Czy ktoś zastanawiał się jak powstają krwawe i okrutne wojny religijne?
Artykuł AUTORA (bez podpisu) zamieszczony w AM (grudzień 2001) pt: "SEKTY" jest zdaje się doskonałą odpowiedzią na to pytanie.
Dajcie mu tylko karabin do ręki, albo najlepiej broń masowego rażenia, aby ludzi myślących inaczej, mających odmienne poglądy można było zabijać setkami, albo jeszcze lepiej tysiącami (zdaje się, że już to przerabialiśmy w historii z panem Adolfem H.).
Jestem doprawdy zadziwiony taką postawą człowieka w XXI wieku i to w kraju nie prymitywnym przecież... Ale - jak widać iloraz inteligencji nie jest zależny od tego czy żyje się w wieku XXI, XXII, czy dowolnym innym - tym rządzą niestety inne prawa.
Wspomniany artykuł wyraźnie pokazuje, że choć do Europy mamy coraz bliżej, to do oświecenia w narodzie nadal daleko - a szkoda.
Zastanawiam się przy okazji, czy autor posługując się różnymi określeniami (jak np. sekta) dobrze zna ich znaczenie i sens? Czy może zagląda czasem do słowników albo encyklopedii, aby poznać definicję słów, których używa?
A czy potrafi okazać drugiemu człowiekowi choćby tyle szacunku, żeby poprawnie wymienić nazwę organizacji lub grupy, o której pisze? Czy może raczej lekceważenie drugich, obrzucanie ich błotem, wyzwiskami (w rodzaju q... itp.) to wyraz jego "wiary" - wszak jest wierzący?
Poza tym - gdybyśmy chcieli kształtować wszystkie swoje opinie w oparciu o doniesienia reporterów (prasy i telewizji) to dopiero mielibyśmy wypaczenia. Czyż nie słyszy się co jakiś czas, jak dementuje się informacje podane do publicznej wiadomości i przeprasza kogoś oficjalnie za wyemitowany materiał? A może powinniśmy kształtować swoją opinię o drugich oglądając horrory? Albo kryminały? Doszlibyśmy najpewniej do wniosku, że na tym świecie żyją tylko zboczeńcy i mordercy! Cóż za przerażająca głupota. Można tylko ubolewać, że kogoś tak dotknęła...
Czy słyszał ktoś, aby w praworządnym kraju przed sądem wysłuchano oskarżyciela nie wysłuchawszy także obrońcy? Szanowny AUTORZE: czy wysłuchałeś co ci ludzie mają na swoją obronę? Mądry - i dość dobrze znany człowiek - Salomon (jego spisane dzieła są ogólnie dostępne - polecam) powiedział kiedyś: "kto odpowiada zanim wysłucha zdradza swoją głupotę" (pozostawiam to bez komentarza). Ja sprawdziłem i wiem z wiarogodnych źródeł ze środowisk lekarskich, że coraz częściej odchodzi się w medycynie od stosowania krwi nawet przy bardzo trudnych operacjach, w tym także na otwartym sercu! Niemożliwe? A jednak! Dr. Z.E.Religa * wykonał ich już w Polsce kilkadziesiąt! Dane z roku 1996 podają 50 przypadków. Społeczeństwo chyba nadal nie jest świadome zagrożeń związanych ze stosowaniem krwi w medycynie. W wywiadzie dla rozgłośni radiowej w Opolu dr. Religa wyjaśnił, że przetaczanie krwi podczas operacji to obecnie w jego praktyce "OSTATECZNOŚĆ" ! i dotyczy to absolutnie wszystkich pacjentów.
Ale w medycynie - podobnie jak w wielu innych dziedzinach - są ludzie światli, postępowi, otwarci na nowe technologie oraz ludzie zacofani, prymitywni, zabobonni, konserwatyści, odporni na wiedzę lecz oczywiście - jak twierdzą - to oni są najmądrzejsi... Przychodzi mi na myśl prosty przykład: kiedyś ludzie budowali sobie lepianki z gliny i w nich mieszkali. Później niektórzy zaczęli budować lepsze, bezpieczniejsze i wygodniejsze domy murowane, czy drewniane. Otóż to! Są możliwości wyboru innych materiałów i metod budowlanych. Jeśli teraz ktoś upiera się, że chce nadal budować lepiankę z gliny, to proszę bardzo - jego wybór. Ale on nie ma prawa zmuszać drugiego człowieka, żeby ten także mieszkał w lepiance. Tak samo lekarz nie ma prawa zmuszać chorego do określonej metody leczenia jeśli są dostępne inne, metody alternatywne - A SĄ! Ja się pytam, jak to w końcu jest: czy to lekarz jest na usługach pacjenta, czy pacjent na usługach lekarza? Czy medycyna powstała dla człowieka, czy człowiek dla medycyny? Ten kto bezstronnie zbada kwestię używania krwi w medycynie ten stwierdzi, że powodem sporów w tej dziedzinie jest JEDYNIE konserwatywna głupota. Jeśli jakiś lekarz nie ma odpowiednich kwalifikacji by stosować nowe metody albo się tego boi, to niech otwarcie to przyzna i przekaże pacjenta lekarzowi, który nie robi z tego problemu (jak np. dr. Religa)
Na koniec nasuwa mi się pewna refleksja. Odnoszę wrażenie, że u wielu osób zatraciła się granica między tym co dobre, a tym co złe, albo raczej orientacja między tymi pojęciami. Np. człowiek, który zabija drugiego człowieka jest mordercą i ściga się go z całą surowością. Ale ten sam człowiek pójdzie na wojnę, zabije dziesiątki ludzi, może setki, a nawet tysiące i zostanie za to bohaterem! Czy to nie jest co najmniej dziwne?
AUTOR zdecydowanie, z ogromnym oburzeniem potępia rodziców, którzy nie chcieli się zgodzić na leczenie dziecka przy użyciu krwi (choć są przecież inne metody, tylko jakiś bezmyślny lekarz się uparł, bo ma przed nazwiskiem napisane: doktor). A co w takim razie myśleć o rodzicach, którzy przez jakieś 20 lat dbają o swoje dziecko, karmią, pielęgnują a potem wysyłają na wojnę, żeby tam zginęło, bo tak chce jakiś generał czy prezydent?
Bardzo podoba mi się postawa Świadków Jehowy, którzy nawet nie chcą się szkolić do zabijania innych ludzi i nie idą do wojska. Tak jest na całym świecie! Możecie to sobie wyobrazić?! Na całym świecie! Nawet Hitler nie zdołał ich wcielić do armii! To są ludzie, u których nie zatarła się granica między dobrem a złem. A co zrobiły miliony katolików i protestantów i prawosławnych i innych "wierzących", gdy Hitler i inni kazali swoim żołnierzom zabijać swoich "braci" - też katolików, też protestantów i też prawosławnych - z tą tylko różnicą, że mówiących w innym języku? Nie odmówili zabijania i krzywdzenia innych chrześcijan! Czy to może jest prawdziwa "wiara", szanowny AUTORZE?! Czy znasz trochę historię chrześcijaństwa? Bo nie atramentem została spisana, lecz krwią. (Jakoś nie podejrzewam Cię o taką wiedzę...) Chcę w tym miejscu przytoczyć fragment artykułu ze starszej wprawdzie publikacji, ale trafnej w spostrzeżeniach. Jest to Waterloo Courier (Iowa) z 5 czerwca 1984 roku s.A10 i brzmi w tłumaczeniu tak: "Chrześcijanie nigdy nie mieli skrupułów co do toczenia wojny z innymi chrześcijanami. Gdyby je mieli, nie doszłoby do większości najkrwawszych wojen w Europie. Nigdy by nie wybuchła pierwsza ani druga wojna światowa, w których chrześcijanie pobili wszelkie rekordy w zabijaniu chrześcijan." (wymowne?).
Proponuję szanowny AUTORZE : zanim znowu wywołasz jakąś wojnę religijną i zaczniesz masowo zabijać ludzi myślących trochę inaczej - a w wielu dziedzinach przewyższających cię kulturą, wiedzą i zasadami moralnymi - zanim wytoczysz im wojnę, zapytaj: DLACZEGO? i wysłuchaj odpowiedzi chyba, że "wiara" którą się tak szczycisz nakazuje Ci zagłuszając rozsądek deptać wszystko co obce i Tobie nieznane. Czyń tak, lecz w ten sposób pokażesz jedynie jak wyjątkowo spaczony jest Twój sposób myślenia i jak bezwartościowe i płytkie jest to w co wierzysz!
Pablo.