"THE TALE" CZ.I - INTERESTING GIRL
Była zima, śnieg nieubłagalnie padał już od kilku godzin pokrywając wszystko białym puchem.
- Jeszcze tylko trochę, troszeczkę i... i będę na... miejscu... tylko... trochę... - zdało się słyszeć cichutki szept wymawiany zziębniętymi ustami dziewczyny leżącej na białym poszyciu pod ogromną skarpą - jescze... tylko... tro...chę... .
* * *
Nasza drużyna przedzierała się przez straszną zawieruchę próbując dotrzeć do najbliższej wioski.
- Lina, a mówiłem, żebyśmy zostali w tamtej karczmie...
- Gourry, jesteś ostatnią osobą, która będzie mnie pouczać... Jak ja niecierpię zimy...
Rozmowa ustała, nikt z czwórki nie miał ochoty na przekomarzanie się. Śnieg przestał być tak natarczywy, płatki opadały teraz spokojnie. Amelia nagle zatrzymała się.
- Panno Lino, niech pani spojrzy w tamtą stronę, coś leży na śniegu.
Wskazała palcem na ciemną plamkę.
- To jest... - zaczął Zelgadiss, który dzięki bystremu wzrokowi dostrzegł dokładnie owo "coś" leżące na śniegu - to jest dziewczyna!
- Co?!
Zel pierwszy rzucił się na pomoc, za nim biegła reszta kompanów. Gdy dotarli wystarczająco blisko oczom ich ukazała się istota o długich czarnych włosach, okryta granatowym płaszczem, spod którego wyłaniał się czarny przyodzienek odpowiedni dla podróżującej damy, czyli dość wąska, lecz nie przeszkadzająca w poruszaniu się, sukienka. Przez talię miała przewiązany czerwony pas.
- Interesujące... - powiedział Xelloss przypatrując się z powietrza dziewczynie i otwierając podstępne fioletowe oczka, po czym ponownie zniknął.
Zelgadiss uklęknął przy niej.
- Panie Zelgadissie, czy ona...
- Nie, Amelio, ona jeszcze żyje, ale wygląda na niezwykle wyczerpaną. Biały pływie, lecząca mocy! Recovery!
Zel powtórzył zaklęcie, pomogły mu Lina i Amelia, jednak zwykłe Recovery nie pomagało.
- To nic nie daje...
- Czyli nie możecie nic zrobić...? - zapytał Gourry
- Musimy... - odparł Zel - najpierw trzeba ją ogrzać, jest przemarznięta.
Zelgadiss zdjął własny płaszcz i okrył nim nieznajomą.
- Niedaleko w tej skarpie jest jaskinia, możemy ją tam przenieść i ogrzać - niespodziewanie pojawił się Xelloss.
- Dobrze - Zel wziął na ręce dziewczynę i wszyscy skierowali się do owego miejsca.
- Ależ tu ciemno i zimno - żaliła się Lina - ale zaraz temu zaradzimy, hihi. Światłości, zrodzona z płomienia, zbierz się w mej dłoni i bądź mi mocą! Lighting! No, to mamy ciemność na jakieś trzy godziny z głowy.
Zel położył dziewczynę na ziemi.
- Ale nadal jest tutaj zbyt zimno - nie przestawała Lina.
- O to się nie martw. Gourry postaw ten wieli głaz na środku jaskini.
- Ale po co...
- Rób to, co mówi Zel!
- Dobrze, Lina...
- Flare Lance!!!
- Panie Zelgadissie, dzięki panu ten głaz przemienił się jakby w kaloryfer... - Amelia zrobiła słodkie oczka w stronę wiadomej osoby.
- I ciepłe, hehe - powiedziała Lina i szybko usiadła w pobliżu "kaloryferu".
Zel położył niedaleko źródła ciepła ową nieznajomą. Przykrył ją dokładnie swoim płaszczem.
- Musi się ogrzać i wypocząć, tylko tyle możemy zrobić, pozostaje nam czekanie.
- Ależ mi burczy w brzuchu, nie mamy nic do jedzenia?
- Lina, nie pamiętasz, że zjadłaś ostatnią porcję jakieś dwie godziny temu... Auuuu, Lina...
Jak łatwo się domyślić Gourry nieźle oberwał od głodnego rudzielca ^_^.
- Więc może też wypocznijmy, przed nami jeszcze dość długa droga - zaproponowała Amelia.
- I podczas snu nie czuje się głodu - odparła... a co ja wam będę mówić, i tak wiecie o kogo chodzi ^_^.
Wszystkiemu z rogu w głębi jaskini przypatrywał się Xelloss.
* * *
Dziewczyna poruszała się niespokojnie przez sen. Nagle otworzyła oczy i usiadła. Wokół panowała cisza. Niedaleko od siebie zobaczyła śpiących Linę, Amelię i Gourry'ego. Zdziwiona i przerażona siedziała przez chwilę zastanawiając się, gdzie jest i co się wydarzyło. Nadal czuła straszne znużenie. W jaskini było jasno, ale poza nią panowała niezmierzona ciemność. Nie padał już śnieg. Zobaczyła jasną kulę w powietrzu niedaleko wejścia do pieczary, od której emanowało światło.
- Obudziłaś się - usłyszała zrównoważony głos wydobywający się z ciemnej części jaskini.
- Kim... kim jesteś...? - zapytała zdobywając się na duży wysiłek.
- Sore wa himitsu desu.
- Słucham?
- Hehehe, to tajemnica.
Siedziała przerażona, skulona, okryta płaszczem Zelgadissa, rękami trzymała kolana. Nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Na dodatek złego była zbyt słaba, aby wstać, a co dopiero uciec. Była więc zdana na łaskę i niełaskę tajemniczego głosu.
Xelloss pojawił się tuż przed nią.
- Ale zajmijmy się tobą, jak ci na imię? - spojrzał głeboko w oczy dziewczyny - Wyglądasz na przerażoną, nie bój się mnie, ja nie gryzę, chociaż czasami... hehe - ponownie otworzył szeroko oczy i przeniósł się kilka metrów dalej - A to, że znikam to tylko taka sztuczka, trik - znów pojawił się tuż przy niej, tym razem klęczał na jednym kolanie i trzymając w swej ręce jej bladą dłoń. - Więc, jak ci na imię?
Patrzyła na niego ze zdziwieniem. Kim był? Czego od niej chciał?
- Jestem... Saraya...
- Miło mi - Xelloss pocałował ją szarmancko w rękę, spojrzał w oczy po czym zniknął i pojawił się po jej prawej stronie w zaciemnionej części jaskini.
- Czemu leżałaś pośrodku, można powiedzieć, pustyni śnieżnej?
- Ja... ja... tylko...
- Nie bój się, gdybym chciał cię skrzywdzić, to już bym to zrobił, hehe.
- Kto... mnie znalazł? Kim... kim jesteście?
- Znalazł cię Zel...
- Zel? - przerwała mu.
- A tak, taka zakompleksiona chimera, nie przejmuj się nim, zajmijmy się... - pojawił się ponownie przed nią - tobą.
Usłyszeli cichy odgłos kroków i oboje obejrzeli się w stronę wejścia do jaskini. Jakaś osoba zasłonięta kapturem zbliżała się do nich. Xelloss momentalnie zniknął zostawiając Sarayę samą. Ów tajemniczy mężczyzna wszedł do jaskini. Niósł mokre gałęzie w jednej ręce, a w drugiej trzymał ciągnąc za sobą mięso niedźwiedzie.
- A więc się obudziłaś. Baliśmy się, że nie odzyskasz przytomności - rzucił cicho w stronę Sarayi, po czym zajął się przygotowywaniem posiłku - Widzę, że nadal jesteś wyczerpana, połóż się dalej spać, jedzenie będzie dopiero za kilka godzin - powiedział nie patrząc na nią.
Siedział tak, aby nie zobaczyła jego twarzy, nie chciał jej przestraszyć.
Właśnie wrócił z polowania z łupem - niedźwiedziem i tak zapewne za małym, by zaspokoic głód wszystkich członków załogi ^_^. Był na polowaniu, ponieważ nie mógł spać. Poza tym jako chimera jest znacznie bardziej wytrzymały niż reszta, więc mimo braku płaszcza nie odczuwał przejmującego chłodu.
Saraya chciała zadać tajemniczemu osobnikowi wiele pytań, ale nie potrafiła wymówić ani słowa. Oczy same jej się zamykały, więc położyła się ponownie i od razu usnęła. Lina poruszyła się nieznacznie, odwróciła się w stronę Zela.
- Nie śpisz już, Lino.
Przeciągnęła się, podeszła do Zelgadissa i usiadła obok niego.
- Słyszałeś tą rozmowę, prawda? - powiedziała szeptem.
- Tak - odparł krótko.
- Jak myślisz, o co tym razem chodzi Xellossowi?
- Nie wiem, może to zwykła ciekawość, przecież jej nie zna.
- Widziałeś jak się zachowywał. A może Xelloss się...
- Hmm?
- ...zakochał?
Zel wciąż nie odrywając się od swojej pracy powiedział wyraźnie rozbawiony:
- Lina, nie żartuj. On jest Mazoku, nie ma żadnych uczuć, może prócz nienawiści. To niemożliwe.
- Więc dlaczego...? Nigdy nie był taki...
- Nie wiem, ale z pewnością jest to część jego kolejnego planu. Zresztą może zapytasz się go o to sama, chociaż i tak wiesz, że ci nie odpowie. Xellossie, wiemy, że tu jesteś.
Lina rozejrzała się dookoła.
- Zaiste, rozśmieszyłaś mnie swoimi przypuszczeniami, Lino.
Siedział obok dziewczyny, nie patrzył na Zelgadissa i Linę. Był wpatrzony w śpiącą Sarayę.
- Niewykle interesująca osoba, czujecie jaka dziwna aura od niej bije.
Zdziwieni spojrzeli na Xellosa nie spuszczającego wzroku z dziewczyny. Spała spokojnieszym snem niż poprzednio. Zastanawiali się nad tym, co powiedział przed chwilą Podstępny Kapłan.
- To głupie, może lepiej zajmiemy się przygotowaniem tego niedźwiedzia, jestem strasznie głodna. Przez to burczenie w brzuchu nie mogłam spać - Lina przerwała tajemniczą atmosferę - Poza tym światło zaczyna się wyczerpywać. Światłości, zrodzona z płomienia, zbierz się w mej dłoni i bądź mi mocą! Lighting!
cdn...
Sara