Duke Nukem 3D

Historia "Księcia"

Pierwsza część Duke'a powstała w 1991 roku i była to zarazem pierwsza gra FPP {właściwe to Wolfenstein 3D, ale kontynuuj ;) - OldEnt}. Nikt nie spodziewał się chyba, że gra osiągnie sukces jako zwykła strzelanka. Jej autorami byli świetnie mi znani Allen Blum, Scott Miller i Todd Replogne. W tej recenzji zajmę się Duke Nukem 3D, lecz na razie powróćmy jeszcze do poprzednich wersji. No więc pierwsza część opierała się na silniku 2D. Jednak to nie przeszkodziło jej w byciu super grywalnej i (jak na tamte czasy) dopracowanej. Autorzy podbudowani sukcesem rynkowym stworzyli drugą część gry, czyli Duke Nukem 2 (a było to w roku 1993). Oczywiście był to poprawiony i uzupełniony poprzednik, w którym poprawiono dosyć istotne elementy takie jak dźwięk, grafika, muzyka, no i dodano nowych przeciwników. Prawdziwym hitem okazała się być trzecia część przygód Księcia, czyli Duke Nukem 3D.
Jak sama nazwa wskazuje zastosowano nowy silnik 3D, który dawał wprost uderzające prosto w twarz efekty. Był to przełom w dziale FPP. Nie wiem, czy ktoś nie słyszał o Duke'u, ale dla tych wyjątków muszę powiedzieć, że ta część przeszła do historii. Prawdą jest, że w tym całym przedsięwzięciu udział miał jeszcze Doom (o Quake'u nie wspominając) ale to już całkiem inna historia. Historia historią, przejdźmy do samej gry. Czy utrzymała dawny klimat i poziom? Czy nadal może zachwycić i powalić z nóg. Postaram się na te pytania odpowiedzieć w tej recenzji czyli...

Duke Nukem 3D

Duke to najbardziej kultowa postać FPS No więc na początku warto chyba przypomnieć sobie słynne powiedzonka Duke'a. Tak! "Peace of cake", "Hasta la vista baby", "Ready for action", "Come get some", Your face, your as* - what's the difference"... To po prostu było cudowne i co najważniejsze jest! Humor Księcia po prostu zniewalał. Ale na tym się nie kończy. Trzeba przejść już do samej gry, aby poczuć ten klimat. Na papierze naprawdę ciężko jest to wyrazić. A na klimat składa się grywalność, która po mimo ponad 4 latach jest ogromnie wysoka i czuję, jakby z każdym rokiem dosłownie powiększała się (a klimat dwukrotnie). Gra oferuje cztery opcje trudności z tym, że w ostatniej kody na nieśmiertelność, bronie itp. nie są aktywne, co czyni z tego poziomu niezłego wyciskacza potu i łez (ze zdenerwowania i załamania :). Map jest po prostu w brud, a jak komuś mało, to serdecznie zapraszam do sieci :) Tutaj znajdziecie tego jeszcze dużo, dużo więcej (dosłownie gigabajty). Powróćmy do map. Oprócz tego, że są bardzo dobrze wykonane, to jeszcze strasznie ciekawe i (co najbardziej cieszy) zaskakujące. Oto idziemy do ubikacji, otwieramy drzwi prowadzące do klozetu i widzimy przestraszonego (i chyba zawstydzonego) potwora, który w tym czasie zaspokajał swoją potrzebę fizjologiczną! Takiego typu scen jest bardzo dużo i są przez Duke'a odpowiednio komentowane( przy poprzednim spotkaniu Duke czasami mówi "Ops!"). Swoją drogą Książę też może opróżnić zbiornik z moczem, kończąc przy tym "OOOOO! Much better!". Gdy podejdziemy do jakiejś panienki tańczącej przy rurce i naciśniemy spację, Duke rzuci pieniędzmi i zachęci do małego striptizu :) W grze możemy wybrać cztery scenariusze. Każdy kończy się po śmierci jakiegoś potwora. Raz zakończenie jest na boisku rugby, raz w kosmosie.
Porzućmy temat map i scenariuszy i przejdźmy do tego, co najważniejsze w grach typu FPP, czyli broni. Standardową giwerą (pomijając oczywiście używanie buta, czego stanowczo nie polecam) jest pistolet. Oczywiście w miarę postępu w grze, będziemy mieli dostęp do coraz większej ilości środków bojowych. I tak po chwili (no, może trochę dłużej) będziemy mieli w ręku całkiem niezłą strzelbę, wyrzutnię rakiet i granatów, karabinek strzelający seriami, urządzenie mogące powiększać przeciwników (przy maksymalnym powiększeniu po prostu wybuchają) i pomniejszać (później trzeba już tylko na nich nadepnąć), specjalną broń, mogącą zamrażać przeciwników, no i jeszcze wyrzutnię rakiet, jednak to ma możliwość odpalania kilku rakiet na raz i jest to chyba najskuteczniejsza broń w grze. Oprócz tego mamy możliwość latania, a nawet włączenia cienia, który będzie symulował Duke'a.
Przeciwników w grze jest całkiem sporo, zaczynając na jakichś pokrakach upodabniających się do jeszcze bardziej nędznych żółwi Ninja, poprzez alienów, którym w żyłach płynie zielony płyn, kończąc na superciężkich do pokonania stworach z ogromną, maszynową spluwą, która niszczy niemal od razu . Dysponują oni uzbrojeniem niemal identycznym, jakim ty masz do dyspozycji. Nie wymieniam już potworów, których trzeba zabić, by skończyć scenariusz. Od zakończenia poszczególnych misji dużo zależy od poziomu trudności no i oczywiście od zaawansowania gracza.
Swoją drogą, dzięki tej grze można się całkiem nieźle wyżyć. Oto biegnę przez kanały ściekowe gdy w oddali pojawia się istota przypominająca mi moją dawną przedszkolankę, która miała bardzo podobny rozmiar głowy (o widocznych żyłach świadczących o wielu latach głębokiego zaciągania się nikotyną nie mówiąc). Szybka zmiana na granatnik i radości ze słodkiej zemsty nie ma końca.
Niewiele mniej radosna chwila czekała mnie niewiele później. Oto skrzyżowanie prosiaka z Chuckiem Norrisem mające w dłoniach (?) niezłą dubeltówkę próbuje zagrodzić mi drogę. Zmiana na wyrzutnię rakiet i po chwili na ziemi leżą już tylko flaki (ten degenerat przypominał mi trochę znajomego policjanta-pałkarza, ale to nieważne :).
Pora, abym wspomniał o muzyce i dźwięku. Po uruchomieniu gry słychać naprawdę zaje***** muzę. Tak jest i podczas gry. Muzyka stanowi tu nieodłączną część, gdyż świetnie uzupełnia klimat. Pasuje do tego co widzimy i co się dzieje na ekranie. Jednak w pewnym momencie do moich odstających uszów, w trakcie niezłej nawalanki, doszły odgłosy instrumentów na żywca przypominających... COUNTRY!!! Choć trwało to może kilka sekund (no, może trochę dłużej) po prostu miałem ochotę włożyć kciuka do mojej paszczy i zwrócić zjedzoną wcześniej zupkę. Choć akurat to niewiele wpływa na jakąś tam ocenę końcową, to pozostanie to na długu w mojej pamięci. Autorzy gry także po mistrzowsku operowali dźwiękiem dochodzącym z otoczenia (choć brakuje dźwięku wydobywającego się z pokoju gdzie kręcony jest film [naturalnie pornograficzny] {Tak! Tak! Nie takie miejsca jeszcze Duke odwiedzi;)))))}{cały Duke :) - OldEnt}. Oddaje on wszystkie rzeczy, które dzieją się wokół Duke'a ( odgłosy wystrzału strzelb, ostatniego krzyku przeciwnika, itp.)
Oddzielną sprawą jest tutaj grafika. Tekstury co prawda nie rozłażą się na wszystkie strony, ale dziwne jest gdy widzimy jeepa, którego kształty przypominają raczej romb niż zwarte, prostokątne linie najpopularniejszego terenowca świata (jest to dogłębniej mówiąc stary, poczciwy Willis). Wnętrza budynków są wykonane ładnie, barwnie. Jednak osobliwe są np. animacje. Lecz nie mam się tu prawa przyczepiać, bo w końcu grę wykonano 4 lata temu. Ale co mi tam: napiszę! W końcu nie byłbym sobą, gdybym nie wytknął choćby najmniejszego szczegółu. Otóż bila po uderzeniu nie toczy się, a sunie po zielonym stole. Ciekawe są też ruchy napotkanych potworów: jeden porusza się jakby miał w butach ołów. Drugi osobnik skacze po tobie bez większego celu (co prawda ma niezły automat ale...). Na samym początku gry zauważyłem niemożliwość zeskoczenia Duke'em z wysokiego wieżowca na sam parter (no dobra - tu się już czepiam...:))).
Mam taką zasadę, że nie porównuję starych gier do nowych. Ciężko byłoby porównać tę gierkę do np. Quake III czy Unreala. Tak więc nie spodziewajcie się jakiejś oceny końcowej, plusów i minusów. Ja się w takie syfy nie bawię. Specyficzne jest jednak to, że mimo tych 4 lat i tak wielu dostępnych gier FPP na rynku wielu graczy powraca do Duke Nukem 3D. Nie da się ukryć, iż gra ta jest wyjątkowa. Lecz fani Księcia czekają już na kolejną część tej gry. Duke Nukem Forever, bo o nim mowa, zapowiadany był już dużo wcześniej. W planach są też inne części Duke Nukem: Endagered Species, Manhattan Project. Jest też wersja na Gameboya. Brak konkretnej daty wydania DN: Forever mógłbym wytłumaczyć tym, iż autorzy planują pewnie jakąś niespodziankę. Oby miłą, czego Wam i sobie serdecznie życzę.

ARTUR KOZYRA "PRYMUS" ®