*** Marilyn Manson - "Antichrist Superstar" ***
Data wydania: 08.09.1996 (USA)
Skład zespołu: Marilyn Manson - wokal Madonna Wayne Gacy (Pogo) - klawisze Twiggy Ramirez - bas, gitara Ginger Fish - perkusja Daisy Berkovitz, Trent Reznor, Zim Zum - gitara
Lista utworów: Cycle I: The Heirophant 1. Irresponsible Hate Anthem 2. The Beautiful People 3. Dried Up, Tied and Dead to the World 4. Tourniquet Cycle II: Inauguration of the Worm 5. Little Horn 6. Cryptorchid 7. Deformography 8. Wormboy 9. Mister Superstar 10. Angel With the Scabbed Wings 11. Kinderfeld Cycle III: Disintegrator Rising 12. Antichrist Superstar 13. 1996 14. Minute of Decay 15. The Reflecting God 16. Man That You Fear 99. (hidden track)
"Antichrist Svperstar" to moim zdaniem najlepszy album Mansona (i nie tylko jego - to po prostu moja ulubiona płyta). Wzniósł się on tutaj na szczyty swoich możliwości artystycznych tworząc dzieło doskonałe. Wszystko, od wkładki z tekstami piosenek poprzez same liryki czy kolejność utworów aż po odpowiednią modulację głosu w trakcie nagrań jest tutaj dokładnie przemyślane i dopasowane do siebie w taki sposób, aby naprowadzić nas na właściwy trop, aby zmusić nas do myślenia i w końcu do ułożenia sobie całej historii zawartej na płycie w logiczną całość. Bo na tym albumie każda piosenka ma wielkie znaczenie, jest kolejnym krokiem w ewolucji: Brian Warner ---> Marilyn Manson ---> Antychryst Supergwiazda. Tutaj wypada zacytować samego Mr. Mansona: "Ten album zawiera historię człowieka, który, ujrzawszy całe zło i obłudę naszego świata, postanawia sam decydować o swoim losie. Lecz z czasem płyta ta stawała się coraz bardziej autobiograficzna. Po wszystkich tych koncertach i skandalach sam już nie wiedziałem, czy to ja stworzyłem tę historię, czy to ona stworzyła mnie." Na tym albumie Manson posługuje się wieloma symbolami. Korzysta także z głównych założeń filozofii Nietzschego (ewolucja z robaka w Nadczłowieka czy też wola mocy). Zawarł tu również elementy numerologii. Liryki z "ACS" można interpretować na różne sposoby, za każdym razem dochodząc do mniej lub bardziej logicznych wniosków. Jest to swego rodzaju fenomen i dlatego właśnie tak bardzo lubię muzykę MM - ponieważ ich piosenki mają głębszy sens, są, można powiedzieć, poezją, do zrozumienia której potrzebne jest myślenie i odpowiednie dopasowywanie do siebie udzielanych wskazówek. W Internecie (niestety nie na polskich stronach...) spotkałem się z wieloma skrajnie różnymi interpretacjami tych samych utworów, które pomogły mi w zrozumieniu tego, co Manson miał nam do przekazania nagrywając tą muzyczną doskonałość. Jeżeli jeszcze nie miałeś styczności z twórczością Mansona, masz go za debila i pedała (tak jak ja kiedyś, dopóki nie zetknąłem się z tą płytą) oraz lubisz mocniejszą muzykę, to skombinuj sobie ACS - nie pożałujesz. Nie bierz się na początku za Mechanical Animals, bo możesz się zawieść (MA jest całkiem inna, spokojniejsza i bardziej powolna - glam rockowa - niż pozostałe płyty - najnowszy Holy Wood to, można powiedzieć, stopniowy powrót do korzeni). moja ocena: 10/10
P.S. Śmieszą mnie różne kłótnie typu kto jest większym fanem Mansona. Jeden baran napisał nawet, że modli się do niego (!), że chce być taki jak on. Przecież to głupota! Rzeczywiście, ma się czym chwalić. "największy fan Mansona":-))). A ile ma, dwa i pół metra, czy co? Poza tym kilka miesięcy potem wytknięto mu błędy, jakie napisał w swoim "artykule". Swoją drogą koleś, który mu te błędy wytykał, sam też kilka popełnił: w Mrs. Scabtree Manson nie tylko się udzielał, on razem z Twiggym ten zespół założyli! Po drugie Manson nie miał nic wspólnego z Jack of Jill. Ten z kolei zespół utworzył, o ile mnie pamięć nie myli, Brian Tutunick (Olivia Newton-Bundy) po odejściu z MM (a raczej po tym, jak go wywalili).
Jeżeli ktoś chce podyskutować o Mansonie czy wymienić się materiałami, to niech pisze - najlepiej z tematem "Manson".