Try the bigger gun!!!.... Odezwał się jeden z komandosów, którego właśnie próbowałem zabić. I jak pewnie się domyślacie - nie udało mi się. Ale to nic - pomyślałem sobie, po czym się z ładnym wdziękiem odrodziłem. Grałem więc dalej, trupy szły jeden po drugim, na około było pełno krwi. Dały się nawet słyszeć jęki jakiegoś gościa, któremu ktoś wsadził lufę pod oczy i z dumą nacisnął lewy przycisk myszy...
Można tak oczywiście godzinami opowiadać o przeżyciach podczas grania w sequel hitu Unreal, czyli Unreal Tournament (co w angielskim języku znaczy: nierzeczywista walka), ale jest to recenzja, więc w poniższym tekście będzie tak, jak powiedziałem - recenzja. Na pewno w chwili, w której czytacie ów text, myślicie: "O!!! Znowu recenzja Unreala", i w części macie rację. Jest to kolejna recenzja Unreala, których było już.... oooo (bardzo dużo), ale w końcu liczy się gra. UT przez długie lata wyprzedzał najlepsze shotery FPP, prawdziwe hity i może jeszcze przez długie lata będzie najlepszy. Rewelacyjna grafika i dźwięk, zapierające dech w piersiach efekty specjalne, płynny ruch postaci, kolorowe lokacje, znakomita fizyka gry, extra bronie i wiele innych rzeczy spowodowały, że ta gra stała się hitem od pierwszego momentu jej wydania, a nawet wcześniej (w rozmaitych czasopismach o grach komputerowych dostawała najwyższe noty - CD-ACTION: 10/10). No, ale po kolei.
Pierwsza istotna sprawa to grafika. UT już ma swoje lata i muszę powiedzieć, że pod względem graficznym, niektóre najnowsze FPP już ją przegoniły. No, ale w końcu gra nie jest najnowsza. Powiem tak: na swoje czasy miała rewelacyjną grafę (co oczywiście nie znaczy, że teraz ma paskudną - i tak jest wyśmienita). Więc, co tak naprawdę zasługuje na pochwałę grafiki? Przede wszystkim - wygląd postaci. Sposób, w jaki pokazane jest, jak wojownik trzyma broń, jest rewelacyjny. Wszystko jest uwidocznione. Głowa jest znakomicie oddana - można dostrzec najdrobniejsze szczegóły, takie jak na przykład maleńki mikrofonik, który mają twoi komandosi podczas wykonywania jakiejś misji. Tym bardziej, że twórcy gry "oddzielili" głowę od reszty ciała (czyt. akapit o broniach). Biegnąca postać po planszy to następny duży +. Znakomicie oddana fizyka gry. Jeżeli chodzi natomiast o lokacje (lub jak kto woli: plansze, rundy, poziomy, etapy), to również są one bez zarzutu. Jeżeli chcesz się dowiedzieć o nich więcej - przeczytaj akapit o mapach. Bardzo dobrze autorzy UT wykonali wszelkiego rodzaju światła, które odpowiednio zmieniają sposób oświetlania, gdy do nich podejdziemy. Wszelkiego rodzaju lampy, żarówki i tym podobne punkty rozjaśniające są świetnie wykonane. Jeżeli chodzi o grafikę - to wszystko co mogę napisać. Po prostu - w to trzeba zagrać, żeby się przekonać.
Dźwięk i muzyka - druga bardzo ważna sprawa (w końcu to 50% doznań, jakie odczuwamy grając w jakąkolwiek grę komputerową). Zaczynając od pierwszego czyli tzw. Sound. W UT gra się świetnie, gdy posiadamy sprzęt z możliwościami "Surround" czyli dźwięk przestrzenny. Wtedy naprawdę słyszymy, kiedy ktoś strzela - czy jest on z tyłu czy z boku. Oczywiście, gdy takiego cacka nie mamy - też nie musimy narzekać. Będziemy oczywiście słyszeć, gdy ktoś nas chce z prawej bądź z lewej podejść (gorzej z tyłu). Najlepsze są dźwięki wydawane podczas strzałów. Te rzeczywiście są najlepiej dopracowane. Oczywiście UT do gra głównie do grania w sieci, ale i o Singlu autorzy nie zapomnieli, jeśli chodzi o dźwięk. Gdy zabijemy jakiegoś bota, lub on nas - możemy usłyszeć "przekleństwa" lub "dumę" i rzeczywiście poczuć się, jak byśmy grali z kolegą.
Muzyka jest dość dobra (tzn. na poziomie). Najlepszą chyba możemy usłyszeć grając w misje (Assault). Wtedy będziemy się czuć, jakbyśmy oglądali film "Twierdza" albo "Tylko dla orłów". Zatem dźwięk i muza - standard podtrzymują.
Bronie! Tak, to jeden z najbardziej lubianych rzeczy podczas czytania recenzji (nie sądzicie?). Tu również UT daje po sobie poznać. Otóż każdą broń możemy (oprócz tego, że jest ich dużo) użyć na dwa sposoby, albo i więcej. Naciskając lewy lub prawy przycisk myszy decydujemy, jaki rodzaj ataku chcemy w danej chwili użyć. Np. pistoletem można strzelić normalnie lub trzymając go poziomo (szybciej wtedy strzela ale słabiej celuje). Wyrzutnia rakiet daje więcej możliwości. Albo odpalamy rakietę, albo ją wyrzucamy niczym granat, który po kilku sekundach wybucha. Możemy również przytrzymać kilka sekund lewy przycisk po czym puścić - w ten sposób odpalimy kilka rakiet na raz, które zdążyły się naładować podczas trzymania. To samo z drugim przyciskiem - wyrzucamy wtedy kilka rakiet na raz. Ciekawe, jak byś się czuł, gdybyś widział, jak leci na ciebie 5 pocisków. 0% szansa na przeżycie (No, chyba, że ktoś umie w UT robić jakieś matrix`y :)). Następne cacko (z tych ważniejszych) to broń snajperska. Używamy jej na dwa sposoby: zwykły strzał lub tryb snajperski. Tryb snajperski da nam możliwość zabicia za jednym strzałem (gdy celujemy w głowę). Nie nadaje się on natomiast na walkę w zamkniętym pomieszczeniu. Jest to broń, że tak powiem, do walki na powietrzu. Ale lećmy dalej. Broń masowego rażenia (Tak! Tak!). Taka mała atomówka, można powiedzieć. Możemy ją normalnie odpalić, wtedy leci prosto jak zwykła rakieta, albo z prawego
przycisku, i w tedy mamy możliwość kierowania jej lotem. Wówczas dokładniej można określić cel. Ale ja uważam, że nie warto używać opcji drugiej. Ta broń ma taką siłę rażenia (potężna fala uderzeniowa, chyba niespotykana wcześniej w FPP), że i tak zabije wszystkich, którzy są w pobliżu (a nawet dalej). Wyżej omówiłem tylko najważniejsze z broni, jest ich oczywiście o wiele więcej (np. Ripper, gdzie jego "naboje" odbijają się kilkakrotnie od ścian). Gdy skończy nam się amunicja broni "rozmaitych" możemy zawsze użyć sprzętu podstawowego, którego to naboje się nigdy nie kończą. W UT jest to typowy wbijak kołków czyli broń pneumatyczna. Działa tylko z bliskiej odległości, ale za to zabija za jednym zamachem. Grając w drużynie mamy jeszcze do dyspozycji mały teleporcik, którego możemy użyć, jeśli chcemy się szybciej gdzieś przemieścić.
Grywalność, mapy i tryby rozgrywki - i tu najlepsza zaleta UT. Nie ma praktycznie momentu, żebyśmy mogli się na chwilę chociaż oderwać od gry. Po prostu czad!!!! (przez duże C). Unreal Tournament w tej dziedzinie wyznaczył nową drogę dla tego typu gier. Bez przerwy jest akcja. Którąkolwiek mapę byście nie włączyli. Cały czas musisz byś skoncentrowany. Tu gdzieś skoczyć, tu strzelić, tu pobiec itd. Moim zdaniem (w punktacji szkolnej) na szóstkę z plusem. Jeżeli chodzi o tryby rozgrywki, to też ten temat nie stoi w tyle od innych. UT to przede wszystkim gra do sieciowego zabijania. Chociaż, z drugiej strony Single player też jest super. Na początku tworzymy swą postać. Mamy dostęp tylko do trybu Deathmatch, poprzedzonego krótkim, ale fajnym treningiem. Deathmatch to "tryb zabijania". Np. na mapie jest 10 postaci - ty jesteś jedną z nich. Pierwsza postać, która zdobędzie 20 fragów (zabije 20 innych postaci) - WYGRYWA! Musisz sprawić, abyś to był ty. Gdy przejdziemy jedną mapę - pokazuje nam się następna. I w ten sposób przechodzimy wszystkie mapy Deathmatch. Oczywiście nie musimy przechodzić wszystkich kilkanaście lub kilkadziesiąt nawet map Deathmatch, aby mięć dostęp do następnego trybu. Wystarczy przejść kilka, a już ukazuje nam się tryb Domination (dominacja). O co w nim chodzi? A no o to, że w tym trybie jesteś już w grupie. Natomiast zespół przeciwny jest twoim wrogiem. Na mapie znajduje się kilka miejsc, które należy "podświetlać". Gdy wchodzimy w taki obiekt, od razu zostaje on podświetlony kolorem naszej grupy. Im więcej tych miejsc mamy podświetlonych, tym szybciej nam rosną punkty. Drużyna, która jako pierwsza zdobędzie określoną liczbę
punktów - wygrywa. Zatem w tym trybie - albo idziesz i podświetlasz nowe miejsca, albo wybierasz jakiś i go bronisz za wszelką cenę aż do ostatniej kropli krwi. I tu znowu, grając w drużynie, pojawia się nowość. Możesz (naciskając klawisz V) wydawać rozkazy twoim podwładnym takie jak: osłaniajcie mnie, atakujcie, zostańcie na pozycji czy np. róbta co chceta. Dodatkowo możesz określić, który komandos ma wykonywać jaką robotę, a nie cały ogół. Gdy przejdziemy kilka mapek z trybu Domination pojawia nam się prawdziwe cacko, znane zwłaszcza graczom sieciowym: Capture the flag. Nie będę tłumaczył, o co w nim chodzi, bo wszyscy powinni wiedzieć. Jest to chyba najsłynniejszy tryb tego typu gier. Powiem tylko jedno. Zachwyciły mnie zwłaszcza dwie mapy do tego trybu. Jedna znajduje się w przestrzeni kosmicznej, na jakiejś platformie czy asteroidzie. Mamy dwie wieże - dwie bazy. Jedna flaga w jednej, druga w drugiej. Przestrzeń dość duża, snajperzy na
dachu - po prostu cudo. Druga extra mapa polega na osadzeniu dwóch zamków (gdzie oczywiście mieszczą się flagi poszczególnych grup). Dojście jest tak trudne, że powoduje to wielogodzinne ślęczenie przed komputerem w celu przejścia tej właśnie mapy. Złapać flagę to jedno - trzeba jeszcze z nią wrócić do swojej bazy :(((. Po CTF pokazuje nam się kolejny tryb - Assault (as Unreala). Jest to najciekawszy tryb. Radość dla oka! Dysponując grupą komandosów musisz wykonywać poszczególne misje i tak jak to było poprzednio - przejście jednej da ci dostęp do następnej. Tu rzeczywiście autorzy gry wykazali się dużą wyobraźnią w projektowaniu misji. Będziemy mogli toczyć walki w pędzącym pociągu, na który się dostajemy prosto z helikoptera, na łodzi, gdzie trzeba przejąć władzę i odpalić "armaty", w twierdzy, w której musimy zniszczyć ogromne działo itp. Zwłaszcza w Assault najbardziej się przydają rozkazy wydawane przez nas (ileż to razu chciałem zdjąć kogoś ładnie ze snajperki, a tu jakiś debil wparowuje z minigunem i strzela bezmyślnie). Misji nie jest zbyt dużo, to jest chyba jeden z nielicznych wad UT. Jeszcze jedna sprawa dotycząca Assault`a: gdy przejdziesz daną misję, druga jej część polega na odwróceniu ról - teraz ty bronisz tego, co wcześniej było twoim celem. Na koniec został do opisania jeszcze jeden tryb, ostatni i najtrudniejszy: Challenge (wyzwanie). Jest to mały zestaw nowych Deatchmatch`owych map, ale o znacznie podwyższonym poziomie trudności. Zwłaszcza ostatnia mapa, gdzie należy zmierzyć się z nijakim Xan`em na jego statku kosmicznym. Po miesiącu może uda wam się go zabić :). Aby mieć dostęp do tego trybu trzeba przejść wszystkie pozostałe mapy z poprzednich czterech trybów (cztery medale). A gdy już pokonasz Xan`a dostaniesz wreszcie ten wybłagany piąty medal (Champion). Będziesz mistrzem i byle kto ci nie dokopie w sieci. Jeżeli chodzi natomiast o granie w sieci (Multiplayer)
to jest on po prostu wyśmienity. Pierwsza część Unreal`a nijak się miała do grania w necie, więc nie mogłeś pokazać koledze swych umiejętności na jego osobie. Teraz masz już tę możliwość. Dochodzi jeszcze kilka rozrywek jak różne mistrzostwa, Tournament`y oraz Last Men Standing co w dosłownym tłumaczeniu znaczy: Ostatni facet stojący. Prawdziwi gracze FPP wiedzą (albo powinni wiedzieć), co ten tryb oznacza. Jeżeli nie wiesz - to do sklepu po UT.
I na tej poradzie (jakże słusznej) kończę recenzję Unreal Tournament. Ludzie - mówię wam - jeśli jeszcze w to nie graliście idźcie do sklepu i sobie kupcie, albo pożyczcie od jakiegoś kolegi. Gra warta zachodu. A jeżeli już ją macie - ćwiczcie, ćwiczcie i jeszcze raz ćwiczcie. Opłaca się. Nie pozwólcie, aby jakiś #$%^&* rozwalił was za pierwszym podejściem w sieci.
To wy go ukatrupcie, a nie on was.
Wracam zatem do gry....
RSK