Jak kupić gazetę?

Lubię odwiedzać empiki, ilość czasopism jaką tam można znaleźć trafia w każde, nawet najwybredniejsze gusta. Niestety w moim mieście nie ma ani jednego:) Pozostają tzw. saloniki prasowe i kioski, co prawda ilość tytułów jakie można w nich znaleźć nie jest zbyt duża, jednak w myśl powiedzenia: "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu"- często je odwiedzam. Jednak jednego nie mogę znieść, chodzi mi o rodzaje tytułów jakie prezentują. Próbowaliście kupić kiedyś coś innego niż "Teletydzień" lub "Gazetę Wyborczą"? Nie, żebym próbował kogoś obrazić.Chodzi mi o to, że jedne tytuły można dostać trudniej niż inne. Napisałem "trudniej"? Każdy kto zna "ten ból" z pewnością użyje ostrzejszego słowa. Otóż, są na rynku tytuły przeznaczone dla określonej grupy osób np. o tematyce hobbistycznej. Sprzedawcy po prostu olewają je. A jeśli nawet nie, to często jest tak, że szanowny sprzedawca nie ma pojęcia, że takie pismo jest w ogóle na rynku co ciekawsze czasem nie wie nawet, że ma to pismo w sklepie. Nie wymagam aby kioskarze recytowali płynnie katalogi czasopism, wystarczy jako takie rozeznanie. W końcu kioskarz to zawód jak każdy inny, i wypadałoby wiedzieć to i owo. To tak jak gość, który sprzedaje w obuwniczym musi wiedzieć, który but jest prawy a który lewy:) Aby zobrazować sytuację jaka ma miejsce opiszę to co przydarzyło się mi kilka lat temu. Wtedy wchodziło na rynek jedno z pierwszych pisemek o konsolach (PlayStation i te sprawy) nazywało się "Neo". Trafiał mnie szlag, bo co miesiąc musiałem zaliczać po kilkanaście kiosków aby zdobyć nowy numer (bo to miesięcznik był:) Nawet nie chodzi mi o to, że "Neo" było w dwóch sklepach na całe miasto, najlepsze były dialogi ze sprzedawcami:

<scenka nr.1>

- Dzień dobry, czy jest "Neo"?

-Eeee... a co to takiego?

-No... takie pismo o... konsolach.

-O konsolach? Tutaj?<pani sprawia wrażenie,że wie o co chodzi>Księgarnia medyczna jest po drugiej stronie.

<scenka nr.2>

- Dzień dobry, czy jest "Neo"?

- To z pornografii, tak ?

-<milczę przez chwilę, zastanawiam się czy facetka nie robi sobie ze mnie jaj> Nie, to jest o konso... to znaczy o grach.

- Ahaaaaa <przez chwilę rozgląda się po półce>To czegoś takiego to nie mam.

<scenka nr.3>

- Dzień dobry <powoli mnie to wnerwia - ja taki uprzejmy a tutaj zero odzewu> czy jest "Neo"?

- Nie sprzedajemy tabletek.<po prostu obłęd >

<scenka nr.4>

- Dzień dobry, czy jest "Neo"? <ten tekst wypracowałem już do perfekcji:))>

<na to sprzedawca bez słowa rzuca na ladę karton tabletek>

To nie są scenki z kabaretu, to miało miejsce NAPRAWDĘ. I obecnie wcale nie jest lepiej. Jeśli ktoś chce poeksperymentować to polecam nazwy typu: "Produkt", "Reset","CD Action"(tak nawet to:),"Ślizg" itp.Dlaczego to się dzieje? Naprawde trudno mi to wyjaśnić. Może dlatego, bo zajmują się tym ludzie starsi nie mający zielonego pojęcia o kulturze młodzieżowej albo nawet o sytuacji na rynku. A może dlatego, że najlepiej sprzedają się pisemka typu "Pani domu" i nie opłaca się sprzedawać niczego po za nimi? W tej sytuacji oferta takiego saloniku ogranicza się do kilku zagadnień tj. od cholery kobiecych pism, trochę świerszczyków, parę gazetek dla dzieci i jedno lub dwa tytuły komputerowe (typu "Click!" lub "Myszka"). W najbliższym czasie nie zanosi się na zmiany. Pozostaje mi tylko zaapelować do sprzedawców, o to aby się trochę bardziej starali w tym co robią. W końcu prasa to nie tylko poradniki dla kobiet-w-ciąży.

JaqS