*** Ozzy Osbourne - "The Ozzman Cometh" ***
Którz z nas nie zna wielkiego Ozzy'ego Osbourne'a (skejci - get out!). Gdyby nie on muzyka metalowa nie była by taka sama. W jego życiu można wyróżnić dwa etapy - Black Sabbath i karierę solową. Jestem ogromnie szczęśliwy, bo kiedy to czytacie w sklepach powinien już być kolejny solowy album Ozzy'ego oraz płyta Black Sabbath z Ozzy'm na wokalu (!) jak i płyta upamiętniająca tegoroczny Ozzfest. Jako, że dzisiaj (23 września '01) ww. płyt nie mam pozostaje mi recenzja składanki, która stanowi ukoronowanie dotychczasowej działalności solowej pana Osbourne.
Kogo usłyszymy na płycie. No, poza wokalistą (zgadnijcie kto :-)) jest basista R.Trujillo grający jednocześnie w zespole Suicidal Tendencies. I przedewszystkim jeden z największych gitarzystów wszechczasów, bijący na głowę wszystkich skandynawskich wioślarzy, boski i jedyny w swoim rodzaju - Zakk Wylde, odkryty z resztą przez Ozzy'ego. Podczas słuchania albumu aż namacalna staje się typowa dla tego gitarzysty postawa (jak ktoś kiedyś widział koncert Zakka to wie o czym mowa, jak ktoś nie widział nich popatrzy na zdjęcie, które - może - Hex łaskawie zamieści ;-)). [HEX łaskawie zamieścił:)]
Jakie piosenki usłyszymy? Jast pare wielkich hitów Ozzy'ego (No more tears, Mama I'm coming home, Crazy babies ...) jak i kilka nowych nagrań oraz starych, poczciwych utworów z repertuaru Black Sabbath (Black Sabbath, War Pigs, Paranoid ...). Jest kilka ballad (Goodbye to Romance, I just want You ...) i szybszych kawałków (Crazy train). Tak więc asortyment jest wspaniały i każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Wykonanie poszczegulnych songów zachwyca. Nie musze chyba mówić, że głos Ozzy'ego jest niepowtażalny, ekstramalnie głęboki, złowrogi i mroczny będąc jednocześnie naturalnym, niewymuszonym. Death metalowe kapele nigdy nie osiągną tego poziomu. Ozzy, choć nie posiada nawet połowy zdolności wokalnych Halforda czy Dickinsona (a nad Shuldinerem też bym podyskutował), nadaje swoim głosem niesamowity klimat każdej piosence!
Jak już wspomniałem, prowadząca gitara należy w większości przypadków do Zakk'a Wylde'a. Jest on gitarzystą nietuzinkowym. Wystarczy posłuchać solówki w "Mr. Crowley" aby się przekonać, że do Satrianiego niewiele mu brakuje (a pamiętać należy, że Wytde też jest samoukiem!). Jego partie solowe są równie dobre jak wstawki w sztandarowych utworach BS (wygląda to mniejwięcej tak śpiew-gitarka-Ozzy-Wylde-Ozzy-Wylde ... za krótkie fragmenty, aby nazwać je solówkami, ale oprócz Zakka nie słychać nikogo innego - ale namieszłem, jak słyszłeś(?aś?) kiedyś BS to wiesz o czym mówię)
Płytę polecam wszystkim, którzy jeszcze nie słyszeli solowych dokonań Ozzy'ego bądź nie wiedzą co to jest Zakk Wylde Black Label Society. Mówie wam, nie jest specjalnie ciężka, ale WYMIATA !!