"THE TALE" CZ.II - YOU'RE SAVE
Saraya ponownie się obudziła. Tym razem nie męczyły ją koszmary. Leżała z otwartymi lekko oczami, przypomniały jej się dotychczasowe niezwykłe zachowanie tych ludzi. Jak mogli być dla niej tacy dobrzy, przecież jej nie znali. Dlaczego ludzie, którzy po raz pierwszy w życiu ją spotkali uczynili dla niej tyle dobra, skoro nawet od najbliższych zaznała tyle cierpień? A może oni coś knują? Może to tylko pułapka?
Usiadła. Rozejrzała się dookoła, wszystko było takie, jak przed jej zaśnięciem, spała dość krótko. Nieopodal koło ogniska siedział szczupły mężczyzna, którego twarz zakrywał kaptur, ale nigdzie nie zauważyła owego tajemniczego towarzysza, który tak dociekliwie ją o wszystko wypytywał i potraktował jak prawdziwą damę. Uświadomiła sobie, że ma już znacznie więcej sił, niż poprzednio.
- Nareszcie moje siły się regenerują - powiedziała cichutko do siebie.
Nie wiedziała jednak, że usłyszał to Zelgadiss półśpiący przy ognisku. Wstała powoli, rozprostowała się, sądziła, że mężczyzna przy ognisku śpi. Zrobiła kilka kroków w jego stronę. Zel nasłuchiwał, nie zdradzał swojej przytomności, obserwował z boku zbliżającą się w jego stronę Sarayę przez lekko przymrużone oko. Dziewczyna ośmielona tym, że on prawdopodobnie śpi podeszła bliżej i usiadła cicho obok niego. Przypilnowała pieczące się mięso, a następnie próbowała dyskretnie zajrzeć pod kaptur Zela. Gdy spojrzała w jego stronę zobaczyła jedynie ciemność i świecące z niej oczy.
- To zdumiewające, że już odzyskałaś siły i możesz chodzić. Wnioskując z twojego stanu przypuszczałem, że nastąpi to za kilka ładnych dni.
Saraya milczała, nie wiedziała co powiedzieć.
- Wybacz nieuprzejmość, jestem Zelgadiss.
- Zel...
- Tak.
- To ty mnie znalazłeś, dzięki tobie żyję.
- Pierwsza zauważyła cię Amelia, ja tylko cię przyniosłem okryłem płaszczem.
- O, przepraszam, zwrócić ci go, na pewno jest ci...
- Nie, zatrzymaj go sobie.
- Jestem Saraya...
- Wiem, słyszałem, jak mówiłaś Xellossowi.
- Xellossowi?
- Nie przedstawił ci się? Sore wa himitsu desu... - ostatnie zdanie powiedział ciszej.
- To tajemnica?
- Tak, to jego ulubione powiedzonko.
Siedzieli chwilę w milczeniu, ale oboje nie odczuwali przez to jakiejś ujmy. Czasem milcząc przy kimś czujemy, że powinniśmy coś powiedzieć, między nimi tego nie było. Zelgadiss nie chciał o sobie opowiadać, nie chciał też pokazywać jej swej twarzy. Lepiej, aby zostało tak, jak jest. Uważał, że gdyby chciała mu wszystko opowiedzieć, to zrobiłaby to. Jak zawsze nie był zbyt ciekawski, nie chciał się narzucać.
W chwili, gdy Zelgadiss podniósł się, by dorzucić gałęzi do ogniska Saraya odezwała się nieśmiało:
- Dlaczego chowasz twarz?
Zel nie odpowiedział, trochę go to poruszyło. On jej o nic nie pyta, więc ona też nie powinna. Dziewczyna wstała powoli i stanęła przed nim.
- Czy... czy mogę?
Powiedziała, po czym sięgnęła ręką do jego kaptura. Zel nie sprzeciwił się, stał nieruchomo, przyglądał się jej zgrabnym ruchom. Zdjęła powoli kaptur. Wbrew jego oczekiwaniom nie przestraszyła się, ani nawet nie pojawił się na jej twarzy wyraz zmieszania.
- Kto ci to zrobił? - spytała ciepło.
Zelgadiss stał jak oczarowany, nie spowdziewał sie takiej reakcji nieznajomej. Saraya dotknęła jego twarzy, przyglądała się jej przez chwilę, jak dziecko oglądające nowe zjawisko. Odgarnęła mu włosy i przyłożyła delikatną rękę do jego czoła. Zel poczuł ciepło jej dłoni. Nie wiedział, co o tym sądzić. Zamknęła oczy i stała tak przez chwilę, po czym odjęła rękę. Wyglądała na zmęczoną, usiadła koło ogniska. Całość trwała góra piętnaście sekund.
- Czerwony Kapłan Rezo, twój dziadek... Dlaczego jesteś taki zamknięty? Przepraszam za to, co się stało, ale nie mogłam się powstrzymać. Jednak nie dowiedziałam się zbyt dużo, nie pozwoliłeś mi.
Zelgadiss przysiadł koło niej.
- Więc... potrafisz czytać w myślach?
- Tak.
- Znasz już moją historię... - powiedział cicho, ale przerwała mu:
- Znam tylko wyrywki, jak już mówiłam jesteś bardzo zamknięty w sobie. Pewnie chciałbyś poznać moją?
Spojrzał na nią, co wystarczyło jej za odpowiedź.
- Mogę ci powiedzieć jedynie, że zmierzałam do miasteczka - Kiruti, znajdującego się kilka kilometrów stąd. Byłam trochę wyczerpana, więc zasłabłam w czasie podróży.
Zel ciągle przyglądał się jej. Na pewno mówiła prawdę, to było po niej widać, jedynie nie mówiła całej prawdy. Chwilową ciszę przerwało ziewnięcie Liny.
- Zel? - powiedziała szeptem.
- Tak?
- Jest już jedzenie?
Uśmiechnął się leciutko.
- Tak, Lina, możesz wstawać.
- Mam nadzieję, że nie jesz tyle co ona, bo nic nie zostanie dla reszty, hehe - szepnął w stronę Sarayi, na jej twarzy po raz pierwszy od dawna pojawił się uśmiech.
- Gourry, wstawaj, jest jedzenie! Gourry, wstawaj, słyszysz? Gooooouuuuurry!!!!!
- Co się stało?!! A, to ty Lina, nie krzycz tak głośno, bo ogłuchnę!
Po chwili zbudziła również Amelię, tym razem mniej bolesnym sposobem ^_^.
- Mogę się dosiąść?
- Ech, tfo ty FXelloss, sfiadaj i jedz - odparła Lina z pełnymi ustami.
Siedzieli dookoła ogniska. Wszyscy w milczeniu jedli i przypatrywali się dziewczynie, która trochę zawstydzona starała się nie rumienić, ani nie zwracać na to uwagi. Po skończonym posiłku odezwała się Lina.
- Przepraszamy za to niewychowanie, ale byliśmy naprawdę głodni. Jestem Lina Inverse, może o mnie słyszałaś?
Saraya przecząco kiwnęła głową, co trochę poruszyło Liną, więc odpowiedziała obrażonym tonem:
- Aha, a to jest Amelia, Gourry, Zel i Xelloss. A ty jak się nazywasz?
Oczy czwórki zwróciły się w kierunku dziewczyny w oczekiwaniu na odpowiedź i z nadzieją, że opowie o sobie coś, co zaspokoiłby ich ciekawość. Zel nie przejmował się tym zbytnio, kończył powoli posiłek.
- Jestem Saraya. Miło mi was poznać, dziękuję za uratowanie życia. Byłam dość słaba i zemdlałam idąc do niewielkiego miasta Kiruti położonej kilka kilometrów stąd.
Zapadło wymowne milczenie. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego tylko tyle mówi im tajemnicza dziewczyna, przecież musiał być inny powód.
ciąg dalszy z pewnością nastąpi...
Sara