Jimi Hendrix Experience - "Electric Guitarland"

*** Jimi Hendrix Experience - "Electric Guitarland" ***


W ostatnim czasie swoją uwagę skupiłem bardziej na zespołach grających troche cięższą muzykę. Niemniej jednak większość z tych zespołów czerpie inspiracje właśnie od tego artysty. I nic dziwnego, był on i nadal jest prekursorem całego metalowego gatunku i nawet Eld musi przyznać, że wątpliwa byłaby przyszłość np. Sentenced bez Jimiego :-)

Electric Guitarland to dwupłytowy album zawierający łącznie 17 utwów i ponad 1 godzinę 40 minut muzyki. Muzyki najwyższego gatunku, wykonywanej przez samego mistrza. Piosenki na niej zawarte to zbiór najlepszych dokonań The Jimi Hendrix Experience. Tych,po usłyszeniu których za gitarę złapali między innymi Dave Murray z Iron Maiden czy Joe Satriani (!).

Ale odpuśćmy sobie fakty historyczne i przejdźmy do płyty. Nie będę opisywał po kolei wszystkich siedemnastu piosenek, bo ani nie mam ochty tego pisać, ani zapewne Wy - czytać. A ogólny klimat jest, jak to w stylu Jimiego - naćpany. Szczególnie przy Purple Haze, no ale o tym ta piosenke jest :-)

Nienaganne wykonanie wszystkich kawałków to niewątpliwie pierwszy atut tej płyty. A co do minusów to jest ich mało. Mnie najbardziej wku...rzają :) chórki kastratów w "Fire" ale na innych nagraniach tego przeboju bywało gorzej :-)

Można tutaj znaleźć covery wielu artystów. Najlepiej wypadają hendrixowskie wersje Dylana oraz nieśmiertelny "Wild Thing", sam już się gubie czyjego autorstwa. Oprócz tego usłyszymy kompozycje Taylora, Watersa, Robertsa oraz Lennona i McCartney'a. Przyznam szczeże, że wszystkie te przeróbki wolę od oryginałów. A! i jest jeszcze króciutka wersja zagranego na Woodstock hymnu amerykańskiego.

Według mnie najlepsze kompozycje na płycie to "Hey Joe", "Foxy Lady", "Fire", "VooDoo chile", "Purple Haste", "The Wind Cries Mary" i wspomniany wcześniej "Wild Thing".

Słuchjąc obydwóch krążków niemal namacalny staje się duch Hendrixa. Oczmi wyobraźni widać jak Jimi gra zębami, z gitarą na plecach, jak polewa gitarę benzyną do zapalniczek i ją podpala czy jak ostatecznie roztrzaskuje ją o scene. W niwktórych utworach prawie czuć obecność marihuanowego dymu w pomieszczeniu. Tej płytki nie tylko się słucha, ją się czuje! ...

Polecam ją wszystkim metalom, bez względu na to jakiego podgatunku słuchasz. Jeśli naprawdę potrafisz docenić grę na gitarze, ta płyta Ci się spodoba. Polecam ją również fanom Hip-Shitu, w końcu Jimi był czarny :-) ....


© +iommi+