*** Rammstein - "Mutter" ***


Niemiecki zespół Rammstein stał się ostatnimi czasy dość popularny w Polsce. A jest to przecież zespół grający muzykę - powiedzmy - "lekką inaczej". Raz nawet widziałem wywiad z nimi w magazynie 30 Ton, a to już o czymś świadczy. Muzyka Rammsteina jest połączeniem techno, metalu, industrialu i diabli wiedzą, czego jeszcze;). Na szczęście wychodzi im to całkiem nieźle.

Jednakże nie o samym Rammsteinie przyjdzie mi dzisiaj pisać. Mam ochotę podzielić się z Wami wrażeniami po przesłuchaniu ich najnowszej płyty: "Mutter" ["Matka"]. Ponieważ nabyłem jedynie kasetę, a nie płytę, więc mogą ewentualnie wystąpić jakieś drobne rozbieżności [np. w kolejności utworów].

Na kasecie znalazło się 11 utworów. Strona pierwsza zawiera: "Mein Herz brennt" ["Moje serce płonie"], "Links 2 3 4" ["Na lewo 234"], "Sonne" ["Słońce"], "Ich will" ["Pragnę"], "Feuer frei" ["Ogień!"] oraz tytułową "Mutter". Na drugiej stronie możemy usłyszeć: "Spieluhr", "Zwitter" ["Obojnak"], "Rein Raus", "Adios" oraz "Nebel" ["Mgła"]. Od razu muszę przyznać, że strona A wydaje mi się znacznie ciekawsza...

Wszystkie utwory cechuje żywy - marszowy wręcz - rytm. Do tego mamy trochę parti klawiszowych, a także różnych "wstawek" w stylu techno. Głos wokalisty jest spokojny, raczej niski, czasem nieco ochrypły - idealnie wręcz komponuje się z tłem muzycznym.

Utwór "Mein Herz brennt" zaczyna się dość powolnym wokalem oraz równie powolną muzyczką. Ale już po chwili przechodzi w cięższą "łomotaninę". Cały utwór można podzielić na dwie - przeplatające się - części. Pierwsza - powolna, z lekką perkusją w tle, prawie recytowana; druga - bardziej energiczna, melodyjna, w której wokal z czystym sercem można już nazwać śpiewem.

"Likns..." na początku jest dość żywą, marszową melodią. Potem - naprzemian: uspokaja się lub rozgrzewa. Podobnie jak poprzednio, wśród prawie mówionych fragmentów, znajdziemy te bardziej melodyjne. W utworze możemy napotkać także na, wprawdzie dość prostą, solówkę gitarową.

"Sonne" zaczyna się od... odliczania od 1 do 9. Potem wchodzi rytmiczna perkusja i znowu "rapujący" głos wokalisty. Refren zaś jest już dużo bardziej melodyjny [tło klawiszowe], a głos wokalisty staje się nieco wyższy i "śpiewny". Czasami pojawia się - umilający słuchanie - wysoki głos damski. Na szczęście nie niesie on z sobą żadnej treści, więc nie należy się obawiać, że Rammstein stał się kolejną "zniewieściałą kapelą power metalową";). "Sonne" jest utworem, o którym nie można zbyt wiele napisać, ale z pewnością należy go posłuchać. Jak dla mnie - jeden z lepszych na kasecie.

"Ich will" zaczyna się dość monotonnie. Wokalista aż do znudzenia powtarza frazę "Ich will". Rónież tekst jest bardzo jednolity. Każdy z wersów poszczególnych zwrotek zaczyna się tak samo. Od czasu do czasu możemy usłyszeć męski chórek, burczący coś pod nosem. Ogólnie jednak ciekawa linia melodyczna nie pozwala się słuchaczowi zbytnio znudzić.

"Feuer frei" zaczyna się krótką, ale miłą dla ucha partią klawiszową. Potem jest już standard - rytmiczna, marszowa perkusja oraz agresywna gitara. Również i w tym utworze pojawiła się dość prosta solówka gitarowa. Wokaliście zdarza się często wykrzykiwać "Bang bang". Uwór kończy się odgłosem perkusji naśladującej wystrzały z pistoletu.

Poprzednie utwory są jednak jakby rozgrzewką przed prawdziwym "uderzeniem". Gdyż właśnie w tym miejscu możemu usłyszeć tytułową "Matkę". Moim zdaniem - najlepszy utwór na krążku. Czy mam rację - oceńcie sami. "Mutter" zaczyna się partią klawiszową, której towarzyszy delikatna perkusja. Czasami słyszymy niewinny, przyjazny głos małego dziecka. Potem rozpaczyna się łagodny wokal. Taka "sielanka" nie trwa jdnak wiecznie. Już po kilkunastu sekundach pojawia się ostrzejszy refren, któremu dalej towarzyszą odgłosy keyboardów. Swego rodzaju przerywnik stanowi krótki, powolny i spokojny fragment, w którym wokalista, pełnym niepokoju i strachu głosem, woła matkę. "Mutter" jest jednym z utworów, których można słuchać w kółko przez kilka dni i się nie znudzić...

Niestety, ten momemnt jest punktem kulminacyjnym krążka i od tej pory jakość utworów wyraźnie zniższukuje. Co prawda "Spieluhr" zaczyna się partią mówioną, przypominającą czytanie bajki, w czasie refrenu "Obojnaka" słowo "zwitter" jest naprzemian wykrzykiwane głosem wysokim i niskim [jak przystało na hermafrodytę;)], zaś "Rein raus" ma całkiem marszowy klimat, ale to już nie to samo. Gdyby płyta skończyła się w tym właśnie miejscu, mogła by liczyć na ocenę pokroju 9 lub nawet 10.

Niestety po "Rein raus" pojawia się "Adios" oraz "Nebel". Nie mogę powiedzieć, aby były to złe utwory, ale słuchając ich, mam ochotę przewinąć kasetę do końca drugiej strony, aby od nowa móc się rozkoszować "Płonącym sercem". A przecież nie o to chodzi...

Podsumowując: Rammstein odwalił kawał dobrej roboty. Od strony technicznej trudno jest im coś zarzucić [no, może małą ilość solówek]. Dardzo dobrze połączyli tak odmienne gatunki, jak techno i metal. Jedynie dwa ostatnie utwory pozostawiają pewien niedosyt.

Tak więc z czystym sercem mogę polecić "Mutter" tym, którzy lubią słuchać nieszablonowej muzyki lub wielbią kilka różnych gatunków. A myślę, że chłopcy z Niemiec jeszcze nieraz nas zaskoczą...


© HEX2000