Siedzę sobie na wykładzie. Prof pieprzy jakieś głupoty, nawet nie wiem jakie. Nawet go nie słucham. Właściwie to piszę te słowa na wykładzie. Wkoło ludzie, ale nie ma do kogo się odezwać, a może po prostu sam tego nie chcę? Nie wiem. Zamykam się w swoim świecie, coraz bardziej i bardziej. Mam jednak nadzieję, że kiedyś mój świat się otworzy, że nie zamknie się bezpowrotnie. Słowa te są smutne, lecz jakże prawdziwe. Każdy z nas zamyka się coraz bardziej, choć z zewnątrz wygląda to całkiem inaczej. Każdy jest rozmowny, wesoły. A ja, no cóż, siedzę sobie z boku i obserwuję. Rzadko się odzywam. Może tak chcę, a może inaczej nie potrafię? Dzisiaj mam jakiś zły dzień, taki melancholijny. Może dlatego, że się nie wyspałem, zacząłem myśleć o wszystkich złych rzeczach jakie mnie spotkały? Nie wiem. Patrzę na zegarek sąsiadki z ławy. Wykładu został gdzieś z godzinkę. A ja nadal mam zły humor. Popadam coraz bardziej w nostalgię, lecz proszę o wybaczenie. Nie wiem co się ze mną dzisiaj dzieje. Może choruję? Jeśli tak, to potrzebuję pomocy, ale skąd, kto mi pomoże? Jedynie ja sam sobie mogę pomóc, lecz jak? Kto to wie. Czuje się taki samotny. Maleję coraz bardziej, a świat wokoło rośnie. POMOCY!! Ja tak nie chcę. Pragnę się otworzyć, lecz jak? Śmiech na sali. Co się stało? Profesor sypnął dżołka? Pojęcia nie mam. Nie wiem co się wokoło mnie dzieje. Ktoś mnie szturcha i mówi:
- 15 minut cię wołam, co z tobą?
Ja nic.
-No co?
-Nie, nic.
Chcę powiedzieć coś więcej, ale boję się śmieszności. No bo kto wysłucha mnie, a później nie będzie się śmiać? Może jedna osoba z 200 na sali.
Więcej nie będę pisał, pora posłuchać co prof mówi chociaż przez te 40 minut. Na żadne postawione pytanie nie udało mi się odpowiedzieć i prawdę mówiąc nie pragnę usłyszeć na nie odpowiedzi. Czy chcę być samotny? Chyba nie. A może jednak?
Żegna się:
XXX?
Chyba będę pisał dalej. Dlaczego? Ponieważ patrzę na profa, widzę że mówi, lecz nic nie słyszę. Za bardzo rozbudziłem w sobie ten jakże dziwny nastrój, który od niechcenia można by nazwać złym humorem. Prawdę mówiąc dobry humor mam rzadko, lecz dzisiaj ten zły dał o sobie znać ze zdwojoną siłą. Ale dlaczego? Po co? Co źle zrobiłem? Może jak wrócę do domu to będę się czuł lepiej? Nagle grobowa cisza. Co się k... dzieje? Aaaa. Jakaś panienka dostaje opieprz. Ale za co? Nie wiem. Dobra wracam do siebie. Do mej duszy, która jak się każdy domyśla, za dobrze się nie trzyma. Txt ten piszę po to aby sobie ulżyć, wiem że jest strasznie chaotyczny, wiele rzeczy jest bez sensu. Ale nie dla mnie. Dla innych zapewne są to kolejne teksty świra któremu się nudzi. Ja jednak uważam inaczej. Dla mnie jest to swego rodzaju spowiedź, która ma na celu uwolnić mnie od tego wszystkiego. Ludzie wokoło dziwnie się na mnie patrzą, ponieważ non stop piszę. Nie ważne czy prof gada czy nie. Patrzę po ludziach, każdy siedzi bo musi, wykład nudny jak diabli. Mnie to nie przeszkadza bo i tak nic nie słyszę. Jedynie siebie, umęczonego, złego, samotnego i smutnego. Dobra koniec! Pozbieraj się chłopie! Nie jest tak źle. Ma się paru przyjaciół. Właśnie paru. Można policzyć na palcach jednej ręki. Zna się ludzi wielu, ale przyjaciół tam nie użyczysz. Cholera ale się rozczuliłem, przecież jestem twardy, jestem facet, a rozklejam się. Trzeba się wziąć w garść. Nagle nachodzą mnie myśli samobójcze. Ale co z tego, przecież jestem tchórzem i nigdy tego nie zrobię. Dobrze to czy źle? Znowu nie wiem. Ogólnie mało wiem o życiu. Jakie jest? Wiem tylko, że okrutne. Co więcej? Hmmm. Co w nim dobrego? Tylko jedna rzecz, że się kończy. Ale ja się boję tego końca. Samotnego, smutnego końca. Pisać jeszcze? NIE!!! Chyba już nie. Starczy tego użalania się, a poza tym wykład kończy się za 5 minut i będę sobie mógł iść do domu. W domciu włączę sobie muzyczkę i przestanę o tym wszystkim myśleć, uwolnię się od mej samotności... nareszcie.
XXX?