|
O tym filmie mówiono, że jest następcą "Blair Witch Project". Przyznam, że idąc do kina spodziewałem się czegoś innego. Niemniej jednak film podziałał w pewien sposób na moją wyobraźnię, a takie filmy bardzo sobie cenię. Krótko o fabule. Czwórka nastolatków "urywa się" ze szkolnej wycieczki, aby zrobić sobie imprezę w jednym z bunkrów pozostałych po II wojnie światowej. Oczywiście ani rodzice, ani nauczyciele nie mają pojęcia gdzie znajdują się uczniowie. Po osiemnastu dniach zostaje znaleziona żywa tylko jedna osoba - Liz [Thora Birch], która z pomocą psychologa próbuje przypomnieć sobie wydarzenia, które miały miejsce w bunkrze.
Siedząc w kinie powoli, razem z Liz odkrywamy co tak naprawdę stało się podczas owej imprezy. Główna bohaterka jest w bardzo głębokim szoku po tym co przeżyła i dojście do prawdy zajmuje jej sporo czasu. Zanim jednak dowiemy się wszystkiego musimy przejść przez całą sieć intrygi uknutej przez... no właśnie kogo? To pytanie zadajemy sobie praktycznie ciągle podczas filmu. Co się stało i przez kogo? Jest to klasyczny przykład podnoszenia napięcia w thrillerach psychologicznych [zastosowany chociażby w wyżej wymienionym "Blair Witch Project"]. W "Bunkrze" schemat ten zdał swój egzamin i sprawia, że widz w pewnym momencie czuję się zdezorientowany, a momentami wystraszony.Warto zwrócić uwagę na rolę Thory Birch. Po takich filmach jak "American Beauty" nabrała wprawy w aktorstwie i muszę przyznać, że wprawę ową w "Bunkrze" bardzo dobrze widać. W pamięci utkwiła mi scena kiedy najzwyczajniej, spokojnie, mówi do koleżanki podczas gdy ta zwraca wszystko co miała w żołądku. Bardzo również spodobały mi się zdjęcia, nie należą one do typowych zdjęć którymi każdy się zachwyca, ale nie są również standardowe i nudne jak to się często zdarza. Po prostu fachowo zrobione przedstawienie fabuły obrazem. Spowolnienia, zbliżenia - wszystko na swoim miejscu. Do tego dochodzi jeszcze wszechobecny półmrok bunkru. Jednym słowem do klimatu nikt nie powinien mieć zastrzeżeń. Moja znajoma stwierdziła, że film był momentami ohydny i przyprawiał ją o mdłości. Jednak po obejrzeniu Hannibala [moim zdaniem niesamowicie nudnego i niesmacznego] mało scen jest mnie w stanie obrzydzić. Poza tym o ile w "Hannibalu" sceny te absolutnie niepotrzebnie były pokazane w tak sposób o tyle w "Bunkrze" nie są one tak bardzo obfite i ukazują w miarę realistycznie klimat bunkru. Po nieudanych produkcjach takich jak "Krzyk 3", przyszedł czas na porządny klimatyczny dreszczowiec. Niektórzy mogą przyczepić się do przewidywalności kilku zdarzeń, ale mimo iż również domyślałem się pewnych rzeczy to nie zepsuło mi to wrażeń, a skoro tak to nie zaliczam tego do jakichś wielkich minusów. Zwłaszcza, że cała fabuła prowadzi do bardzo ciekawego zakończenia, którego ostatnio w kinie nie widziałem. Chodzi mi o pozostawienie niedomówień. Pod koniec filmu zostają rozwiane pewne wątpliwości, ale nasuwają się nowe. Film tak naprawdę się nie kończy i to jest w nim właśnie świetne. Nie jest to bynajmniej furtka zostawiona na robienie drugiej części, jest to scena przez którą po wyjściu z kina cały czas czuje się klimat filmu i ma się lekkie uczucie klaustrofobi, które może udzielić się podczas wczuwania się w atmosferę obrazu. "Bunkier" polecam każdemu, kto lubi dobre klimatyczne dreszczowce oraz filmy, które działają na wyobraźnie i pozostawiają widza z pytaniami. Ocena: 5/6 troy [amfilm@go2.pl] >>Powrót do AMFILM<< |