Joseph Heller "Paragraf 22"

Jest dużo książek o wojnie. Dominują takie, w których "dobrzy żołnierze biją żołnierzy złych - tym to się zawsze należy", jak śpiewał Kazik Staszewski. Twór zawierający w sobie takie założenie, powinno się odłożyć na półkę, gdzieś między baśnie Andersena a komiksy o Supermanie. Dobrą, realistyczną książką o wojnie, może być tylko taka, po której przeczytaniu zostaje się bezwzględnym pacyfistą (cóż za błyskotliwy bon - mot ;-). Takim tytułem jest bez wątpienia "Paragraf 22".

Joseph Heller, który jest autorem wspomnianej powieści, podczas drugiej wojny światowej był lotnikiem w armii amerykańskiej. Biorąc pod uwagę treść jedynej jego publikacji jaką miałem przyjemność czytać, na froncie mu się raczej nie podobało. Opisał on dzieje lotników jednej z eskadr stacjonujących na fikcyjnej włoskiej wyspie - Pianossie. Głównym bohaterem jest niewątpliwie bombardier Yossarian, ale poznajemy też wielu jego kolegów i przełożonych. Fabuła składa się z wielu krótkich historyjek z życia każdego z nich, które się na siebie nakładają i zazębiają.

Jak już wspomniałem na początku, "Paragraf 22" jest książką głównie o wojnie. Ale nie tylko. Mnogość wątków dała autorowi dużą możliwość wprowadzania refleksji na rozmaite tematy. I dzięki temu, wszechobecny w książce jest lęk przed śmiercią, tak normalny na wojnie, tak prawdziwy, a tak często pomijany w literaturze czy filmach (a szczególnie w tych ostatnich). Oglądając jakąś hollywoodzką superprodukcję można dojść do wniosku, że nie ma nic rozkoszniejszego, niż biegać, skakać i czołgać się pod ostrzałem wroga, patrzeć jak kompani rozszarpywani są przez pociski lub umierać za ojczyznę plując krwią i błotem. Heller w "Paragrafie..." - tak jak Wharton w "Ptaśku" - ukazuje bezsilność wobec śmierci przyjaciół, mnogość możliwości pożegnania się z tym światem, tragedię, jaką jest zgon każdej ludzkiej jednostki, kruchość człowieczej egzystencji i determinację z jaką się każdy człowiek trzyma życia. Zdarza się, że bohaterowie tej książki giną, ale dzieje się to dopiero w momencie, gdy już ich poznaliśmy, przywiązaliśmy się do nich, a często nawet - polubiliśmy. Wtedy odczuwamy dość dotkliwie tę stratę, przez co przestajemy patrzeć na żołnierzy, jak na bezosobową szarozieloną masę, jak na bydło, jak na punkciki na mapie, jak na cyfry z suchych radiowych komunikatów. W każdym z SETEK TYSIĘCY poległych żołnierzy dostrzegamy jednostkę, indywiduum z uczuciami, myślami, przyzwyczajeniami, wspomnieniami, dostrzegamy odzwierciedlenie samego siebie. I to jest straszne, to oddziałuje, to pokazuje jakim bezsensem są wojny.

W encyklopedii, która kurzy się na mojej półce, jest napisane, że "Paragraf 22" jest "groteskową powieścią, w której demaskowana jest mentalność kasty dowódczej". Trudno się z tym nie zgodzić - każdy kto czytał tę książkę, zauważył, że postacie i sytuacje są karykaturalne, przerysowane, a Heller ostro krytykuje oficerów, ukazuje ich karierowiczostwo, dziwactwa, bezwzględność (podpadającą pod okrucieństwo) w dążeniu do awansów i załatwianiu swoich osobistych interesów. Różowo nie zapatruje się też na całą wojskową infrastrukturę i administrację, z tonami nikomu nie potrzebnych papierków i układami, dzięki którym można załatwić dosłownie wszystko.

Lubię książki o wszystkim. A taką jest moim zdaniem "Paragraf...". Oprócz militaryzmu zajął się w niej Heller na przykład relacjami damsko-męskimi. Jest taki rozdział, w którym autor opisuje związek pomiędzy Yossarianem a pielęgniarką o nazwisku Duckett, wspaniale oddaje uczucia, jakie towarzyszą dwojgu ludzi, którym jest ze sobą cudownie, realistycznie ukazuje błogość przebywania z osobą, którą się kocha i szczęście, kiedy może się dać tej drugiej personie spokój, radość i rozkosz. Prawdziwe do bólu są sceny na plaży, z których emanuje niewymowna cisza chwil upojenia miłosnego, czyste spełnienie. A w chwilę potem w tę idyllę, z hukiem silników wpada amerykański bombowiec, przelatujący tak nisko, że przez przypadek śmigła przecinają jednego z lotników na plaży w pół. Heller doskonale spotęgował makabrę, to dynamiczne przejście od jednej skrajności w drugą jest genialne w swoim okrucieństwie. I diablo wymowne.

"Wieczne miasto" - tak brzmi tytuł rozdziału, który autor pisał chyba w przypływie wybitnego fatalizmu. Jest to fragment w którym główny bohater wałęsa się po Rzymie, a oglądane przez niego obrazki z życia stolicy Italii, wydają się być pesymistyczną alegorią świata. Cała żółć nawarstwiająca się we wnętrzu Hellera, znajduje tu ujście, gdy ukazuje on ogrom bezsensu oraz bestialstwa zalegającego na tym globie. Głód, nędza, bezduszność ludzi, przemoc, niesprawiedliwość - to wszystko pokazane zostało bezlitośnie, w całej swej koszmarnej postaci.

Nie będę jednak zdradzał wszystkich wątków, wszystkich ciekawych elementów książki. Jeśli kogoś ta recenzja zaciekawiła i sięgnie po opisywany tytuł, sam doszuka się niebanalnych fragmentów o Bogu i wierze, rodzinie, przyjaźni, lojalności, bezduszności kapitalistycznych biznesów, głupocie ludzkiej i wielu, wielu innych niewątpliwie interesujących kwestiach.

Osobiście uważam, że "Paragraf 22" powinien zostać włączony do kanonu lektur szkolnych, choćby w roli antidotum na gloryfikację wojny i tendencyjność, z jaką była opisywana ona w takich chociażby "Krzyżakach". Słowem: "Paragraf 22" jest pozycją wartą przeczytania, w której Heller śmiechem leczył ludzką głupotę, a makabrą ukazywał bezsens i okrucieństwo wojny.

Phnom Penh
phnom_penh@poczta.onet.pl

"Wyobraźmy sobie gromadę ludzi w łańcuchach, skazanych na śmierć; co dzień kat morduje jednych na oczach drugich, przy czym ci, którzy zostają, widzą własną dolę w doli swoich bliźnich i spoglądając po sobie nawzajem z boleścią, a bez nadziei, czekają swej godziny. Oto obraz doli ludzkiej."
Blaise Pascal