Szkoła i nauczyciele czyli nieoświecona oświata
Każdy z nas ma wiele wspomnień, doświadczeń, i innych związanych ze szkołą. Obowiązek szkolny obejmuje lub obejmował wszystkich, dlatego wszyscy o tym mówią. Jest to temat uniwersalny, z prawie każdym, gdy zabraknie ci tematu, możesz podzielić się przeżyciami szkolnymi.
Szkoła. Z czym się kojarzy? Dla jednych jest to koszmar, dla innych miejsce spotkań towarzyskich i miejscem do popisów, dla jeszcze innych skarbnicą wiedzy (patrz: totalnie_nieodwracalne_przypadki_kujonów). Szkoła łączy. Łączy posiadanie wspólnych wrogów (nauczycieli), łączy podział na klasy (my i oni), łączy (nas coraz więcej :)) Są bardziej lubiane przedmioty, nauczyciele, uczniowie. Są i byli.
Zacznijmy od przedmiotów szkolnych. Mogą tutaj istnieć pewne różnice poglądów, ale każdy przyzna, że są lekcje bardziej przydatne i mniej. Ja osobiście, najbardziej nie lubię tych, które przekazują informacje totalnie nieprzydatne w życiu i wymagające bezmyślnego kucia. Na ich obronę można by napisać, że uczą nas jak się uczyć, ale mój mózg automatycznie odrzuca kilkudziesięcioliterowe pojęcia jako bezsensowne, a takowych nie brakuje. Po co uczyć się, załóżmy, co powstanie po zmieszaniu kilku dziwnych substancji nie występujących w normalnych (ziemskich) warunkach? Czy bez tej wiedzy nie przeżyjemy? W szkołach, np. w Stanach, uczą między innymi obsługi kalkulatora, jak funkcjonuje giełda i jak posługiwać się kartą kredytową. Po reformie miało być w naszych szkołach mniej książkowej wiedzy. Jak wszyscy, którzy jeszcze uczęszczają do szkoły, wiemy, że się nie udało. Założenia, owszem, owszem, no ale cóż :(. Jeszcze jedna kwestia odnośnie lekcji. Chodzi mi o religię. W moim przekonaniu powinna być ona na końcu lub na początku lekcji, tak jak WF. Niewierzący i niećwiczący są dyskryminowani.
Nauczyciele :P Temat rzeka. Od idiotów, dziwaków, fanatyków, popaprańców, anemików i postrachów_całejszkoły do równych i/lub nieszkodliwych pajaców. Spotkać można całą menażerię. Niejeden raz zostaliśmy potraktowani niesprawiedliwie. Spotyka się również pedagogów(!) znęcających się psychicznie nad uczniami (mój #$@@% wychowawca). Zdarza się też, że godzinami słuchamy poglądów lub wspomnień z dzieciństwa naszych władców. Tak, tak. Oni po prostu czują się władcami, traktują nas jak poddanych. Czasem władza uderza im do głowy. Straszne. Serio, taki ktoś, może skrzywić nieco psychikę słabej osoby. Przypuszczam, że zajrzeliście do tego tekstu spodziewając się jakichś przykładów z życia wziętych. Mogę takie zapodać, ale nie ziewajcie :)
Mój #%@#$ wychowawca, matematyk. Postawił kosę jednemu chłopakowi (nieśmiałemu), bo on nie mógł zrobić zadania, którego nie dało się zrobić, na skutek błędu drukarskiego w książce. Jego hobby jest też przezywanie uczniów (fujara, cholera) i wyśmiewanie się z nazwisk. Do tego śmierdzi od niego petami na trzy metry i od kiedy mam nieprzyjemność go znać chodzi w tym samym sweterku. Na jego lekcjach wielu osobom puszczają nerwy. Najlepszy dialog był, gdy chcieliśmy wybrać na gospodarza Piotrka (on go nie lubi) i się nie zgodził (P-Piotrek N-nauczyciel):
P: Ja się tak nie bawię.
N: Coś ty powiedział?
P: (wstając z rozmachem z ławki) Ja się tak nie bawię. To jest jakieś getto!
N: Siadaj! Ojciec cię nie wychował?!
P: Wychował mnie jak mnie wychował!!!
N: Jeszcze słowo i pójdziemy do pani dyrektor!!!!!
P: Proszę bardzo!!!!! Pan obraża mojego tatę!!!!!!!!
Dyrki nie było już w szkole, ale ten dialog (wrzaski) sprawiły, że zgubiłam szczękę. Od ej pory, gdy Piotrek chce na przykład wyjść na polskim, to pani mówi, że może, tylko żeby nie krzyczał na nauczycieli na korytarzu. Moja matematyczka z podstawówki, stawiała zawsze dziwne uwagi, typu: ma brzydki nawyk patrzenia na zegarek, przebiera nogami, ściera cyfrę dwa palcem, dostała 6 a to zobowiązuje, za wolno podchodzi do tablicy, patrzy się na boki, chowa się za kwiatek, chodzi z krzesłem na głowie. Z kolei na biologi, przy odpowiedzi i na sprawdzianach, każdy czytał i przepisywał słowo w słowo z książki. Na koniec odpowiedzi stawiała 4, a na pytanie ,,czemu 4, przecież wszystko dobrze było!" odpowiadała ,,4 bo czytałaś/łeś z książki". Z kolei facetka od geografii (B. Golec, może słyszeliście?) zachowywała się, jakby była psychicznie chora. Miałam u niej 6 nic nie robiąc, bo uczyła kiedyś mojego tatę (tak, tak, staruchą była, a co?). Co do nauczyciela od WF, to wystarczy jedno słowo: zboczeniec :(. Szkoda nawet literek na pisanie o jego ,,wybrykach". Znałam jeszcze historyczkę, która przychodziła do szkoły czasem nawalona (pijana). Wtedy przy odpowiedzi wystarczyło mówić cokolwiek monotonnym głosem ,,uważam że jest pani beznadziejną i brzydką nauczycielką i...", żeby dostać 6. Na podstawie takich relacji, można dojść do wniosku, że w szkole uczniowie są narażeni na różnego typu nienormalnych (NORMAlnych?) nauczycieli. Znam jednak paru nienajgorszych i jednego genialnego. To profesor od historii, chociaż bardziej lubi matmę. Łączy on to co niemożliwe, jest wymagający i jednocześnie najbardziej lubiany w szkole. Serio! Pan Bułeczka, bo to jego nieoficjalny pseudonim, lubi żartować i zaskakiwać, jednocześnie jest sprawiedliwy i jasne są jego wymagania. Nigdy nie przynudza, tępi tych, co kują na pamięć, zmusza do samodzielnego myślenia. Uatrakcyjnia suche dane takimi historyjkami, że zapamiętuje się mimowolnie wszystko. Do tego nie krępuje się używać języka uczniów (i nie brzmi to śmiesznie) i mówić o nieprzyzwoitych rzeczach. Tak, ale niewielu jest takich pedagogów :(.
Uczniowie. Tutaj mamy najprzeróżniejsze przypadki. Istnieją totalne głąby, przeciętniacy, ci co się popisują, plotkarze, nudziarze, kujony i wiele, wiele innych. Co do kujonów, to mam obecnie w klasie książkowy przykład. Jest to dziewczyna, zaniedbująca swój wygląd, w okularach, nie posiadająca w domu telewizora, podlizująca się wszystkim nauczycielom, zawsze przygotowana, nie chodząca na dyskoteki i inne imprezy, łamiąca wszelkie zasady klasowej lojalności, nie potrafiąca normalnie mówić (nie jesteś godzien ze mną rozmawiać!) i ogólnie niedorozwinięta towarzysko. Ja nie krytykuję dobrze uczących się. Ja krytykuję takie skrajności.
Co właściwie wynika z tego art-a? Nic szczególnego, po prostu wykorzystałam uniwersalny temat :)
Poza tym, chcę was, uczniów pocieszyć. Nieważne co dostaniesz dziś, czy jutro. Za kilka lat nie będzie to miało żadnego znaczenia. Pamięta się tylko najbardziej dziwne rzeczy (najdziwniejsze :))
Miłej nauki i długich łikendów
życzy
KataszA
asztaka@gazeta.poczta.pl
ps. To zupełnie nie na temat :) Royal Gryffin - ek - u, co do dup, czy lasek to jeden dość mocno pijany gość chciał się niedawno przypodobać dziewczynie i powiedział jej: TY JESTEŚ Z TWARZY NIEZŁA DUPA! No coments...