ATAK NA NAS WSZYSTKICH

To miał być normalny, spokojny dzień. Wstałem jak zwykle o jedenastej (gdy to piszę, jest wrzesień, mam jeszcze wakacje, więc siedzę do późna w nocy), po południu pogrywałem sobie trochę w Fallouta i Panzer General 3D, potem wstałem od komputera i włączyłem telewizor. Skacząc po kanałach doszedłem do Sky-News. Zobaczyłem napis "Samolot wleciał w wieżę World Trade Center w Nowym Jorku" i zamurowało mnie. "Co oni sobie jakieś jaja robią?" - pomyślałem - "W World Trade Center?" Choć wiedziałem, że jest połowa września, jeszcze raz powtórzyłem w pamięci datę. To nie był prima-aprilis. Na ekranie widziałem palącą się wieżę. Była czternasta pięćdziesiąt czasu polskiego. Zadzwoniłem do kolegi, powiedziałem mu, co się stało. Byłem przekonany, że to wypadek. Chwilę potem na moich oczach drugi samolot wleciał w drugą wieżę. Znowu zadzwoniłem do tego samego kumpla. "To już jest chyba koniec świata" - powiedziałem pół żartem, pół serio.
Ciąg wypadków, jakie się potem wydarzyły, będę pamiętał bardzo długo. Z totalnym niedowierzaniem czytałem następne komunikaty "Zawiadomienie o wybuchu w Pentagonie", "Stwierdzono, że to nie wypadki, a zamach terrorystyczny", "Trzeci samolot porwany", "Zawiadomienie o wybuchu na Kapitolu (co na szczęście nie było prawdą ), "Trzeci samolot rozbił się pod Pittsburghiem". I raz po raz szczypałem się w rękę, aby sprawdzić, czy to naprawdę rzeczywistość. W końcu obie wieże runęły. Czułem się bardzo dziwnie. Przecież włączyłem telewizor dwie minuty po pierwszej katastrofie. OGLĄDAŁEM NA ŻYWO NAJWIĘKSZY DRAMAT W HISTORII XXI WIEKU.
Jestem człowiekiem wrażliwym, poza tym mam bujną wyobraźnię. Od dziecka bałem się horrorów, nie oglądam do dziś tego typu filmów. Alfred Hitchcock podał kiedyś swą receptę na dobry thriller: "Najpierw trzęsienie ziemi, a potem wystarczy tylko stopniować grozę". Patrzyłem w ekran od pierwszej informacji w "Wiadomościach", że płonie jedna wieża, do zawalenia obu. To najstraszniejsza rzecz, jaką widziałem. Zupełnie jak u Hitchcocka, tylko że w rzeczywistości. Kilka razy w katastroficznych filmach oglądałem płonący Biały Dom, Kapitol, ruiny Empire State Building. Nie przypuszczałem, ba, w głowie mi się nie mieściło, że pewnego okropnego dnia coś podobnego wydarzy się naprawdę.
Swego czasu grałem w "Hopkins FBI". Gra zaczyna się intrem, z którego dowiadujemy się, że grupa terrorystów szantażuje rząd USA, grożąc użyciem bomby atomowej. Po odrzuceniu żądań przez prezydenta i Kongres dochodzi do zrzucenia jej na Kalifornię i śmierci pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Zawsze, gdy to słyszałem, myślałem :"Bajeczka, tylko w grach, toż to byłoby bestialstwo bez granic". Jeśli jeszcze kiedyś zagram w Hopkinsa, będę słuchał tych słów inaczej, ze świadomością, że są na świecie szaleńcy, którzy nie zawahają się tak zrobić.
Kupiłem dzisiaj najnowszy numer CD-ACTION. Na jednej ze stron widzę hasło reklamujące pewną grę o trzeciej wojnie światowej: "To fikcja, która może stać się rzeczywistością". W grze wojna wybucha o kończące się zasoby paliwa. Jednak moim zdaniem wojna swiatowa XXI wieku może wyglądać inaczej. Po okropnościach dwóch wojen światowych w ubiegłym wieku wielkie mocarstwa nie rzucą się na siebie z bronią i rakietami atomowymi. Ludzkość trochę zmądrzała i wie, że oznaczałoby to zagładę naszego świata. Wojnę może wywołać ktoś, dla kogo nic poza celem się nie liczy, na przykład religijni fanatycy. USA nosi się z zamiarem odwetu, NATO ogłosiło, że traktuje ten zamach jako atak na cały sojusz. Można powiedzieć, że NATO jest w stanie wojny. Z żadnym państwem, ale w stanie wojny. W pewnym sensie jesteśmy u zarania trzeciej wojny światowej.
W tym samym CD-ACTION, w Gamewalkerze, jeden z redaktorów mówi na temat słabej gry o CIA w następujący sposób: "Jeśli CIA pracuje na takim poziomie, na jakim jest gra, to ja się dziwię,że USA jeszcze istnieje". Te słowa nie mają nic wspólnego z tragedią w Nowym Jorku, zostały wypowiedziane żartem i jakiś czas przed atakiem, ale dziwnie dzisiaj dla mnie brzmią. Wiadomo, że Arabowie (bo że zrobili to oni, nie ma już wątpliwości, choć nie wiadomo jeszcze kto konkretnie) przygotowywali się do zamachu przez około pięć lat, że lotniska, z których porwano samoloty, były śledzone od pół roku itp. Jeżeli taki atak był możliwy na terytorium najpotężniejszego państwa świata, to chyba nikt na Ziemi nie może czuć się bezpieczny. Przyznaję, że byłem i jestem wstrząśnięty. Tym, co się stało i faktem, że jesteśmy bezradni. Niektórzy nazywają wydarzenia z 11 września drugim Pearl Harbor. Tym razem to atak znienacka nie tylko na Amerykę, ale na cały świat. To atak na nas wszystkich, na naszą wolność i system wartości i cała ludzkość musi mu się przeciwstawić. Jak tego dokona - zobaczymy. Na razie świat daje piękne świadectwo solidarności z ofiarami. Przed chwilą wróciłem ze spaceru po swoim osiedlu. W wielu oknach płoną świece. Na całej planecie organizowane są marsze, stacje radiowe i telewizyjne przerywają program. Niebawem świat otrząśnie się z szoku. Ciekawe, co będzie później. FBI rozpoczęło największe w historii śledztwo. Czy USA zaatakują Afganistan? Czy uda się złapać domniemanego sprawcę, Osamę bin Ladena?, Czy to rzeczywiście on ponosi winę? A jeśli nie on, to kto? Co na to Rosja i świat arabski? Czy dojdzie do kolejnej wojny? Gdy będziecie czytać ten tekst, znane będą odpowiedzi na wiele pytań. Jak już napisałem, jestem nadwrażliwy i mam bujną wyobraźnię. Ponadto, zaledwie trzy doby po tej tragedii nie da się całkiem trzeźwo myśleć. Postanowiłem napisać ten osobisty tekst jako formę protestu przeciw temu, co się stało i solidarności z ofiarami. Oby nie sprawdziły się najczarniejsze scenariusze z mojego arta.


Nie na żarty przerażony i wstrząśnięty:

Donald 

P.S. Tekst wysłałem we wrześniu, ale pierwszym razem nie doszedł, więc posłałem go ponownie w połowie października. Wiadomo już, że w Afganistanie trwa wojna. Co będzie, zobaczymy.....