*** Moonlight - "Yaishi" ***
Utwory:
1. Yaishi
2. Col
3. Ergo Sum
4. W końcu naszych dni
5. Historia do zapomnienia
6. Zapach
7. Meren Re (Rapsod)
8. Jesugej Von Baatur
9. ...
10. Nic
11. Gebbeth
Na ten kompakt dane nam było czekać niespełna dwa lata. Przez ten czas mogliśmy zachwycać się poprzednią płytą (jak do tej pory najlepszym osiągnięciem) szczecinskiej formacji zatytułowaną "Floe". Trudne zadanie mieli muzycy "Światła księzyca", aby przeskoczyć poprzeczkę, którą sami tak wysoko podnieśli. Czy im się to udało, wraz z wyprodukowaniem swojego najnowszego wydawnictwa pod bardzo ciekawym (nic nie mówiącym) tutyłem, "Yaishi"? Warto zaznaczyć, że nowa płyta, to także zupełnie inny Moonlight niż do tej pory.
"Yaishi" to trudna, dla mnie, płyta. Zupełnie inne oblicze zespołu. To prawdziwa mieszanka wybuchowa, w której przeplatają się mocniejsze i te bardziej melancholijne akcenty, które znamy z poprzednich płyt. Moonlight eksperymentuje brzmieniowo, kompozycyjnie i aranżacyjnie.
Krążek otwiera numer tytułowy, ale nie zapowiada on jeszcze wielkich zmian. Dalej nieco mocniejszy "Col", zaraz po nim, na pozycji numer trzy, chyba największe odniesienie do "Floe". Utwór "Ergo Sum" to bardzo wyraźny odpowiednik "Listu z raju" z poprzedniego krążka. Spokojny, relaksujący myśli, ze zgrabną, ładną melodią i charakterystycznym tylko dla niej, śpiewem Maji. Również kompozycja "Meren Re", stanowiąca kolejną część opowieści, staje się wyraźnym nawiązaniem do poprzednich płyt. To jeden z niewielu momentów, gdzie można usłyszeć brzmienie starego Moonlight'a. Jednak według mnie, chyba troszkę zabrakło kompozytorowi pomysłu na ten utwór. Jakoś blado wypada on, na tle innych kompozycji z wcześniejszych płyt, poświęconych Meren Re...
Jednak na krążku znajdziemy również zupełnie nowe akcenty jak "W końcu naszych dni", "Historia do zapomnienia" oraz największy hit (super riff, melodia, słowa i śpiew ) "Jesugej Von Baatur". To najcięższe kompozycje, które najlepiej ukazują nowe oblicze formacji: ciężki riff, "brudne", dołujące gitary i dość zawiła aranżacja. Wyszło całkiem dobrze, ale doceniłem ten eksperyment dopiero po kilkunastu przesłuchaniach.
Warto odnotować dwie niezwykle ciekawe (i bardzo piękne) kompozycje zamykające krążek. W całości skomponowany przez Maję Konarską utwór numer 9 (bez tytułu) oraz "Nic" (najlepszy dowód na to w jak cudowny sposób można połączyć ze sobą ciężkie gitary, wspaniałą melodię i liryki w jedną przemyślaną całóść). Niestety, ostatnia kompozycja, nie jest już tak porywająca jak poprzednie. Dziwne jest trochę zakończenie tego albumu, dość monotonne i zaskakujące.
Trudny orzech do zgryzienia zgotował mi zespół. "Yaishi" to płyta porywająca, bardzo sprzeczna ze sobą, jak na Moonlight dość eksperymentalna (ze zmiennym szczęściem). To muzyka pelna emocji, do czego kapela nas już wcześniej zdążyła przyzwyczaić. Jest tu trochę przebojowaści ("Yaishi", "Ergo Sum", "Jesugej Von Baatur"), poezji (utwór numer 9, "Meren Re"), tak ważnego dla kultury gotyckiej smutku ("Nic") czy też sporej dawki czadu ('W końcu naszych dni", "Historia do zapomnienia", "Jesugej Von Baatur"). Nowa płyta Moonlight'a to połaczenie tych wszystkich nagromadzonych emocji w jedno. Nowe, mocne, bardzo metalowe brzmienie, zauważalny progres to niewątpliwie najbardziej charakterystyczne akcenty tego krążka. Do nowego brzmienia trzeba się przyzwyczaić, spędzić z tą muzyką trochę czasu. Obawiam się, że płyta ta może podzielić troszkę fanów gotyku (na zwolenników starego i nowego oblicza Moonlight) i na pewno tak się stanie. Mimo wszystko uważam, że najnowszym wydawnictwem Moonlight'a warto się zapoznać, bo dobra i ciekawa to płyta.
Całkowicie subiektywna ocena: 7