Walka o hip-hop

*** Walka o hip-hop ***


Tak, wiem - temat hip-hopu jest poruszany ostatnio bardzo często. W telewizji czy gazecie nieraz widziałem reportaże o tej kulturze: graficiarzach wandalach, brutalnych tekstach w muzyce, nadużywaniu narkotyków przez młodzież, przestępczości. Ogólnie ujmując: hip-hop to zło i deprawacja. Niestety - większość odbiorców tego typu przesłania wierzy w te bzdurne hasła i nawet nie trudzi się, by dowiedzieć się, jak to jest naprawdę. Na nieszczęście ostatnio spotykam się z tym przykrym faktem coraz częściej. Dlatego spróbuję w tym arcie ukazać jak najwięcej prawdy, z punktu widzenia człowieka mającego pojęcie o temacie :).

Pierwszy temat - graffiti. Czy to wandalizm? Nie wiem czy pamiętacie, ale niedawno temu zagadnieniu został poświęcony cały młodzieżowy program nadawany po południu w polskiej TV. Nazwy nie wymienię, bo nie chcę reklamować :). Problem wynika z niewiedzy. Dla większości ludzi graffiti to napis na ścianie. A tak nie jest. Jeśli komuś zachce się napisać sprayem na murze np 'redaktorzy pisma X to k****' - czy to jest graffiti? Oczywiście, że nie. To jest po prostu głupi napis. Graffiti to przekaz wizualny, sztuka. Zajmują się tym ludzie z talentem. Efekt pracy kogoś, kto się na tym zna potrafi zainteresować nawet przypadkowego przechodnia - wykorzystane kolory, wyczucie kreski, różnorodność efektów możliwych do stworzenia przy użyciu jedynie puszki ze sprayem. A co to ma do wandalizmu? Tyle, co nic. Sami graficiarze mówią, że malowanie np po zabytkach to głupota. Racja, to mija się z celem. A co jest złego w upiększeniu wolno stojącej ściany na jakiejś budowie, czy jednego z szarych garaży gdzieś na przedmieściu? Zła w tym nie widzę żadnego. Oczywiście - zdarzają się wyjątki, ekipy malują w bardzo różnych miejscach. Ale zniszczenie posiadłóści prywatnej czy zabytku na pewno nie jest celem graffiti. Dla zobrazowania sytuacji opowiem wam prawdziwą historię, emitowaną dawno temu w TV. Pewna szkoła w polsce miała problem z zamalowanymi murami. Po prostu tylnia ściana budynku szkolnego szczyciła się bogactwem idiotycznych haseł wypisywanych przez tamtejszą młodzież. Zamalowywanie nic dawało - bardzo szybko pojawiały się nowe bluzgi. Co zrobił dyrektor? Sięgnął po pomoc okolicznych writerów, któzy z chęcią wykorzystali okazję do zrobienia legalnego graffiti na dużej białej ścianie. Szkoła wygląda fajnie przyozdobiona w ten sposób, a tej ściany już nikt nie tknął w celu wypisania na niej głupich haseł, szkoła zaoszczędziła na farbie i wszyscy żyli długo i szczęśliwie :).

Dalej: muzyka. O muzyce hip-hop chodzi ogólnie taka opinia, że jest ona przepełniona przemocą, bluzgami i narkotykami. Właściwie to zależy od tego, o jakim zespole mówimy. Owszem, istnieją składy, które piszą właśnie na te tematy i z tym im dobrze. Ich wola, bo w tej muzyce pisze się dokładnie o tym, o czym się podoba. Jeśli podoba ci się przemoc - piszesz o przemocy. Jeśli lubisz alkohol - nie ma sprawy, możesz sobie zarymować o alkoholu. I tak dalej. Jest też druga strona medalu. Jeśli cenisz przyjaźń - piszesz o niej. Jesteś zakochany(a) - nic nie stoi na przeszkodzie pisania o tym uczuciu. Od tematu zależy to, do jakiego grona odbiorców trafisz. Osobiście mam skład, rymujemy razem już prawie rok. Tematy naszych tekstów wcale nie dotyczą wyłącznie przemocy, zabijania i tym podobnych, bo interesują nas rymy o innych rzeczach. Jest wiele ekip, którym zdarza się rymować bardziej abstrakcyjnie - o upływającym czasie, miłości do muzyki, sytuacji społecznej czy jakichkolwiek poglądach na świat, życie i ludzi. I te opowieści liryczne wcale nie muszą być nasycone przekleństwami, czy też obrazami przed którymi każdy normalny rodzic chciałby ustrzec swoje dziecko. Niektóe liryki można nawet spokojnie zaliczyć do poezji. Tak, mówię serio. Niestety, media tego nie potrafią zauważyć - przecież łatwiej się czepić np. brutalności tekstów Eminema niż zauważyć jego talent i zastanowić się, skąd biorą się jego teksty, spróbować je zrozumieć.

A sama kultura hip-hop ? Dla mnie jest wspaniała. Czy w niej panuje alkohol i narkotyki? Nie. Interesuję się tą subkulturą już dobre 4 lata. Nie biorę. Nie mam zamiaru zacząc, a juz na pewno nie ze względu na kulturę. Jeśli komuś się to podoba - proszę bardzo, nikomu nie zabraniam. Ale na pewno prawdopodobieństwo zostania narkomanem jest takie samo dla nastolatka lubiącego hip-hop i dla każdego innego obywatela tego kraju.

No, powiedziałem co o tym myślę. Wiem, że wielu może się ze mną nie zgodzić. Ale to jest po prostu moje zdanie wykształcone przez moje doświadczenia.

Jeśli masz coś do powiedzenia na ten temat to zapraszam do dyskusji na łamach AM. To tyle - nara!


© Jacek <rapoholik@wp.pl>