To miał być fajny, październikowy poniedziałek. Akurat na ten dzień dostałem wezwanie na komisję wojskową na badania. Miałem nadzieję, że wszystko pójdzie bardzo szybko jak poprzednio(no bo najpierw się dostaje wezwanie na jakąś rejestracje, potem coś pytją i rozdają książeczki wojskowe czyli...przychodzisz o 8, wracasz o 9). Oj...jakże się myliłem. No ale od początku. Najpierw jak miało być: Planowałem powrót do domu przed 10. Później miałem grać w taką grę, może o niej słyszeliście, Max Payne. A teraz jak było: Godzina 3:30 w nocy...DRYYYYYYŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃ!!!- budzik pośpieszył się o dwie godziny! Już wtedy mogłem wpaść na to, że cały dzień będzie spie... spartaczony:). No ale dobra. Autobus do wrocka o 6:30...spóźnił się! W dodatku był zatłoczony a ja musiałem siedzieć obok jakiegoś nałogowego palacza(poznałem po smrodzie). Ok. Dojechałem do wrocka i po kilkunastu minutach znalazłem wku przy Gajowickiej(podałem nazwę ulicy po to aby ci co mieszkają we Wrocławiu mogli potem mówić jaki to ja jestem idiota). Tam mi powiedziano, że skoro mam kategorię B6(nie wiem za co. Może za to, że aby zrobić przysiad lub pompkę potrzebuję pomocy) to muszę udać się na badania pod wyznaczony adres jaki mi teraz napisali, zrobić do 14 wszystkie badania jakie mi będą kazać zrobić. I jescze jedno: najlepiej udać się tam przed 9. Fajnie. Miałem pół godziny. Ok. Jaka to ulica? "Dawna Czerska" No to mi kurka baardzo pomogło! Jakiś oficer wytłumaczył mi, że to tam gdzie szpital wojskowy. A jak tam dojechać? Cytuję: "Musisz wsiąść w autobus 127 i jechać do samego końca. Przystanek jest tuż obok. To prste." Jeszcze nigdy w życiu nikt tak mnie nie okłamał:) Oka...Wychodzę, patrzę przystanek i...autobus 127! Wskakuję w ostatniej chwili i jadę...i jadę...dodam, że nie mam zielonego pojęcia co gdzie jest we Wrocławiu(nie wspominając o nazwach ulic)...więc jadę...i wysiadam na...jakimś zadupiu (dodam, że to była moja pierwsza myśl jak wysiadłem). No dobra...Gdzie jestem? Pytam się kogoś gdzie jest ta ulica a facio mi, że jak od trzech lat tu mieszka to w życiu o takiej nie słyszał. Zapytałem się kogoś innego o ulicę i wtedy gość się aż za głowę złapał! A jak mu powiedziałem, że powiedziano mi, że to tu...to popatrzył na mnie jak na upośledzonego. Gdzie wylądowałem? Ano w Kozanowie. Od szpitala wojskowego dzieliło mnie jakieś...7kilometrów? A nie wiem. Smuggler mieszka we wrocku to niech tu dopiszę ile. W każdym razie pojechałem w drugą stronę! Na drugi koniec miasta! Kiedy wreszcie znalazłem szpital wojskowy była 9:45. Znalazłem budynek komisji. Tam najpierw pytają się co tak późno? To tłumaczę...iii...powiedzmy, że moja historyjka wywarła na nich wrażenie. Kazali mi zrobić rentgenowskie zdjęcie płuc, badanie okulistyczne, laryngologiczne i badanie moczu. No dobra...Ze zdjęciem poszło łatwo. Na takich niebieskich tabliczkach informacyjnych było napisane(i może jest do dziś:)) gdzie można zrobić prześwietlenie Ze zdjęciem pobiegłem do innego budynku aby zrobić opis zdjęcia. Tam coś narzekali, że nie ma pieczątki, że kto kazał robić zdjęcia, że jestem spóźniony...No ale po dłuższej chwili napisali, że żadnych chorób nie stwierdzono(dziwne...Ja to wiedziałem w sekundę po spojrzeniu na zdjęcie). I jescze pytali się mnie za co mam kategorię B6. To oni mają wiedzieć! Oka...teraz okulista. Hmmm...gdzie? Pierwsze piętro...nie ma. Drugie...nie ma. Trzecie...no kuźwa! Laryngologa też nie ma!! Myślę sobie, że zaniosę zdjęcie do komisji bo jeszcze coś się złeego ze zdjęciem stanie (i już wtedy miałem rację). A tam nie byli zadowoleni. Powiedzieli, że zdjęcie to moja własność! W dodatku gość narzekał, że nie zrobiłem reszty badań. Mówię: "Nie uwierzy mi pan ale ja nie wiem gdzie!" A on: "Ma pan rację. Nie wierzę" Westchnął i dopisał mi, że mam jeszcze iść do neurologa I zaczął tłumaczyć, że okulista, laryngolog i neurolog są w budynku przy Ślężnej ileśtam. No bardzo to mi kurna pomogło! A potem zaczął mi tłumaczyć jak dojść do budynku głównego, gdzie nawiasem mówiąc już byłem, i jak dojść do labolatorium. "...i tam będzie tabliczka RE-JE-STRA- -CJA. Powtórzyć?" To ja wyciągam notes, ołówek i pytam się: "Rejestracja? tak?" Powiem delikatnie ...facio nie miał poczucia humoru. Po godzinie znalazłem okulistę. Od razu zapytał się mnie czy nie chcę pojechać do Afganistanu. A po badaniach zapytał się mnie za co mam B6...Heh. Oka. Teraz pozostali lekarze...Ale gdzie?! Wytłumaczono mi, że to nie w tym budynku. Minęło pół godziny zanim ktoś się zlitował i powiedział, że to w budynku przy wejściu(pamiętajcie!:)). A o co się pytał laryngolog? Za co mam B6! To oni nie mają własnej dokumentacji?! Poszło szybko. Znalazłem neurologa...iiii...O k***a! Ale kolejka! Jakieś cztery stare baby! Po jakimśtam czasie przyszła moja kolej. Wyrwałem korzenie i wpakowałem się do środka. Pyta się mnie kobieta za co mam B6! No co ja kurna jestem?! Przenośna baza danych dotycząca poborowych!? No dobra...Puknęła mnie jakimś młotkiem po kolanach, rękach, głowie i kazała machać rękami. A potem pyta się mnie czy mam jakieś problemy neurologiczne. Mam ale...zapomniałem jakie:) Mówie, że nic mi nie jest. Że nie wiem co tu robie i takie tam. Patrzy kobieta na mnie jak na wariata. No dobra...Wpisała cośtam do katek i wyszedłem. Zostało badanie moczu. Nie będę tu się wdawał w szczegóły bo chyba każdy wie o co tu chodzi. W każdym razie przez to, że ktoś na mnie potem wpadł na korytarzu... połowa "zawartości" plastikowego kubeczka wylała się na zdjęcie rentgenowskie(a nie mówiłem?). Czekałem chyba z godzinę na wyniki. Potem poszedłem z papierami, zdjęciem(fuj!) do budynku z komisją. Tam gościu obejrzał zdjęcie(haha! Zgadnijcie za jaką połowę złapał?:))), zerknął do papierów, coś napisał, zapytał się mnie czy byłem kiedyś w Afganistanie i za co mam B6. Już chciałem powiedzieć, że za ubytek na zdrowiu psychicznym odniesiony w Afganistanie ale na szczęście zadał jakieśtam inne pytanie. A potem kazał mi zabrać zdjęcie(cholera!) i podziękował. No dobra...Teraz jak dojść na dworzec pks? "W prawo." -mówili przechonie. No dobra...Po 40 minutach doszedłem. Czekałem chwilę na autobus i wróciłem do domu. Jak wróciłem to była 17:31. Ufffffff. Więc jeśli pewnego poniedziałkowego, pier...ekhm!...pięknego dnia widzieliście jakiegoś wariata ze zdjęciem rentgenowskim to...niestety byłem ja. No dobra. Trza napisać coś optymistycznego w tym tekście...Hmmmm...Komunikacja miejska została stworzona po to aby ułatwiać ludziom poruszanie się w mieście...Buahahahahahahahahahaha LOL:))) ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN PS. W następnym odcinku: Czy pierdnięcie motyla w Europie Środkowej ma wpływ na tajfuny w Chinach? Ponadto test "Jak rozpoznać Elvisa w człowieku?" Czy to ty jesteś Elvisem? A może twoja ciotka? A na koniec wystąpi "teatrzyk jednego poj**a"!! Zapraszamy:)))))) Sponsorem powyższej informacji jest www.actionmag.despi.net z pozdrowionkami dla pewnego wszechwielkiego Arbuzzzzza:)