SZUKAM...

Czy istnieje Bóg? Jedyny, wszechmocny, miłosierny, taki, jakim przedstawiają Go chrześcijanie? Dlaczego ludzi dzieli się na wierzących i niewierzących, a nie ma pośrednich - szukających? 

Ludzie od niepamiętnych czasów mieli własne religie. Co grupa społeczna, to inne wierzenia. Dlaczego powstały? Ludzie widząc zjawiska, których nie potrafią wyjaśnić "stwarzali" bóstwa, które miałyby być ich sprawcami. Tylko w ten sposób potrafili to wyjaśnić. Dzięki bogom mieli na kogo zrzucać winę za swoje niepowodzenia, mieli komu dziękować za sukcesy i tłumaczyć śmierć. Mówili, iż to bożek jest na niego wściekły, jest mu przychylny, bądź chciał kogoś ukarać śmiercią lub chorobą. Taka jest bardzo uproszczona idea wszystkich religii. W pewnym momencie pojawiła się na świecie nowa wiara - chrześcijańska. Nakazuje wierzyć w jednego Boga, być dobrym i miłosiernym, kochać bliźnich... religia tak odmienna od wszystkich wcześniejszych, przedstawiająca Jezusa, który umarł straszną śmiercią na krzyżu tylko i wyłącznie dla nas, dla naszego zbawienia. Nie trudno zgadnąć, że te poglądy trafiły do wielu ludzi, stały się dla nich ostoją. 

Teraz może część mniej oficjalna, więcej przemyśleń. Skąd można wiedzieć, że religia chrześcijańska jest właśnie tą prawdziwą? Wiele osób powie, że Jezus jest tego dowodem. No tak, ale jaką mamy pewność, skoro On żył dwa tysiące lat temu. Biblia? Ale ewangelie pisane przez Apostołów i proroków pozostawiają wiele niejasności, często nie są ze sobą zgodne. Nie istnieje żadna ewangelia stworzona przez Chrystusa, przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. W 1945 roku został odkryty zwój, który nazwano "Sekretne kazania żyjącego Chrystusa", Watykan odmówił rozpoznania i rozpowszechnienia tej ewangelii twierdząc, iż jest on fałszywy. Czy to prawda, a może Kościół coś przed nami ukrywa? Ale to są pytania do innego artykułu. Powróćmy do przewodniego pytania - jaką mamy pewność, że ta wiara jest prawdziwa skoro na świecie istnieje i istniało tyle różnych religii, każda z nich twierdząca, że jest jedyna. Z drugiej strony tylu jest chrześcijan, więc jak może być ona fałszywa. Gdyby był to jeden, dwóch ludzi, nawet tysiąc, czy dziesięć tysięcy, ale miliony? Jak mogliby się oni mylić? 

Czy jestem chrześcijanką? Urodziłam się w rodznie chrześcijańskiej, przyjęłam chrzest, komunię świętą, bierzmowanie przede mną, staram się postępować według Dziesięciu Przykazań, oprócz jednego... o tym za chwilę. Ale czy to czyni ze mnie chrześcijankę? Czy to wystarczy? "Nie - powiedziałaby osoba wielce wierząca - należy jeszcze wierzyć naprawdę i... chodzić do kościoła". No tak - do kościoła. To jest pewien problem, który według niektórych wręcz nie pozwala nazwać mnie wyznawczynią owej religii. "Jezus powiedział: //Królestwo Boga jest wewnątrz Ciebie i wokół Ciebie. Nie pałace z drewna i kamienia. Podziel kawałek drewna i ja tam będę, podnieś kamień i znajdziesz mnie//" * - jest to cytat przewodni z filmu "Stygmaty", który napisałam tutaj, ponieważ idealnie pasuje do mojego nastawienia. Zawsze uważałam, iż gdybym chciałam się naprawdę pomodlić, to nie potrzebny mi jest do tego żaden kościół, ale tylko wiara i skupienie. Jedna z katechetek, która kiedyś uczyła mnie religii zawsze wpajała w nas, że kościół to nie budynek, w którym spotyka się lud, że Kościołem jesteśmy my - wierzący. Więc dlaczego nie uczęszczanie do kościoła co niedzielę jest uznawane za grzech? W jednych z zasad religii (jeżeli można to tak nazwać) jest powiedziane, że należy raz do roku komunię przyjmować. Tak też czynię, a właściwie nie raz a dwa razy - Wielkanoc i Boże Narodzenie. Dzieje się tak, ponieważ mimo iż moja rodzina nie chodzi co niedzielę do kościoła, to w tak ważne święta zawsze tam jesteśmy. Do kościoła zraża też to, iż czasami w czasie mszy poruszane są inne sprawy niż wiara, np. polityka. Czy księża mają prawo nam mówić, na którą partię głosować? Zdecydowanie nie! Twierdzi się, że powinniśmy wyspowiadać się co miesiąc, ale po co? Gdy ktoś czuje taką potrzebę, to idzie do spowiedzi. Niezależnie czy od ostatniej minął miesiąc czy rok. Jednak spowiadam się przeważnie tylko dlatego, że chcę przyjąć komunię w czasie tych dwóch świąt. Gdybym chciała powiedzieć komuś swoje grzechy, to zrobiłabym to przez normalną modlitwę, a nie mówiąc o tym księdzu, który ukarze mnie za to odmówieniem jakiejś modlitwy i pouczy. A co mówi, kiedy wyznaję, że nie chodzę do kościoła? Że tak jak uczeń zostaje przepuszczony do następnej klasy, kiedy uczęszczał do szkoły, tak ja powinnam chodzić co niedzielę do kościoła, bo inaczej nie dostanę "promocji" do nieba. Nie wiem jak wam, ale mi się to stwierdzenie niezbyt podoba. Człowiek nie powiniem osądzać innego człowieka, jak ktos mądry powiedział: "Sądzić jest rzeczą boską". Swoje grzechy wolę wyznawać tylko Jemu. Poza tym jak można jako pokutę za grzechy dawać do odmówienia jakąś modlitwę. Modlić się nie powinniśmy za karę, tylko dlatego, że tego chcemy. 

Poza tym czy można nazwać mnie chrześcijanką skoro zadaję sobie takie pytania, jak np. "Skąd wiadomo, że ten Bóg jest jedyny i prawdziwy? Jaką mam pewność, że religia chrześcijańska nie przeminie tak jak inne religie?". Przecież powinnam bez zastanowienia wierzyć i nie pytać, bo inaczej wychodzi na to, że niedostateczna jest moja wiara. No, ale taka już jestem. Można powiedzieć, że szukam ("Szukajcie a znajdziecie"). "Czego? - zapyta niejedna osoba - Boga?" Nie, ja tylko szukam prawdy. Czy jest coś złego w szukaniu? Jeśli tak, to nie nazywajcie mnie chrześcijanką, bo nie przestanę szukać, chcę poznać prawdę. Zapewne stanie się to dopiero po śmierci, wtedy dowiem się wszystkiego, a może po prostu przestanę istnieć? Ale to inny temat. Jednak kiedy umrę i okaże się, że Bóg jest prawdziwy, czy powie mi On, że niedostatecznie wierzyłam, że nie powinnam była wątpić? Nie wiem... 

Sara

* - Małe sprostowanie - zacytowana przez Sarę wypowiedź ze "Stigmaty" może, lecz nie musi być słowami Jezusa - w filmie motywem przewodnim było pismo uznane za apokryf biblijny (a nie, jak chcieliby to twórcy filmowi - herezję). - Qn`ik