|
    Absolutna klęska. Te słowa całkowicie oddają mój pogląd na film i nie wymagają dalszego komentarza. Jednak, musicie przyznać, tekst o takiej jeno treści wyglądałby co najmniej kiepsko, postaram się rozbudować nieco moją opinię.     Do filmu, którego oczekiwałem od dawna, starałem się podejść obiektywnie. Nie zważałem na negatywne oceny ludzi, którym wcześniej niż mi dane było widzieć ekranizację. Musiałem obejrzeć to sam. Przecież w końcu miałem możliwość zobaczyć Geralta, zobaczyć Yennefer, zobaczyć Jaskra, oraz całą resztę bohaterów tudzież potworów. Chociaż... Znając obsadę, widziawszy uprzednio zdjęcia z planu i urywki pokazywane w telewizji, nadziei, po prawdzie, dużych mieć nie mogłem. Od samego początku, gdy wiadomym było, że wiedźmina zagra Żebrowski, szanse na udany film zmalały diametralnie. I tu jedyne pozytywne zaskoczenie co do owej produkcji. Żebrowski zagrał, pomijając często niewyraźnie wypowiadane kwestie, dobrze i w gruncie rzeczy nadawał się do swojej roli. Reszta zaś... Jaskier, wyglądem (w oryginale) przypominający elfa to Zamachowski? Ubiór aktorki, grającej Yennefer (której wygląd ogólny nijak się ma do rzeczonej czarodziejki) niezawodnie dowodzi o braku umiejętności rozróżniania kolorów przez twórców. Przecież niemal na każdym kroku zaznaczane jest, że jej kolorami były czerń i biel. Wyłącznie. Jest to element charakterystyczny dla niej, jak białe włosy dla wiedźmina, jasny i oczywisty dla każdego, kto choć raz czytał Sapka. Autorzy uznali, że lepsza będzie czerwień. No comments.     Ale ja się tu czepiam szczegółów, podczas gdy wampir pogrzebany jest gdzie indziej, już w samej konstrukcji filmu. Teoretycznie miał obejmować opowiadania zawarte w zbiorach Miecz przeznaczenia i Ostatnie życzenie. W rzeczywistości, w miarę wiernie zobrazowano tylko dwa opowiadania Kwestia ceny i Granica możliwości. Reszta czasu trwania filmu, to kompletna, beznadziejna improwizacja, zawierająca tylko elementy pozostałej części dorobku ASa. Uznano, że inne opowiadania Sapkowskiego są za słabe i należy wymyślić własne dzieje pogromcy potworów. Pomysł godny... hm... może splunięcia? Najwyżej. Co do dwóch opowiadań wspomnianych wcześniej, nawet one zostały pozmieniane. Zabrano sporo humoru, realizmu ludzkich zachowań, usunięto niektóre postacie, inne wykoślawiono oraz dodano nieco nagich kobiecych piersi. Zabiegi te nie mogły wyjść nikomu i niczemu na dobre. No i nie wyszły. Interesującym zabiegiem okazały się próby połączenia różnych opowiadań w spójną całość metodami niegodnymi nawet dla bajdurzącego po wsiach dziada proszalnego. Na cele kina postać rycerza Falvika, jak i całego Zakonu Białej Róży (w oryginale potraktowanego wielce marginalnie) urasta do rangi Głównego Bardzo Złego Bandyty. Okazuje się Falvik być wiedźminem-renegatem, któremu Geralt (będąc góra 10-letnim smarkiem) przyrzekł zemstę, mordercą Nenneke i podpalaczem Świątyni Melitele, mającym jakieś niejasne powiązania z Renfri i jej drużyną oraz z Cykadą. Szczytem jest korekta postaci królowej Cintry, Calanthe. Ta, która budziła szacunek, ale i postrach wśród wszystkich swoich poddanych, w tej liczbie również możnowładców i, oczywiście, wiedźmina, Lwica z Cintry, która na samą wzmiankę o możliwości złożenia przez nią prośby wybucha gniewem, w filmie pada na kolana (!) przed wiedźminem, błagając go o pozostawienie jej wnuczki, Ciri. Ta scena wzbudziła we mnie szczery, nie skażony niczym śmiech. Chociaż problem ten nie istnieje dla kogoś, kto pierwszy raz styka się z wiedźminem, istnieją na pewno inne, jak np. smok, który mówi tak, że ni słowa nie sposób zrozumieć, Borch, który rzucając monetę spowodował lawinę, czarodziejka, która ni stąd ni zowąd wisi uczepiona skały (prosząc Geralta o wybaczenie!), potwory wykonane z gumy, ludzie paplający coś bez sensu. Szczególnie ciekawy ten efekt uzyskano przez połączenie spłodzonych, bez wątpienia w bólach, przez scenarzystę wypowiedzi z autentycznymi dialogami zaczerpniętymi z książek. Element ten, wraz z po... gmatwaną (powiedzmy) do granic fabułą składają się na fakt, że do zrozumienia sensu filmu niezbędne są, ani chybi, zdolności paranormalne. Ja, znając jedynie źródłowe opowiadania, zadaniu temu nie podołałem. Życzę powodzenia tym, którzy z prozą Sapkowskiego do tej pory nic do czynienia nie mieli. Szczerze wątpię, czy ktoś taki, po obejrzeniu tego gniota zdecyduje się na sięgnięcie po książkę. Wiem, że kino ma swoje prawa, że nie wszystko da się przenieść na ekran bez dokonywania zmian, ale dokonać tak perfidnej przeróbki, w dodatku bez składu, względnie ładu? Są chyba jakieś granice. Cóż, twórcy filmu dobitnie wykazali, iż takowych nie uznają.     Jeżeli jesteście więc fanami Sapkowskiego i pociąga was możliwość zobaczenia ulubionych postaci na srebrnym ekranie, pewnie i tak was od tego nie odwiodę. Jeśli jednak wahacie się jeszcze, mam nadzieję, że tekst ten pomoże wam w podjęciu decyzji.     Oczywiście tekst ten jest wyrazem mojej, subiektywnej opinii. Choć dodam nie odosobnionej. veydeamon PS Jeżeli ktoś jednak zdecyduje się na obejrzenie Wiedźmina, i usłyszy, co powiedział smok, niech łaskawie zaspokoi moją ciekawość i podzieli się swoją wiedzą. >>Powrót do AMFILM<< |