS rozwalanie milionowych armii, a w RTSach zbieranie surowców i wysyłanie głupawych jednostek. Bardzo rzadko zdarzają się wyjątki, pełne dobrych pomysłów, inne od reszty gier.
A więc można to streścić w ten prosty sposób: "Onegdaj wżdy postronni, zaprawdę gry piękne czynili, a dziś, laboga, w łbach im się szatan osadził".
YES:
"Onward"
"Awaken"
"The Gates of Delirium"
"Leaves of Green"
"Heart of the Sunrise"
"Close to the Edge"
"Time is Time"
© Marmach <marmach@polbox.com>
P.S. Do Misia Eryka - skromny jesteś, nie ma co... :)
P.P.S. Ludzie! Przeszedłem Homeworlda! Ależ JA jestem GENIALNY i SKROMNY...