[darkgirl||hackx:)||::=vbeta001g=::]

Chakjerzy

Krótko ostrzyżony chłopak odrywa wzrok od czarnego ekranu - przesuwają się po nim kolumny znaków azkowych. Przeciera zaspane oczy, drugą ręką obmacuje blat zawalonego książkami i broszurkami stołu. Znajduje w końcu półpełną butelkę pepsi, wychyla nawet nie patrząc na etykietkę i pustą odrzuca do tyłu, na stos pustych pudełek po pizzy, kubków, starych ciuchów... Wraca spojrzeniem na ekran, na którym zdązyła pojawić się linia:

Dec 11 01:27:38 Cypherpunx rlogind[277] Connection from 193.152.14.187 on illegal port

Chłopak spokojnie ociera czoło i jego palce zaczynają śmigać po klawiaturze (notabene równie zasyfionej jak reszta pokoju)...


Stereotyp amerykańskiego hakera/krakera/innego mastera.
Doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Moze nie działo by się tak, gdyby był choć trochę prawdziwy.
Ale o tym na końcu. Teraz zacznijmy od spraw bliższych.
Zdarzało się, że siedziałam sobie na ircu, aż tu nagle jakiś superhiroł wylatywał z tekstem:
pshed kfila shackowalem sajta!!!
< dg/reen/>URL, master of puppets (hik!)
<m_o_puppe>URL?
<dg/reen/>tego `sajta, miszczu
<m_o_puppe>tsheba byo tak od rasu: www.strona.ewelinki.onet.pl
I jak tu być tolerancyjnym? Kiedy tacy ludzie kreuja wizerunek Sieci? Tyle się teraz mówi o rozmaitych `przestepstwach w cyberprzestrzeni!', `nowych superwirusach!', `hiperskutecznych trojanach!... Niedobrze się człowiekowi robi. Gdzie się nie spojrzy widzi się rzesze winnukerów i innych prosiakowatych lam, ktorzy za szczyt hackerstwa uważają takeover jakiegos biednego ircowego kanału. Albo, dla których podmienienie strony jakiegoś nielubianego kumpla mieszkającego trzy bloki dalej. Lub przejęcie czyjegoś konta pocztowego. Media rozdmuchują najbardziej trywialne sprawy, wzbudzając w niedzielnych chakjerkach chęć niszczenia. I użeraj się z takim, który ledwo liznął jakiś język programowania i uważa się za pana wszechświata, trąbiąc na siedem stron świata `jakim-to-megahackerem-on-jest-a-cala-reszta-to-lamy". Najczęsciej taki ćwierćinteligent nie widział nawet terminala na oczy - jego hackowanie polega na ściągnięciu z Sieci kilku programów, wybraniu przypadkowego adresu IP, i gdy jakimś dziwnym trafem adres ten okaże się istniejącym zabawa czyimś kompem. Oj, potrafi taki krwi napsuć, potrafi. Nawet o tym nie wiedząc - głupek, który nie potrafi naprawić nawet tego, co zepsuł.
Jakiś czas temu słuchałam programu poświęconego ludziom nie obeznanym z kompami, ale ich używającym. Spiker (bo był ten program w radiu) straszył biedaków właśnie takimi demolkerami. Najpierw troche się z niego podśmiewałam, ale pózniej zrozumiałam coś, co nie wszyscy sobie tak do końca uświadamiamy. Otóż właśnie takich przygłupów powinniśmy się bać. Nie ludzi, którzy asemblera znają jak własną kieszeń, którzy potrafią dostać sie na najbardziej strzeżony serwer bez wiedzy admina. Ludzi, którzy wykorzystując powszechnie znane dziury w systemach wbiegają do nich tupiąc i ciągnąc za sobą warkocz smrodku wyczuwalny na trzy kilometry. Bo tacy potrafią dopiero zepsuć... Prawda, Kunisko?
Pamiętacie czasy, kiedy komputer z dostępem do netu miało kilkadziesiąt osób w mieście kilkudziesięciotysięcznym? Wtedy nie było problemu z takimi idiotami, wtedy każdy każdemu pomagał w zdobywaniu wiedzy... To był ten cały friendship, tak dziś wyśmiewany i obrzucany bluzgami. Pretensjami o jego brak (obojętnie czy na demoscenie, na ircu, w usenecie, czy gdziekolwiek indziej) obarcza sie właśnie te stare wygi, które z wielką podejrzliwością podchodzą do newbiesów, często oceniają ich surowo, niesprawiedliwie, starają się od nich odciąć.
A mnie się zdaje, że wina leży po tej drugiej stronie.
Że ludzie, którzy już długo działają na dowolnej scenie, dowolnej platformy na początku byli nastawieni przyjaźnie. Nową krew witali z radością, zaufaniem, przyjmowali do undergroundowego grona. Było otwarte, choć wciąż kierowało się swoistymi prawami. Ale newbiesy nagle zaczęły napływać masowo, coraz częściej zdarzało się, że zaufanie `3lity' zostawało naruszone w chamski sposób. I 3lita po setnym razie powiedziała `Nie!' i odcięła się od `wsiowego lamerstwa'. Zaczęły się parties invite only, bluzganie na nowych, bojkotowanie nie trzymającyc poziomu prac młodych scenowców. Młodzi nie pozostawali dłużni. Zaowocowało to regularną wojną.
I po cholerę to?
Bo są ludzie i ludziska.
Czy naprawdę ludzie są po to, aby psuć innym życie? Czy musimy wyrabiać sobie wszędzie opinię przeszkadzajek? Nie możemy rzetelnie wykonywać swojej roboty?
Wkurza mnie, że ktoś bawi się kompem mojego niezbyt biegłego kumpla, choć nawet w życiu porządnego skanera portu nie widział, nie wie, co to SATAN, a jedyne nazwisko jakie kojarzy to Kevin Mitnick. który chełpi się publicznie, jeśli tylo uda mu się podmienic jakąś strone, wleźć przypadkiem na jakiś darmowy serwer i zawiesić go na kilka godzin. Wkurzaja mnie spamerzy rozsyłający durne programy, łańcuszki i inne równie ciekawe rzeczy. Dokumenty *.doc z wbudowanym strasznie ciekawym makrami. Ludzie, którym nie wystarczy raz powiedzieć, że są w mordpliku, muszą testować cierpliwość bota. I co tu poradzić?
Gdzie jest honor?
Wkurza mnie, gdy którys z takich panów dowie się, że jestem dziewczyną i próbuje zdenerwować mnie testując moje zdolności (które prawdę mówiąc zbyt wielkie nie są). Get a life.

Wróćmy teraz do naszego cyberpunka. Media kreują takie postacie jak przedstawione. Nic bardziej mylnego. Mam mozliwość obracania się wśród ludzi dość dobrze obeznanych z komputerami, jestem pewna, że kilku z nich dostawało się niezbyt legalnymi drogami na przeróżne serwery (na przykład uczelniane=>pzdr. dla atr'u ;>), ale nigdy nie dowaiadywałam się tego bezpośrednio od nich. Liczę, że czytający to wezmą to sobie do serca:)
Poza tym nawet patrząc na wygląd... Kto i gdzie powiedział, że hakier musi nosić spodnie z krokiem w kolanach albo skórzany kombinezon? Słuchać hip-hopu lub trance'a czy innego tekkno? A w filmach spotyka się tylko takich cyberpunków. A ja powiem tyle: żaden z `moich' hakierów nie jest skejtem, najczęściej są to zupełnie normalni ludzie, ubierający się całkowicie normalnie, niczym nie wyróżniającymi z tłumu. W życiu nikt by nie powiedział, że Tomek właśnie skończył pisanie całkiem niezłego sniffera. I czym tu się martwić?
Bo luzie widzą, jak Tomek pije herbatke i wpyla bułki z kiełbasą. A widzieliście kiedyś hakiera jak je chleb? Nie, przecież oni żyją na dietetycznej koli, pizzy na telefon, chipsach i starych hamburgerach. Nie mają ani rodziny, ani znajomych.A odezwanie się do kogoś, pomoc nie-za-pieniądze jest poniżej ich godności. Oni 24godziny na dobe siedzą przed komputerem, podpięci pod linię sąsiada (albo lepiej - zfrejkowali serwer telekomunikacji i siedzą za friko już od roku 1988). Dzizas.
Nie wiem, czy komus coś ten tekst pomógł. Apeluje tylko o niepisanie artów które mówia, jak wygląda i kim jest Haker, czym różni się od lamera i crackera, jak wygląda i co może op... Dajcież wy sobie spokój!

Pozdrawiam,
DG
[darkgirl||hackx:)||::=vbeta001g=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl