O Hip-Hopie, żarcie bogów

Ostatnimi czasy dość głośno jest w Kąciku Muzycznym na temat hip-hopu i metalu. Metalowcy naskakują na hiphopowców, ci odwdzięczają się jak tylko umieją. To z kolei wywołuje reakcję przeciwników, bądź zwolenników danego gatunku muzyki. Zasadniczo nie mieszam się w tego typu wojenki - robię swoje, słucham tego, co mi się podoba i nie interesuje mnie rzucanie błotkiem w 'tych innych'. Tego samego oczekuję od innych. Dlatego właśnie, w normalnych okolicznościach nawet nie zabierałbym się za męczenie klawiatury.
Ale nie. Coś mi odbiło i kiedyś - dokładnie na początku października - na wycieczce szkolnej obiecałem kumplowi, że publicznie zbesztam hip-hop. A że okazja się nadażyła - korzystam za pozwoleniem i błogosławieństwem HEXa. Prawda?
Oj, naczytałem się do tej pory o hiphopie, naczytałem. Z ciekawości nawet poprzeglądałem wszelkie Brawa, Twisty itp. siostry /nawaisem mówiąc, uśmiałem się nielicho/, pożyczyłem od kumpli kilka numerów 'Klanu' i wchłonąłem większość artów z Action Maga, szczególnie tego ostatniego #18. Wiele zdań padło, wiele słów zostało przelanych. I wiele z nich ośmielę się skomentować, dorzucić swoje trzy grosze, bądź też całkowicie im zaprzeczyć.
Na początek powiem, że należę raczej, jak to określiła Villemo, do ludzi słuchających wszstkiego /ze szczególnym ukierunkowaniem na klasyczny rock i coś spokojnego, np. Enigma, Vangelis/, jeżdżących na rowerze i ubierających się w normalne ciuchy. Nie zaliczam siebie do żadnej kultury młodzieżowej, ani niczego w tym stylu. Więc żeby nie było, że bronię metalowców. Po prostu, hip hop zalazł mi za skórę :).

No masz, wstęp mam już za sobą, a nie wiem od czego zacząć 'środek'. Dobra, niech będzie o tekstach. Teksty jakie są, każdy widzi. Jednym się podobają, innym nie. Hmmm... Ja należę do tych drugich. Powodów jest kilka.
Ich postać i ogólny zarys składniowo-tematyczny potrafi zdołować nawet największego optymistę. Chodzi mi o ogół, bo czasem zdarza się wyjątek potwiedzający regułę. Przeważnie jest tak, że cały wachlarz tematów zaczyna się na ćpaniu a kończy przeklinaniu i imprezowaniu. Takie coś jest diablo monotonne! Wujas pisze, że tak musi być, ponieważ teksty traktują o tych samych aspektach życia. No dobra, ale dlaczego nikt nie wpadnie na pomysł, aby napisać jakiś tekst nie opierający się na paleniu marihuany, imprezach itp.? Ileż można 'śpiewać' o tym samym? Przecież to wieje nudą, aż przeciągi się robią.
I ja mam zwracać uwagę na teksty, bo to one podobno są kwintesencją hiphopu... Wg Pimpka hiphop jest jedyną muzyką, w której teksty są ważniejsze, niż muzyka. O nie, proszę ja Ciebie, drogi Kolego. Czy ktoś z hiphopowców raczył kiedykolwiek zwrócić uwagę na chorały gregoriańskie? Zakładam, że nie - bo któż by sobie głowę zawracał jakimiś kościelnymi zawodzeniami. Błąd! Chorały to też muzyka! Skoro hiphop może zwać się muzyką, one też mają do tego prawo. Co z tego, że sakralna? Zwróćcie uwagę na wydźwięk słów - tam przecież w większości przypadków nie ma nawet krzty podkładu muzycznego! Zreszta, posłuchajcie płyty Gregorians - Master of the Chant, a zrozumiecie o czym piszę. Jest podkład, ale sposób śpiewania i słowa to kwntesencja utworu - w końcu klasyka rocka w wykonaniu churu mnichów.
Ktoś może mi teraz zakontrować argumentem mówiącym jakoby o głębii tekstów piosenek hip hopu. Skoro są takie głębokie i mądre, dlaczego jest w nich tyle bluzgów i odniesień do różnego rodzaju używek? Jakoś nie zauważyłem, żeby naprawdę oczytani ludzie używali słów na k i ch zamiast przecinków. I nie nawiązuję tutaj jedynie do piosenek, ale i do życia codziennego. Prawdziwą mądrość poznaje się po ogólnym zachowaniu i całokształcie danej osoby, a nie po wulgaryzmach ukrytych jedynie pod płaszczykiem mądrości.
Nasuwa mi się tu pewien koncert hiphopowy, na zakończeniu którego 'wokalista' /bodajże Paktofoniki, czy jak im tam/ wyszedł na scenę i powiedział: "Dziękuję, kurwa, było zajebiście. Kurwa, dziękuję wszystkim za zabawę". Zaprawdę, życiowa mądrość i iście genialne operowanie słowem się tu ujawnia. Ale przynajmniej podziękował...
Jeszcze odnośnie tekstów. Pytałem znajomych hiphopowców, na czym polega różnica pomiędzy rapem, a hiphopem. Odpowiedzieli, że w rapie można śpiewać banały, a słowa hiphopu niosą przesłanie. Wobec tego, jeżeli to prawda, to jakie przesłanie niesie tekst o ćpaniu, sklinaniu i imprezowaniu? - zapytałem.
Nie potrafili odpowiedzieć... A czy Wy potraficie? I nie czarujmy się, lwia część utworów, o tym właśnie traktuje. Ale może to ja jestem głupi i nie widzę sensu w hiphopowych imprezach, bluzgach, paleniu skrętów i innych?

Teraz dopiero polecą na mnie bluzgi. Dlaczego? Dlatego bo postawię pytanie: "jak wygląda koncert hiphopowy" i na nie odpowiem. A mianowicie: wychodzi kilku gości na scenę, skacze, buja się, jakby byli wyposażeni w przyciasne buty, wymachuje rękoma i coś tam rymuje pod nosem. Może troszeczkę przekolorowałem - ale niedużo.
Przecież do tego nie trzeba absolutnie żadnego talentu! Śmiem twierdzić, że prawie każdy potrafiłby gadać rymowankę do lecącego w tle podkładu. To nie jest żadna filozofia. Dowód? Jak myślicie, dlaczego nagle, ni stąd ni zowąd, w Polsce wzieło się porobił tyle zespołów, czy pożal się Boże, squadów - że się tak wyrażę. Czy wszyscy ci ludzie odkryli w sobie talent? Nie, oni po prostu odkryli, że do hip hopu nie potrzeba talentu.
Podobnie sprawa się ma z podkładem. Niby jest on drugorzędny, ale niech on sobą coś reprezentuje! Przeważnie są to jakieś niezidentyfikowane piski i trzaski popędzane smętną melodią. Gdzie tu kunszt i artyzm ludzi grających na żywo, w tak znienawidzonych przez hiphop, kapelach metalowych? Tutaj hip hop wychodzi na tarczy nawet w konfrontacji z disko polo. Tam przynajmniej grają na żywo. I, co ważniejsze - śpiewają, w pełnym tego słowa znaczeniu. A do tego już minimalny talent mieć trzeba.
Przejdźmy do opinii na temat hiphopowców. Jest ona niestety w przeważającej części prawdziwa. Bo jak tu nie uchodzić za ćpuna jeśli 'śpiewa' się o narkotykach i bierze się narkotyki. Wiem, nie wszyscy biorą i nie wszyscy śpiewają - fakt. Ale wystarczy, że jeden zaśpiewa a inny się natracha. I będą tak samo ubrani. Taki czar uogulnień. Inna rzecz, że 'prawdziwi' ludzie hiphopu kulturą i obyciem nie grzeszą. Ale to już ich własna sprawa.
Skoro już jesteśmy przy ubiorze. Wkurzacie się na tzw. pozerów. A gdzie na spodniach, proszę ja Was drodzy hiphop boye, jest metka typu "for superhiper madafaka hardcore hiphopowiec only"? Hę? Wolny kraj. Każdy może nosić co mu się tylko zamarzy. Sam mam od roku takie szerokie spodnie /a nie wiem po co, nie chodzę w nich nigdzie - po prostu już się wstydzę/ - i czy to znaczy, że jestem hiphopowcem? Nie, a jakby mi ktoś powiedział, że tak - chyba bym się obraził :).
Podobnie jest z innymi. Czy to, że zapuszczam włosy oznacza, że jestem metalowcem? Czy to, że mam skórę oznacza, że jestem metalowcem? Czy to że mam glany, oznacza że jestem punkiem? Nie, nie i jeszcze raz, nie! Po porstu, nie macie żadnego prawa rezerwować tylko dla siebie pewnego stylu ubierania i bycia. Możecie wyzywać takich od kserowek, pozerów itp. A ja powiem - wolny kraj, można robić co się chce, ubierać w co się chce. I nic na to nie poradzicie - taka moda. Gość chce chodzić w spodniach, w których wygląda jakby narobił w majtki /krok w kolanach, duży ten papmers :)/ - tylko i wyłącznie jego sprawa.

I powoli zbliżam się do końca tego arta. Miałem jeszcze potępić hiphopowy slang, jako coś totalnie idiotycznego i beznadziejnego. Miałem stwierdzić, że używający go powinni się wstydzić, że w tak bezmyślny i ciasny umysłowo sposób śmią kalać polską mowę. Miałem rzucić kilka przykładów w postaci ziomków, ziomali, zip-ów /z tego co słyszałem, czytać po po polsku!/ i innych potworków językowych. Ale nie.
Za to napiszę, coś pozytywnego. Szczery podziw dla gości od breakdance'a. Chylę czoło przed ich sprawnością ruchową. Nie licząc graficiarzy i ich talentu, to właśnie Wy jesteście tym, co najlepsze w hiphopie.

Gregor