Antykoncepcja


          Żeby nikt się nie brochał, zacznę od tego, że jestem nie wierzący. Jestem także hipokrytą, ponieważ mimo swoich przekonań chodzę na lekcje religii. Piszę to szczerze, ku uciesze ludzi, którzy mają zamiar wykorzystać takie informacje przeciwko mnie, w swoich tekstach. A na religię chodzę tylko po to żeby mama była happy. No i czasami fajny temat do AM się znajdzie
.          Będąc właśnie na jednej z wyjątkowo zajmujących lekcji religii usłyszałem słowo antykoncepcja. Słowo klucz. Od razu się ożywiłem, wiecie polemika z księdzem i te sprawy. Żeby wszystko było jasne: kościół jest anty, ja of course jestem za.
         Jestem w klasie o profilu bio-chem i co nieco o biologii to ja wiem (Na szczęście nie na tyle żeby kroić ludzi. To znaczy na szczęście dla ludzi). Uważam, że antykoncepcja nie jest po to, aby nie mieć dzieci, ale po to żeby je mieć wtedy, kiedy ma się na to środki. Sory za porównanie, ale nawet psa się nie kupuje, jeżeli nie ma się warunków do jego utrzymanie.
Wbrew temu, w co wierzy kościół, na świecie jest coś takiego jak popęd seksualny (sprawdziłem to empirycznie na koleżankach). Ja potrafię zrozumieć, że księża i zakonnice owego pociągu nie odczuwają, to jest ich sprawa i jeżeli czują się z tym dobrze, to... dobrze:).
Ja księdzem na szczęście nie jestem i popęd do osób odmiennej płci odczuwam. Czasami, gdy odmienna płeć jest niczego sobie, brunetką o w miarę dużych oczach i oczywiście ponad przeciętnej inteligencji to odczuwam owy popęd wyjątkowo intensywnie.
         Ale wracając do tematu. Człowiek odczuwający taki intensywny popęd ma ochotę na tzw. seks (z angielskiego płeć:)). No i pojawia się dylemat. Czy sobie pochędożyć i mieć niechciane dziecko, czy pokonać to w sobie, co prowadzi do częstych samogwałtów, zboczeń i innego badziewia (Co nie omieszkam wspomnieć jest BE. No, chłopcy nie obwiniajcie się tak.). Ale czy jest z tego jakieś wyjście? Według mojego księdza nie. No, ale ja mam inne zdanie. JEST!!!! Jedno słowo: antykoncepcja. Tak proszę państwa. Środki antykoncepcyjne są sposobem na to, żeby sobie, powiedzmy to wspólnie i szczerze, pochędożyć. A jakie to jest przyjemne można się przekonać empirycznie lub jak ktoś jest wstydliwy (ew. brzydki) z filmów( Nie, nie żadne porno. Wystarczy cokolwiek. Na filmach, robią to często i gęsto.).
         Seks jest bardzo popularny wśród młodzieży. Jest to jeden z popularniejszych sportów ostatnich lat. Efektem uprawiania seksu, zazwyczaj jest tzw. dziecko (teoria o bocianie, kwiatkach, sałacie i pszczołach się tu nie sprawdza). W konsekwencji chłopak daje dyla (żałując, że nie kupił prezerwatywy), a dziewczyna zastanawia się jak tu chama zmusić do małżeństwa, a czasami pozbywa się dziecka i nie mam tu na myśli domów dziecka, które to BTW dają tylko dach nad głową i trzy posiłki dziennie. A wystarczyło trochę pomyśleć o zabezpieczeniu. Przecież nie trzeba być biologiem żeby wiedzieć, że po "bara, bara" powstaje "dzidzi". I niech mi nikt nie pisze, że seksu i tak nie powinno się uprawiać przed ślubem. Kompletna bzdura!! Seks to jeden z najważniejszych czynników wiążących ludzi. Jak tu coś nie gra, to żadne małżeństwo się nie utrzyma. Oczywiście nie należy przesadzać i nie skakać z kwiatka na kwiatek.
          Nie będę pisał o tym, że taki np. żul powinien używać prezerwatyw, bo przecież i tak by je przepił (zresztą takich powinni wyłapywać i sterylizować. Dlaczego? Bo z żula rośnie drugi żul).
         Gwałt. No cóż, dla każdego ateisty fundament do budowanie dalszych superlatyw antykoncepcji. Księża w ciemię bici (mocno) jednak nie są i wymyślili, że po zadaniu gwałtu kobieta ma prawo użyć środka antykoncepcyjnego (jak biolog potwierdzam istnienie środków antykoncepcyjnych, które zażywa się po stosunku, tyle, że radzę żeby zażyć taki środek zanim minie 2h. Jak chłopak ma sprinterów, to po tym czasie mogą już sobie "zapylać", bo dostaną się tam gdzie trzeba.). Cóż za spryt. Popieram, takie rozwiązanie.
          A teraz weźmiemy sobie za przykład młodą parę. Oboje się kochają i zamierzają się pobrać. (Sory, że tak bezpośrednio, ale pisać mi się nie chce.) Postanowili spróbować seksu, bo się zakapowali, że mają na to ochotę. Nie chcą mieć dzieci z nieprawego łoża, więc używają środków anty (mówiłem, że mi się pisać nie chce). Stwierdzili, że podoba im się to jeszcze bardziej, niż z początku. Test zaliczony. Jutro ślub (nie chce mi się pisać). Z początku im się nie przelewa, więc ciągle używają anty. Ale po jakimś czasie, jako, że są zdrowymi ludźmi, zapragnęli dziecka. Odstawili środki i powstał mały, słodki bobasek, którego wszyscy kochają. Czyż to nie piękny obrazek. Dziecko pojawia się zaplanowane i będzie kochane. W przeciwieństwie do dzieci z domów dziecka, o tych znalezionych w śmietnikach nie wspomnę. Dobra kończę, bo jak mówiłem nie chce mi się pisać. Poza tym nawet nie wiem, po co to napisałem. Czy to ma sens? Przecież tekst jest głównie skierowany do osób anty anty. Ale tacy fanatycy, którzy wieżą tylko w pierdoły wmawiane im przez kościół i tak mnie nie zrozumieją. Ale przynajmniej, będzie wesoło w AM.

ERYK(miseryk@poczta.onet.pl)


PS. Teksty o tym, że środki anty są szkodliwe, są prawdą. Czasami powodują reakcję uczuleniową, czasem gorsze rzeczy włącznie z rakiem i bezpłodnością. Są to jednak przypadki odosobnione. Środki antykoncepcyjne są bezpieczne, poza tym należy je zażywać po uprzedniej konsultacji z lekarzem.
PS2. Miłej zabawy:))))