|
"WRÓG U
BRAM"
II Wojna światowa. Krwawe lata 1942/1943.
Trwa szturm armii Niemieckiej na Rosję. Niemcy prują do przodu,
niczym czołg. Rosja jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Niemcy
podchodzą pod Stalingrad, jak wiadomo, miasto o wielkim
znaczeniu strategicznym (szczególnie dla tych bitych). Utrata
Stalingradu może oznaczać koniec państwa Radzieckiego. Walki
trwają miesiącami. Miasto zaczyna przypominać kilkaset
kilometrów kwadratowych ruin zniszczonych budynków, bałaganu,
bezradności, zbiorową mogiłę. Armia Czerwona ponosi ogromne
straty (niewątpliwie z własnej winy). Ludność przestaje
wierzyć w to, że piekło się kiedyś skończy, spadają morale
u samych żołnierzy. Sytuacja zaczyna robić się beznadziejna.
Ale pojawia się Zajcew. Vasilij Zajcew.
Tak mniej więcej przedstawia się historia przedstawiona w
filmie, która nie odbiega mocno od prawdziwych wydarzeń krwawej
zimy roku 1942/43. Również postać głównego bohatera,
Vasilija Zajcewa nie została wymyślona. Zajcew żył naprawdę.
Pochodził prawdopodobnie z Uralu (to też zostało w filmie
przedstawione). Jako młody, niedoświadczony żołnierz został
wykreowany przez radziecką propagandę na bohatera narodowego.
Zabił kilkuset żołnierzy w tym wysoko postawionych oficerów.
W niemieckich archiwach próżno szukać o nim informacji. Według
nich, po prostu, nie istniał. I nie ma czemu się dziwić.
Film rozpoczyna się mocnym uderzeniem. Żołnierze przyjeżdżają
do Stalingradu i w mgnieniu oka lądują na froncie. Co by nie mówić
scena bardzo widowiskowa, lecz od razu przypomina się inny film
z gatunku pt. "Szeregowiec Ryan". Dalej oglądamy
przeprawę rosyjskich żołnierzy przez rzekę, którzy są
niemal dziesiątkowani przez niemieckie samoloty. Leje się dużo
krwi, jest głośno, ciekawie i bardzo widowiskowo. Kilka minut
potem żołnierze (a wśród nich Zajcew) zostają wypchnięci na
front, którym są ruiny miasta. Rosjanie, co trzeba przyznać
wysyłali swych podopiecznych na pewną śmierć (ten kto się
cofnął był zdrajcą i ginął z rąk samych Rosjan). Niemcy
wybijają ich jak kaczki. Trup sieje się gęsto. Scena mocno
porusza widza. Pozostaje w pamięci. Pokazuje w wystarczający
sposób piekło, w którym znaleźli się żołnierze tamtej zimy,
okrucieństwo zarówno Niemców, jak i samych Rosjan oraz brak
szans tych młodych ludzi na przeżycie. Efektowne
zrekonstruowanie bitwy działa bardzo korzystnie na film. Wspaniałe
dekoracje, dobre zdjęcia, widz jest w środku bitwy (w trochę
inny sposób niż u Janusza Kaminskiego w "Szeregowcu Ryanie").
Ogólnie całość.
Potem Zajcew, grany przez Jude Law'a przypadkowo spotyka Daniłowa
(Joseph Fiennes). Popisuje się przed Daniłowem, właściwie
zupełnie nieświadomie (chciał po prostu żyć, nie oszukujmy
się...) akcją, w której zlikwidował kilku niemieckich żołnierzy
w tym jednego wyżej postawionego. Ta chwila stała się początkiem
jego wspaniałej kariery. Daniłow kreuje Zajcewa na bohatera
narodowego, gdy ten likwiduje kolejnych Niemców. Wszystko jest
dobrze do momentu pojawienia się Tanii (Rachel Weisz)... Pojawia
się konflikt pomiędzy głównymi bohaterami, a na froncie po
przeciwnej stronie niemiecki supersnajper Major Konig...
Reżyserem widowiska jest Jean-Jacques Annaud znany z takich filmów
jak "Walka o ogień" czy też ostatnio "Siedem lat
w Tybecie". Annaud jest również współtwórcą
scenariusza wraz z Alain Godart'em. W rolach głównych oglądamy
Jude Law'a (po tym filmie zacząłem w końcu doceniać tego
aktora, prawdę mówiąc), Rachel Weisz , Josepcha Fienes'a, Ed'a
Harris'a i występującego epizodycznie, wcielającego się pod
postać Nikity Chruszczowa Bob Hoskins (z początku zupełnie nie
do poznania).
Film posiada w sobie kilka zaskakujących momentów. Ma w sobie
kilka wątków (miłosny - znów trójkąt, ile razy można w kółko
to samo! oraz walki pomiędzy dwoma snajperami). Jest doskonale
wyreżyserowany, wspaniale zrealizowany, posiada rewelacyjne zdjęcia
i dobre udźwiękowienie. Ogląda się go z przyjemnością. Nie
nuży się. Z czasem robi się coraz ciekawszy. Rywalizacja pomiędzy
snajperami działa jak magnes. A to znaczy, że scenariusz jest
taki, jaki powinien posiadać każdy dobry film.
Z czasem sama bitwa o Stalingrad zaczyna być tłem dla pojedynku
dwóch snajperów, starego wyjadacza Konig'a i młodego Zajcewa.
Pierwotnie to Konig miał zapolować na Zajcewa, ale szybko
okazuje się, że sam może być upolowany... Do tego pojawia się
informator - Sasza (Gabriel Marshall Thomson), młody chłopiec,
który "miałczy" dla obydwu stron, prowadzi bardzo
ryzykowną grę, która swój finał również ma... Pojedynki
snajperów ogląda się z niesamowitym zaciekawieniem. Nie
wiadomo do końca kto tak naprawdę jest myśliwym, a kto ofiarą...
Sceny pojedynków są doskonale zrealizowane zarówno pod względem
technicznym jak i fabularnym. Widz zaczyna mieć swojego faworyta,
zaczyna mu kibicować, bać się o jego życie (które było
kilkukrotnie mocno zagrożone) Niby nic się tam nie dzieje.
Wyczekiwanie. No właśnie wyczekiwanie... Ono stanowi cały
smaczek owych scen. Reżyser nie pozwala widzowi się nudzić.
Jak i dlaczego? Sami zobaczcie.
Napisałem kilka słów o filmie "Wróg u bram" ponieważ
jest on produkcją, jak myślę, wyjątkową. Powstał przy współpracy
producentów kilku państw europejskich. Osiągnął, jak na
standardy starego kontynentu, budżet wynoszący, bagatela, ok.
90 mln. dolarów(!) (a w kolejce kolejna superprodukcja
finansowana przez producentów europejskich "Pianista",
reżyserowana przez naszego człowieka Romana Polańskiego. Budżetu
jak na razie nie został oficjalnie ujawniony) . Z drugiej jednak
strony, filmy o tematyce wojennej wymagają zwykle dużych nakładów
finansowych ("Szeregowiec Ryan" się nie liczy, bo
Spielberg i Tom Hanks nie pracują za darmo...), więc nie ma się
właściwie czemu dziwić. Wiadomo natomiast jedno. Pieniądze te
nie zostały wyrzucone w błoto. Powstał film, który pozostaje
w pamięci. Momentami wstrząsający, czasami wzruszający.
Pokazuje historię. Myślę, że choćby dlatego warto obejrzeć
ten film.
Jednak na koniec muszę napisać o największym i chyba jedynym
minusie widowiska. Końcówka. Strasznie się na niej zawiodłem.
Zapewne jest ona wymogiem największych producentów, a reżyser
chcąc nie chcąc musiał ustąpić. Końca nie zdradzę. Nie będę
odbierać przyjemności osobom, które jeszcze nie miały okazji
obejrzeć filmu. Jednak uważam, że mógłby się on skończyć
zaraz po "tym" strzale... A potem tylko pustkowie i
cisza...
Ocena: 5\6
Nocturnus
Kontakt:
Patrol.rezyser@interia.pl
>>Powrót do AMFILM<< |