MENU

 Wstępniak
 Recenzje
 Stare, ale jare
 TNT
 Stuff
 Gadanie
 Sieciowisko
 Redakcja
 Historia

 Exit


Kingpin: Life of Crime

Swoją historię z grami FPP zacząłem dawno temu od Wolfenstein'a 3D. Co to była za gra! Jak na owe czasy wręcz zachwycała grafiką (w 3D). Przez mojego twardego ;) przewinęło się jeszcze wiele gierek. Ostatnio często pogrywałem sobie w Kingina. Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt, ale nie ma róży bez kolców. O tym, co mnie tak w nim wkurzało, napiszę później. Ok, kończę z tym wstępem i przechodzę dalej.
Kingpin to gra FPP. Wcielamy się w niej w zwykłego gościa, który po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Szczerze mówiąc, to musieliśmy jakiemuś bossowi porządnie zajść za skórę - bo żeby tak dostać, to naprawdę trzeba umieć wnerwiać. Nasz bohater pewnie wolałby dostać lizaka, ale zamiast tego dostał po czterech literach jak nie wiem co! Bardzo mu się to nie spodobało, więc złapał pierwszą lepszą broń (w tym wypadku "gazrurkę") i wyruszył skopać pośladki tym gangsterom, którzy tak go urządzili.
Może i fabuła nie jest zbytnio wyszukana, ale to w ogóle nie przeszkadza, aby się świetnie bawić. Dla naszego łamignata przygotowano całkiem pokaźny zestaw do robienia mielonego mięska z wrogów. Na początku swoją przygodę rozpoczynamy z wyżej wymienioną "gazrurką", ale w miarę czasu natrafimy też na coś mocniejszego. Do tych "mocniejszych" pomagajek można (a nawet trzeba) zaliczyć: granatnik, miotacz płomieni i rakietnicę. Nie zapomniano również o pistolecie i Tommy Gun'ie. Każda broń wygląda ładnie, no i co najważniejsze świetnie się w walce spisuje. Nie tylko bronie, ale i cała gra wygląda dobrze. Zastosowano w niej bardzo mocno podrasowany engine QUAKE'a II.
Postacie, jak i wszystko inne, są bardzo dobrze zrobione. Każda z nich jest zbudowana z 15 segmentów, które odbierają obrażenia. Takie coś było też użyte w SoF. Lokacje utrzymane są w mrocznym, przyszłościowym klimacie. Bandziory i tym podobne wredne typki pałętające się na ulicach to codzienność. W gierce można znaleźć też takie bajery jak deszcz i mgła. Nieźle również prezentują się różnego rodzaju efekty świetlne. Od strony graficznej gra prezentuje się na 8/10. Mimo, iż gra nie jest nowa, to nadal ładnie wygląda. A to mnie cieszy. Ale co tam grafika, istnieją przecież jeszcze inne rzeczy.
Choćby muzyka. Taaaa... To się nazywa muzyka! Goście z "Cypress Hil" puścili takie kawałki, że hej! Kiedy się widzi takiego wroga, to naprawdę ma się ochotę popieścić go (i to mocno) ołowiem. Super kawałki, idealnie pasują do gry.
Ważną rzeczą w grach FPP jest też inteligencja komputerowych przeciwników. Tutaj stoi ona na całkiem niezłym poziomie. Wrogowie wcale nie zachowują się jak jacyś idioci, którzy pierwszy raz w życiu widzieli broń. Wręcz przeciwnie, kiedy są w mocnych tarapatach uciekają i wołają o pomoc koleszków. Jednak kiedy ich nie znajdą, zaczynają atakować z jeszcze większym zapałem. Ciężko mi jest AI wroga coś zarzucić.
Kingpin to jednak gra nie pozbawiona wad. Ja zauważyłem w niej tylko jedną (ale za to dużą) wadę. Gra jest cholernie brutalna. Takich wulgaryzmów to już dawno nie słyszałem. Dosłownie w każdym zdaniu występują jakieś przekleństwa. Te wszystkie bluzgi można jednak przy instalacji wyłączyć. I chwała twórcom za to! Bo gdyby moi rodzice takie rzeczy usłyszeli, to bym miał szlaban na kompa chyba przez miesiąc.
Po dłuższym obcowaniu z grą, muszę stwierdzić, że warto jednak wydać na nią swoje pieniądze. Pomimo tej brutalności Kingpin to jednak odlotowy odstresowiacz {oddresowiacz? :) - OldEnt}. Przydaje się, kiedy jesteś w parszywym humorze - relaks gwarantowany. No i co ja mogę jeszcze powiedzieć... Lepiej już idę pouczyć się kilku nowych przekleństw, bo koledzy zaczynają mnie w tym fachu mocno wyprzedzać. ;)

© Bezimienny SSJ3 <mateusz51@interia.pl>

Copyright 2002 by Games Corner. Webdesign by Jocker. All rights reserved.