O nauczycielach infy, ale tych... głupszych???

               No to po przyjściu w pierwszy dzień do szkoły patrzę na plan i widzę, że zmienili mojego nauczyciela informatyki na takiego, którego znam, gdyż uczył mnie już wcześniej. Moja opinia o nim była raczej dobra, no ale poczekajmy na pierwszą lekcję. No i cóż mogę powiedzieć, z pierwszej lekcji wyszedłem z dużym niesmakiem (no to jednak świat jest popieprzony). Było to spowodowane kilkoma powodami:
        Porównując mojego poprzedniego nauczyciela nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wyleciał z naszej szkoły (ew. sam odszedł) gdyż za dobrze mu tu szło. Bardzo boję się (szczerze) następnych lekcji, nie wiadomo co on wymyśli. No ale pożyjemy-zobaczymy co przyniesie kolejny dzień. Na razie jest w miarę dobrze, bo przerabiamy teorię i czekamy na nowe komputery. Właśnie, nowe komputery, będą to na pewno maszyny zaopatrzone w Pentium 4. Zastanawiam się do czego w szkole komputery z procesorami przeznaczonymi głównie do zastosowań profesjonalnych (nic nie mówię, masz kasę to kup sobie takiego do domu, twój wybór), przecież dobre do szkoły (gdzie pracuje się głownie na programach biurowych) są nowsze wersje Celeronów lub Durony. Pentium - rozumiem na serwer, no ale... Nasze państwo ma dziurę w budżecie wielką jak "brzydkie słowo" ale stać je na kilka(naście) tysięcy procesorów (nie najtańszych, sami przyznajcie) do szkół. Nie jestem ekonomistą więc wyliczeń się nie podejmuje (jeśli jest ktoś kto się zna i ma dobre dane, niech obliczy ile to kosztuje i opublikuje swoje wyliczenia) ale moim zdaniem na tym interesie nasze państwo trochę kasy straciło.

Kontakt z autorem

P.S. Pozdrowienia dla redakcji i wszystkich, którzy to czytają.