-3)         Gdy mówimy o eutanazji czyli pozbawieniu życia człowieka nieuleczalnie chorego, cierpiącego na jego życzenie, rozstrzygnąć musimy na początek czy prawo człowieka do życia, oznacza także OBOWIĄZEK życia? Moim zdaniem nie. A jeśli nie, mam prawo umrzeć na własne życzenie, także wtedy, gdy sam nie jestem w stanie przedsięwziąć odpowiednich po temu czynności. Problemem pozostaje, kto ma być wykonawcą eutanazji. Obarczanie tym obowiązkiem lekarzy leczących danego chorego nie jest najlepszym pomysłem. Po pierwsze lekarz może chcieć leczyć i tylko leczyć, a nie zabijać - bo taka właściwie jego rola, na to się decydował wybierając swój zawód. Po drugie, to ułatwia nadużycia. Aspekty moralne zagadnienia dosyć szeroko zostały już omówione więc właściwie je pomijam. Skupiam się tu na skutkach społecznych zalegalizowania bądź delegalizacji eutanazji. W obronę chciałbym wziąć wyśmiewanych zwolenników "teorii spiskowej". Śmiejąc się z nich, w pewnej mierze słusznie, wylewa się dziecko z kąpielą. Zapomina się bowiem o tym, że dla wielu eutanazja, jest nie tyle problemem moralnym, co finansowym. Są i będą na świecie ludzie, gotowi sprzedać własną matkę za złamany grosz; ludzie widzący w człowieku złotówki: te które mogą na nim zarobić lub te które muszą z jego powodu wydać. Pole do nadużyć widzę głównie właśnie nie w spiskach rządów itd., ale w dążeniu sektora medycznego do oszczędności. Zabiegi podtrzymujące życie są bardzo drogie. Tymczasem ci, co świadczą usługi medyczne, otrzymują zasadniczo pewną zryczałtowaną sumę pieniędzy, zależną od liczby pacjentów i oferowanych usług medycznych.
                  {samo w sobie nie jest to złe rozwiązanie - wymusza racjonalność działań; gdyby ubezpieczenie zwracało pieniądze za każdy "zabieg" z osobna, lekarze nie mieliby oporów przed ich zalecaniem bez umiaru. I jeśli ktoś zechce tu podać świetlany przykład USA, to najpierw niech się mu przyjrzy dokładniej - to najdroższy (ok. 13% ICHNIEGO PKB) i jeden z najgorszych (m.in. ok. 40mln ludzi bez jakiegokolwiek ubezpieczenia) systemów ubezpieczeń zdrowotnych na świecie}.
W takim razie mniej pieniędzy wydanych na pacjenta = więcej pieniędzy w kasie świadczącego usługi medyczne. A nakłonienie cierpiącego człowieka, na skraju wytrzymałości psychicznej i fizycznej do czegoś, co miałoby ulżyć jego bólowi, nie jest takie znowu trudne. Zwłaszcza, gdy ktoś inny czeka już na jego organ i płaci za niego wiele, również do kieszeni lekarza. Naiwnością jest sądzić, że rodzina chorego mogłaby zapobiec nadużyciom. Jeśli nie byliby specjalistami - odpowiednio spreparowana mieszanka informacji w wielu przypadkach spowoduje, że zrobią oni, co chce lekarz i jeszcze będą mieli poczucie, że wybrali jak mogli najlepiej. Wreszcie ta rodzina, to przecież spadkobiercy. A czas to pieniądz; a może na dodatek tatuś/babcia/siostra nosi się z zamiarem niekorzystnego dla nas testamentu. Cóż, trzeba się spieszyć. Przyspieszmy więc nieco to, co i tak nieuchronne. "Is fecit, cui prodest" - motyw stary jak świat. Sądzę, że próby robienia interesów na eutanazji są nie do uniknięcia. Można je tylko ograniczać (komplikując procedurę, wyprowadzając proces decyzyjny poza szpital, rodzinę itd), ale groźba skorumpowania najbardziej nawet "niezależnego" eksperta istnieje zawsze. Poza tym to wszystko podnosi koszty. Trzeba o tym pamiętać domagając się jej prawnego dopuszczenia.
       Ale, moim zdaniem, uznanie dopuszczalności eutanazji jest nieuniknione. Dlaczego? Dlatego, że żadne, nawet najbogatsze społeczeństwo nie udźwignie kosztów, rozwijającej się opieki medycznej.
Już obecnie możemy utrzymywać przy życiu osoby, których stan zdrowia jeszcze niedawno skutkowałby ich nieodwołalną śmiercią. A poznajemy coraz więcej takich sposobów i coraz lepszych. Niestety jednak to wszystko kosztuje ogromne pieniądze. Płacimy je my wszyscy. Dotyczy to w pierwszym rzędzie lawinowo rosnącej rzeszy ludzi w podeszłym wieku - siłą rzeczy chorujacych. ale także czy stać nas na to, by płacić za wieloletnie utrzymywanie przy życiu np. noworodka, potem dziecka itd., niezdolnego do życia bez specjalistycznej aparatury medycznej? Koszty opieki medycznej rosną w zastraszającym tempie. I rosnąć nie przestaną, bo możliwości medycyny poszerzają się niemalże równie szybko. Trzeba tylko mieć środki, by móc z nich korzystać. Myślę, że nie unikniemy kiedyś sytuacji, gdy trzeba będzie wyraźnie powiedzieć: powszeczne ubezpieczenie zdrowotne gwarantuje taką a taką opiekę medyczną, za pozostałe - wysokospecjalistyczne zabiegi - płacimy dodatkowo sam albo umieramy. W takiej sytuacji, tym bardziej wątpliwe będzie sztuczne utrzymywanie przy życiu tych, którzy przeżyć i tak szans nie mają.
         Poza tym utrzymywanie przy życiu osób rozmaicie upośledzonych powoduje systematyczną degenerację naszego gatunku. Ja wiem, że to właśnie trąci hitleryzmem, tylko motywy się różnią. Ubolewam nad tym. Powiem tylko, że gdyby nie rozwinięta dziś opieka medyczna i farmakologia, być może i ja bym już nie żył. Ale jeżeli każdy chory przekazywał będzie swoje choroby następnym pokoleniom, w końcu wszyscy będą chorzy. Sumując rosnące lawinowo zachorowania na choroby środowiskowe, zwyczajne mutacje, przekazywnie chorób przez coraz większą liczbę ludzi następnym pokoleniom, można łatwo zauważyć, że społeczeństwa wysokorozwinięte - te z najlepszą opieką medyczną, są proporcjonalnie najbardziej upośledzone fizycznie.
Nie znaczy to, że postuluję zabijanie niepełnosprawnych. To wydaje się mi tak straszne, że wręcz niewyobrażalne w realizacji. Jestem jednak przekonany, że wcześniej czy później jakieś kroki podjąć trzeba będzie (abstrahując od tego, że podstawowym problemem do rozwiązania będzie kwestia finansowania leczenia ludzi starych). Może jednym z nich będzie sterylizacja - wprowadzenie obowiązkowych, okresowych badań lekarskich oraz przymusowej sterylizacji w razie zdiagnozowania choroby dziedzicznej. Oczywiście nie każdej choroby. Z np. daltonizmem można spokojnie żyć. Wiem, że i tu nie uniknie się nadużyć tak, przy ustalaniu owego wykazu chorób kwalifikujących do zabiegu, jak i przy ich diagnizowaniu. Wierzę jednak, że pozwoliłoby to ograniczyć, a może nawet powoli wytłumiać to niekorzystne (z tym chyba zgodzimy się wszyscy) zjawisko, jakim jest postępująca degeneracja fizyczna u ludzi.
Tym, którzy zarzucą mi, że każdy ma prawo do tego szczęścia jakim jest posiadanie dziecka, odpowiem to, co już powiedziałem przy okazji omawiania aborcji: indywidualizm, choć leżący u podstaw kultury Zachodu, nie jest jedynym możliwym i jedynym słusznym sposobem patrzenia na świat. Czasem nie zaszkodziłaby nieco mrówcza perspektywa spoglądania na problem. Mówicie o prawach jednostek? A czy ludzkość jako taka nie ma żadnych praw? Podobnie społeczeństwa?
Z tymi pytaniami pozostawiam was...
Powrót do wstępu