Widzowie nie od dziś starają się porównać Trylogię z Mrocznym Widmem. Odrębność Epizodu I powoduje, iż jest to zabieg niemożliwy. Ale czy na pewno? W pewnym sensie, nie, gdyż fabuła i postacie są w dużej mierze zapożyczone z pierwowzoru. Nie piszę tu o C-3PO czy Yodzie, ale o bohaterach pozornie całkiem nowych - Qui Gon Jinnie, Amidali itp., którzy w rzeczywistości odzwierciedlają dobrze znane osoby. Nie raz już wymieniano kto do kogo jest podobny, ale mój artykuł ma na celu zestawić oryginały z naśladowcami, a jednocześnie scharakteryzować poszczególne postacie.
Obi Wan Kenobi. Tworząc nowy wizerunek Bena George Lucas sięga do postaci Lukea Skywalkera i Hana Solo. Obi Wan jest padawanem, dysponującym olbrzymim potencjałem. To dobry materiał na wojownika. Sęk w tym, że próbuje się z niego na siłę zrobić nauczyciela i mentora. On sam wydaje się być dzieckiem we mgle, którego jedynym przewodnikiem jest Qui Gon Jinn. Gdy ten ginie, Kenobi nie radzi sobie z odnalezieniem własnej tożsamości. Wierzy we własną dorosłość (pragnie przystąpić do prób dojrzałości podczas audiencji u Rady Jedi), jednak w rzeczywistości wciąż rozgrywa się w nim konflikt między Jasną, a Ciemną Stroną Mocy. Stara się zaspokoić oczekiwania Mistrza, podporządkowując się mu całkowicie i nie wykazując własnej inicjatywy. Dlatego, gdy tylko pozostaje sam na sam z Darthem Maulem poddaje się swemu gniewowi i strachowi przed zmianami. Brak przeszkolenia w tej dziedzinie czyni go łatwym przeciwnikiem i odsłania na razy nieprzyjaciela. Dopiero powrót do nauk mistrza, świata, gdzie czuje się najpewniej, pozwala mu na chwilowe wyciszenie i wygranie pojedynku.
Ben widzi w Anakinie Skywalkerze zagrożenie dla swej pozycji u boku Qui Gona, ("Dlaczego wydaje mi się, że zabieramy kolejną żałosną formę życia?"). Podchodzi do niego nieufnie, przerażają go możliwości chłopca jednak ślepa wiara w Jinna nie pozwala mu na podjęcie właściwej dla niego decyzji. Ten sam brak samodzielności wykazuje również Luke, dla ktorego najważniejsze są słowa Owena i Beru. Nawet, gdy się z nimi nie zgadza słucha ich rad. Po śmierci swoich opiekunów jest calkowicie nieprzygotowany do dorosłości i dlatego szuka nowego przewodnika w osobie Bena. Tyle tylko, że Kenobiemu, wiele lat przed "Nową Nadzieją", brakuje takiego nowego mentora, który nauczyłby go prawdziwej samodzielności.
Obi Wan przytakuje obiekcjom Rady do chłopca, ale jego bezgraniczne oddanie mistrzowi, tłumi w nim ten przejaw samodzielności i tuż przed bitwą o Naboo przeprasza Qui Gona.
Kolejną cechą wspólną z Luke'em Skywalkerem jest barak opanowania. Qui Gon to doskonały wojownik, ale na nauczyciela i negocjatora (porażka w rozmowach z Boss Nassem podczas pierwszego spotkania w Otoh Gunga). Jinn perfekcyjnie włada mieczem, ale nie potrafi wpoić uczniowi podstawowych reguł Jedi, jak na przykład opanowania i wewnętrznego spokoju. Dlatego Obi Wan w scenie wyciętej z filmu skacze do wody ze statku desantowego Federacji, dzierżąc w ręce włączoną broń. Dlatego popędza mistrza, gdy ten przystaje celem wybawienia Jar Jara od kary. Dlatego chce wyjść z komnaty Rady Jedi, mimo, iż wie, że Qui Gon chce przedstawić Yodzie Anakina. Dlatego wreszcie nie toleruje ze spokojem obecności Binksa i daje się zaślepić gniewowi w pojedynku.
Obi Wan to postać skomplikowana, stojąca na rozdrożu. Odpowiada mu pozycja u boku mistrza, a samodzielność go przeraża. Sam wciąż jest targany wewnętrznymi konfliktami, gdy musi wziąć na siebie rolę nauczyciela i jego błędy w szkoleniu, za które tak naprawdę Bena nie można winić, na zawsze zmieniają oblicze galaktyki.
Qui Gon Jinn. Z pozoru to Obi Wan z "Nowej Nadziei", ale w rzeczywistości bardzo się różni od swego pierwowzoru. Przede wszystkim siła Bena tkwi w słowach. To doskonały nauczyciel, który w przystępny sposób wyjaśnia tajniki Mocy. Qui Gon koncentruje się na czynach. Wyśmienicie walczy mieczem, ale nie zjednuje do swego pomysłu Rady Jedi. Poza tym w Mrocznym Widmie wspomina się o niekonwencjonalnych metodach wysokiego Jedi, przez które nie dostaje on miejsca w Radzie. Kenobi zaś, mimo iż czasy Republiki i Rady Jedi odeszły do historii, działa według kodeksu podporządkowując się Mocy i postępując podobnie jak Yoda (np. nie popiera przedwczesnego wyjazdu Lukea z Dagobah i odradza Skywalkerowi próbę przeciągnięcia Vadera na Jasną stronę Mocy).
Qui Gon nieco nadużywa pozycję, jaką daje mu Moc. Korzysta z niej w sklepie Watto i przy rzucie kością, a także na audiencji u Boss Nassa, prosząc o transport. O ile ostatni przypadek można tłumaczyć wagą misji i koniecznością działania, o tyle pozostałe użycia Mocy są spowodowane jedynie jego ślepą wiarą w chłopca. Qui Gon bowiem nie znosi sprzeciwu. To zawsze on ma rację i wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. Nie liczy się ze zdaniem Panaki, Amidali, Obi Wana i Rady Jedi. Podąża jedynie własnymi ścieżkami, tracąc obiektywizm i dążąc do zrealizowania własnych celów za wszelką cenę. Doskonale zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera na Kenobiego i Skywalkera i korzysta z tego dla własnych celów nawet spoczywając na łożu śmierci.
Qui Gon Jinn prezentuje nowy typ Rycerza Jedi. Mimo, iż jest uczniem starej szkoły nie trzyma się ściśle ścieżek Mocy jak Yoda czy starszy Obi Wan. Nie prezentuje również niespokojnego charakteru młodego adepta Mocy. Jinn to postać elastyczna, potrafiąca odstąpić od głównego zadania i z równą uwagą zająć się problemami powstającymi na bieżącą. Dzięki temu wyzwala Anakina, ratuje Jar Jara od kary ze strony Boss Nassa. Zdaje sobie sprawę ze swych możliwości i dąż do niezależności, by wykorzystać je według własnego uznania. Toleruje rozkazy Rady Jedi, ale stara się wypełnić jak najszybciej, by powrócić do własnych celów. Dlatego po powrocie na Coruscant chętniej nawiązuje do kwestii chłopca niż wydarzeń z Naboo.
Jinn jest osobą dynamiczna, która mimo dość zaawansowanego wieku (jak na bohaterów Star Wars) potrafi zjednać sobie sympatię młodzieży. Doskonałe umiejętności we władaniu mieczem, upór i nieszablonowość to cechy, które czynią go postacią interesującą i godną naśladowania.
Królowa Amidala z Naboo. Skojarzenie z księżniczką Leią jest trafniejsze niż porównanie Qui Gona i Obi Wana. To charyzmatyczna postać, dumna i szlachetna. Daje z siebie wszystko, by ratować Naboo przed zakusami Federacji Handlowej. Jest bohaterem dynamicznym, gdyż początkowo wieży w nieomylność i sprawiedliwość Senatu, ale po podróży na Coruscant odkrywa prawdę i zmienia swój stosunek do galaktycznego rządu. Stara się być blisko swego ludu, działać, a nie politykować, więc pospiesznie wraca na Naboo. Młoda królowa nie jest najlepszym dyplomatą. Przeszkadza jej w tym idealistyczna natura, która każe jej stawiać ponad cierpieniami własnego ludu walkę o wolność. Cierpi, ale jej własny upór nie pozwala jej na polityczne ustępstwa w celu załagodzenia sporu. Amidala nie znosi sprzeciwu i otacza się osobami bezwzględnie posłusznymi. Dlatego udaje się do Mos Espa wbrew prośbom Qui Gona, spiera się z Jedi o Anakina i żąda przerwania blokady dysponując jedynie wiadomościami z drugiej ręki o przybyciu negocjatorów Wielkiego Kanclerza.
Księżniczka Leia Organa wydaje się być jednak osobą lepiej przygotowaną do działania w sytuacjach ekstremalnych. Amidala nie zna sytuacji politycznej poza jej planetą i do ostatniej chwili wieży w dobrą wolę przedstawicieli Federacji. Zatem, mimo iż otwarcie się do tego nie przyznaje, w sprawach spoza Naboo bezgranicznie wieży senatorowi Palpatine, pozwalając mu wodzić się za nos.
Problemem Amidali jest również brak zaufania. Podczas pobytu na Tatooine sprzeciwia się powierzania swojego losu w ręce Anaina, argumentując swoją postawę niechęcią do ryzyka. Jednak atakując pałac w Theed stawia wszystko na jedną kartę nie dopuszczając myśli o porażce. Oznacza to, iż ufa jedynie sobie i swoim pomysłom, odnosząc się sceptycznie do inicjatyw innych istot.
Trzeba jej przyznać, ze w krytycznej chwili potrafi przymknąć oko na własną dumę i poprosić o pomoc gungan. Co prawda otrzymawszy ją żąda posłuszeństwa i wykorzystuje mieszkańców Otoh Gunga, którzy płacą ogromną cenę za sojusz, ale czyni to jedynie dla wspólnego dobra w celu odparcia inwazji. Tu zaś pojawia się wątek Jar Jara, który zmienia stosunek Padme do swoich ziomków. I tym razem królowa okazuje się być bohaterem dynamicznym, gdyż początkowo nawet nie bierze pomocy gungan pod uwagę, a pod koniec filmu zawiera z nimi sojusz.
Królowa Amidala to dobra przywódczyni. Walka o wolność wymaga szybkich decyzji i reakcji, które są możliwe jedynie przy lojalności i szacunku. Z całą pewnością Amidala zaskarbiła te uczucia w swoim narodzie poświęcając się i niestrudzenie stawiając swą ojczyznę na pierwszym miejscu. Teraz już wiadomo, po kim Leia odziedziczyła te cechy.
Anakin Skywalker. Chłopiec z Tatooine jest podobny do Obi Wana, a co za tym idzie i do Lukea Skywalkera. Należy jednak zauważyć, że tylko do pewnego stopnia, gdyż takiej postaci jak on w Gwiezdnych wojnach jeszcze nie było. To, że jest jeszcze małym dzieckiem czyni go odległym dla fanów wychowanych na starej Trylogii, ale trzeba przyznać, że wydarzenia z dzieciństwa miały na niego ogromny wpływ.
Anakin wychowuje się w trudnych warunkach. Otaczają go zbrodni i przestępstwa, a on sam jest zmuszany od najmłodszych lat do niewolniczej pracy i uczestnictwa w bezwzględnych wyścigach. Jedynie jego matka chroni go przed otaczającym złem, ale musi się z nią przedwcześnie rozstać. Nie byłoby to tak tragiczne w skutkach, gdyby trafił do doświadczonego Rycerza Jedi, który poprowadziłby go podczas treningu i wychował. Niestety, Anakin trafia do młodego Kenobiego, który nie jest w stanie zastąpić mu matki i właściwie wyszkolić.
"To, na czym się skupiasz określa twoją rzeczywistość" - słowa Qui Gona najlepiej charakteryzują postać Anakina. Chłopiec skupia się bowiem na tęsknocie do matki, która pogłębia się jeszcze po śmierci Qui Gona. To czyni go otwartym na strach, a wszyscy wiemy, do czego on prowadzi...
Anain ofiarując schronienie Qui Gonowi i jego przyjaciołom wydaje się dawać popis szlachetności. Moim zdaniem czyni to z dwóch powodów. Przede wszystkim z ciekawości. W filmie wspomina się o jego zamiłowaniu do wysłuchiwania opowieści podróżników, a co jest lepszą okazją do poznawania odległych światów niż gościć pod własnym dachem osobę, która lata do gwiazd? W tym Anakin niewiele różni się od Luke'a, który również z łapczywością rzuca się na strzępy informacji o Rebelii od C-3PO. Drugą przyczyną jest jego znajomość z Padme, którą stara się przedłużyć (któżby nie chciał). Poza tym na podróżnych z Naboo natyka się przy okazji starcia Jar Jara z Sebulbą, które jest wyśmienitą szansą, by utrzeć nosa znienawidzonemu pilotowi.
Mały Skywalker jest doskonałym pilotem. Od dzieciństwa lata na racer podach, a i myśliwiec N1 nie ma przed nim żadnych tajemnic. Nie dając się jednak zwieść filmowym zapewnieniom o szczerości intencji trzeba stwierdzić, że Anakin bierze udział w wyścigu Boonta, by wypróbować swój pojazd, a do walki nad Naboo rusza tym chętniej, iż niesie ze sobą wielką przygodę, o jakiej każdy chłopiec marzy. W obu przypadkach czynnikiem nie bez znaczenia jest również chęć zaimponowania i wsparcia Padme. Podobnie Luke, który do Rebelii przyłączył się nie dla ideałów, a dla przygód i księżniczki Lei :).
Anakin Skywalker przechodzi na Ciemną stronę Mocy z powodu trudów dzieciństwa i złego nauczyciela, który wprowadza go w dorosłe życie i tajniki szkolenia Jedi. Można mu zarzucać zbyt wielką mnogość wrodzonych talentów, cukierkowość, ale, by zachować obiektywizm, trzeba pamiętać o dwóch rzeczach - Anakin to dziecko, a zarazem przyszły Dark Lord of the Sith, Darth Vader.
Jar Jar Binks. Niezbyt mądra krzyżówka Chewbaccy i C-3PO. Chwilami nawet Rycerze Jedi mają go dosyć (droga z Otoh Gunga do Theed), ale trzeba przyznać, że jest postacią dosyć ważną dla fabuły Mrocznego Widma.
Początkowo służy jako przewodnik, później przypomina Amidali o armii swego ludu i przyczynia się do zawarcia sojuszu między gunganami a ludźmi, aż wreszcie dowodzi w bitwie. Wszędzie, gdzie się pojawia sieje zamęt i zniszczenie, działając na nerwy co bardziej pobudliwym osobnikom. Nie jest on wojownikiem jak Chewbacca, gdyż w towarzystwie Jedi jego umiejętności wypadłyby raczej blado, nie popisuje się też elokwencją i ironicznym humorem złotego droida, ale prezentuje rozrywkę typową dla amerykańskich komedii. To, że nas Europejczyków, wychowanych na nieco innych produkcjach niż dzisiejsza "dzieciarnia" to nie bawi to już zupełnie inna sprawa.
Różnice kulturowe i wymogi współczesnego kina swoją drogą, ale Jar Jarowi nie można wybaczyć psucia klimatu. Może na Tatooine nie rzuca się to w oczy, ale bitwa o Naboo wypada wprost tragicznie ze względu na jego osobę. Wydawaćby się mogło, że fani są jednomyślni w tej kwestii, ale, jak się okazuje, tak nie jest. Otóż Imperial City nie tak dawno temu ogłosiło ankietę na temat: "Co sądzisz o Jar Jarze?" Większość osób (42%) stwierdziła, że jest on na swój sposób śmieszny! Jak ktoś odwiedza powyższą stronę to chyba jest fanem Star Wars, a więc może to ja i grupka aktywniejszych miłośników stworzyła taki wizerunek odbioru osoby gunganina w społeczeństwie, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej? Strach się bać, gdzie to zaprowadzi światek fanów... Choć na otuchę dodam, że osoby obojętne (22%) i te, które go nienawidzą (36%) stanowią większość. Dobre i to.
Podobieństwo do Chewbaccy bierze się stąd, że ma równoważyć pozostałe postacie. Wookie pojawia się w Trylogii, gdyż Han Solo musi mieć partnera. Działa to na zasadzie C-3PO i R2 D2, których równie dobrze możnaby zastąpić jednym droidem (przynajmniej w Nowej Nadziei, bowiem później scenarzyści wykorzystywali odrębność obu maszyn). Jar Jar pojawia się w filmie głownie, by zawiadomić Rycerzy o podwodnym mieście i doprowadzić do unii między ludźmi, a gunganami. Reszta jego występów jest wymuszona (zupełnie niepotrzebna obecność na Tatooine, dowództwo w bitwie) i świadczy o pewnych niedoróbkach w scenariuszu (podobnie jak nudzący się na "pustynnej planecie" Obi Wan). Trochę szkoda, że realizatorzy nie odważyli się na podobny krok jak w przypadku Kenobiego w Epizodzie IV, który po powrocie z Gwiazdy Śmierci nie miałby, co robić i właśnie dlatego ginie w pojedynku z Vaderem. Jar Jar nie ginie, by jego mali wielbiciele nie wyszli z kina urażeni...
Jar Jar to postać sporna. Komu się podoba, temu się podoba. O gustach (i ich braku) się nie dyskutuje. Gunganin jest potrzebny fabule filmu jednak ze swego zadania wywiązuje się w najgorszy możliwy sposób. To głównie on sprawia, że starzy fani czują się oszukani, a on, masowo wykorzystywany w reklamach, jest często kojarzony z całymi Gwiezdnymi wojnami wystawiając im złą opinię.
Senator, Wielki Kanclerz Palpatine. Postać wspaniała wzorowana na Imperatorze jedynie do pewnego stopnia. Palpatine z Powrotu Jedi jest w posiadaniu ogromnej władzy, może dyktować warunki otwarcie wydając rozkazy. W Mrocznym Widmie dysponuje jedynie bardzo ograniczonymi wpływami, które skrupulatnie wykorzystuje, zdobywać coraz większą władzę. Polityka intryg, kłamstw, niedomówień, a także Wielowątkowe spiski, nie do końca odkryte przed widzem w The Phantom Menace czynią go postacią świeżą i przykuwającą uwagę. Jego mroczna strona, Darth Sidious, jest znacznie bliższy swemu protoplascie. Pozbawiony wszelkich skrupułów, wymagająca bezwzględnego posłuszeństwa (stosunek do Amidali), despotyczna i nie znosząca sprzeciwu ("Plan upadł lordzie Sidious. Koniec blokady. Nie sprzeciwimy się Jedi"; "Wicekrólu! Nie chcę więcej oglądać tego tępego ścierwa.").
Palpatine zdaja sobie sprawę ze swojej nikłej pozycji w Senacie i dlatego dąży do celu drogą skrupulatnie zaplanowanych intryg i manipulacji. Każdy, kto z nim obcuje szybko staje się bezwolną marionetką w jego rękach, która, gdy przestaje być użyteczna, jest niszczona.
Oglądając uważnie Mroczne Widmo można dojść do wniosku, że jego posunięciom brakuje konsekwencji. Postanowiłem prześledzić uważnie poczynania senatora i odkryć w pełni Ciemną stronę fabuły The Phantom Menace.
Film otwiera przybycie na okręt Federacji dwóch Jedi. Sidious reaguje na to bardzo gwałtownie, wydając wyrok na przedstawicieli Kanclerza i przyspieszając inwazję. Czyni to zapewne, by konflikt nie został zduszony w zarodku i zwrócił uwagę Senatu na Naboo, dają Palpatine'owi szerokie pole do popisu na politycznej arenie. W kontekście poprzedniej wypowiedzi dziwi zatem fakt, iż głównym zadaniem Neimoidianów jest skłonienie Amidali do podpisania paktu legalizującego okupację. Czemu tak się dzieje? Moze dlatego, że senator rozpoczynając inwazję nie ma planów objęcia urzędu Wielkiego Kanclerza. Możliwe, że chce jedynie całkowicie podporządkować sobie Naboo, nad którą i tak, dzięki kontroli nad Amidalą, ma już duży wpływ. Taka zajęta planeta byłaby doskonałym kamieniem węgielnym pod budowę przyszłego Imperium. Wynika z tego, iż Palpatine nie bierze pod uwagę zostania Kanclerzem, aż do czasu przybycia na Coruscant królowej. Zatem, dlaczego, gdy obejmuje najwyższy urząd w galaktyce, wciąż próbuje utrzymać Amidalę z dala od Naboo? Sądzę, iż czyni tak, gdyż pozycja kanclerza, dzięki żyjącej własnym życiem, wszechobecnej korupcji, nie daje mu wcale wielkich korzyści i możliwości budowy cesarstwa. Dlatego wciąż pragnie utrzymać pod swoimi rządami Naboo i wspierać swą nowopowstałą potęgę za pośrednictwem Federacji Handlowej. Niestety, królowa dociera do pałacu i wymusza na wicekrólu podpisanie paktu. Jednak w wyniku bitwy zniszczeniu ulega jedynie jeden okręt i niewielka część droidów (przyjmując, że zniszczenie ośrodka dowodzenia jedynie je wyłączyło, a nie zniszczyło). Są to mało znacząco straty, a, jak łatwo się domyślić, po zwycięstwie na Naboo wszystkie siły Federacji trafiają do armii Republiki, czyli wprost w ramiona Palpatinea, czyniąc mimo wszystko zwycięzcą.
Jak widać plan senatora z Naboo jest wprost genialny, gdyż bez względu na to jak, by się potoczyły losy on i tak ze starcia wyszedłby obronną ręką. Stanowisko "szarej eminencji" w szeregach Federacji czyni go znacznie groźniejszym niż w Powrocie Jedi, gdyż w Mrocznym Widmie bohaterowie cały czas nie wiedzą, że są wplątani w misterną pajęczynę intryg utkaną przez przyszłego Imperatora, podczas gdy rebelianci, mimo iż wpadają w pułapkę Palpatine'a, to cały czas wiedzą, gdzie kończą się jego wpływy.
Palpatine to jedna z najciekawszych postaci Mrocznego Widma, która ma fanom wiele do zaoferowania, nawet w porównaniu do Trylogii, w której był kreowany zgoła odmienny wizerunek Imperatora.
Darth Maul. Małomówny szermierz o hipnotyzującej osobowości. To klasyczny zły chłopiec do bicia o wątku fabularny zmniejszonym do absolutnego minimum. Może Darth Vader w Nowej Nadziei nie jest aż tak uproszczoną postacią (w końcu musi prezentować potęgę Ciemnej strony), ale do postaci rozbudowanych (jeszcze raz zaznaczam - w Epizodzie IV) się nie zalicza.
Rozwodząc się nad komercyjnym wymiarem Mrocznego Widma wielu fanów wiesza psy na osobie Jar Jara, ale nad Maulem przechodzi z milczeniem. Śmiem zauważyć, iż to właśnie Darth Maul jest najbardziej komercyjnym elementem filmu i to właśnie on najbardziej przyciąga do wszelkich gadgetów i najlepiej kojarzy się z The Phantom Menace. Może się narażę, ale jest postacią płaską jak deska wprost z tartaku. Mówi się, że jest dynamiczny. Wspomina się o przerażającej aparycji. Wzmiankuje o zdecydowaniu i pewności siebie. A ja Wam mówię - BZDURA. Nie róbmy z niego bohatera na siłę. Nie dajmy się zwieść kampanii reklamowej Lucasa. Maul to po prostu najbardziej widowiskowy element Epizodu I, który świetnie robi kasę dla swego twórcy i wszystko. Ilu to dało się zwieść jego pozornej wspaniałości i nie mogło uwierzyć w jego śmierć? Ilu to było pewnych, że Sith powróci w następnych częściach? Że niby "Darth Maul trzyma cały film"? Jeśli Maul coś trzyma to tylko swój miecz, gdyż taka jest jego rola w The Phantom Menace, a jego facjata jest ciekawa, i owszem, ale przestraszyć się jej jakoś trudno (szczególnie przyklejanych rogów doskonale widocznych na zbliżeniach).
Trudno jest znaleźć osobę, która by nie lubiła tego Sitha. Ja też mam jego twarz wyszytą na plecaku i sekwencje z jego udziałem zaliczam do najbardziej udanych, ale należy pamiętać, że jest podporą reklamy Mrocznego Widma i nie należy w jego osobie doszukiwać się głębi, bowiem jej tam po prostu nie ma.
Boss Nass. Często pomijana postać, która prezentuje nowy typ władcy. Nie jest to już dzielna księżniczka skłonna do największych wyrzeczeń. To władca odpowiedzialny, dumny, znający wartość swego ludu. Jest to również kolejny bohater dynamiczny, gdyż podczas filmu diametralnie zmienia swoje nastawienie do ludzi zamieszkujących Naboo.
Może to dziwnie zabrzmi, ale z początku gunganie to rasiści. Odnoszą się nietolerancyjnie do ludzi i to nie tylko z Naboo, ale i spoza planety (Obi Wan i Qui Gon). Jar Jar sądzi, iż jest to spowodowane silną armią jego rodaków i dlatego poddani Amidali odnoszą się chłodno do gungan, a co za tym idzie gunganie nie pchają się do kontaktów z mieszkańcami powierzchni. Pomyśleć by można, że to ludzie są rasistami, ale jeśli na całej planecie znajduje się tylko jedna osada gungan i parę miast ludzi to znaczy, że armia jest przeznaczona do walki z tymi "z góry". Jednak patrząc na stosunki między oboma rasami dochodzi się do wniosku, że gunganom armia(a na pewno nie taka duża) wcale potrzebna nie jest. Idąc tym tropem dochodzi się do wniosku, że wojsko ziomków Jar Jara nie ma charakteru defensywnego, a ofensywny, szczególnie, że gungańską taktyką walki z Federacją jest obrona. Zatem możliwe, że gunganie planowali inwazję na Theed i jedynie wspólny wróg połączył ich z ludźmi.
Nawet, jeśli nie jest to pokazane to oczywiste jest, że starcie tej rangi musi wiązać się z ogromnymi stratami, szczególnie po stronie gungan, którzy pomni na wydarzenia wojny z Federacją prędzej czy później postanowią zmodernizować swą armię. A cóż lepiej nada się do tego celu, jeśli nie Theed z całym tym nowoczesnym uzbrojeniem i kontaktami z resztą galaktyki. A gdy już gunganie dozbroją się i odbudują straty niedawnej wojny, może przypomną sobie o planie inwazji na powierzchnię Naboo. Tylko, że wtedy znowu w galaktyce zrobi się nieciekawie (rebelia Count Dooku, Wojny Klonów) i po raz wtóry trzeba będzie stanąć ramię w ramie, by stawić czoła nowym zagrożeniom.
Boss Nass nie jest postacią tak szlachetną jak inni władcy Gwiezdnych wojen. Nie prezentuje również mrocznego Zła uosabianemu przez Imperatora. Najbliżej mu do Palpatine'a z Epizodu I, gdyż zawiera sojusze i kłamie, gdy to jest niezbędne, a następne powraca do własnych interesów pozostawiając niedawnych wspólników na przysłowiowym lodzie.
Shmi Skywalker. Troskliwa matka przypomina Beru Lars z Nowej Nadziei. Może różnią się wychowankami (Luke to w końcu dorosła osoba), ale ich stosunek do podopiecznych jest taki sam.
Shmi zdaje sobie sprawę, że Anakin jest obdarzony wielkimi możliwościami i jego miejsce jest z dala od Tatooine. Dostrzega, że chłopiec się dusi na peryferiach galaktyki,
umiejętnościami znacznie przewyższając swoich rówieśnikom i dając upust swoim zdolnościom podczas wyścigów racer podów. Beru również dostrzega, że Tatooine to nie miejsce dla Lukea. Jednocześnie obawia się o jego przyszłe losy, mając na uwadze upadek jego ojca. A Shmi? Ona również boi się o syna (nie chce pozwolić mu na udział w Boont Eve) i wolałaby go nie puszczać, ale wie, że szkolenie Jedi to najlepsze rozwiązanie. Syn pani Lars również ma nieprzeciętne zdolności pilotażu (odziedziczone po ojcu) i również stara się je w jakiś sposób zaspokoić - np. lotami przez Beggar's Canyo.
Shmi pojawia się na ekranie znacznie dłużej niż Beru, ale jest do niej bardziej zbliżona. Swą miłość do syna musi okazywać w sposób wyraźniejszy, gdyż jej syn jest o wiele młodszy od Luke. Wolałaby zatrzymać chłopca przy sobie (pożegnanie z Anakinem, gdy ze smutkiem opuszcza głowę), tak jak Bru, która mimo wszystko zgadzała się z Owenem. Shmi to ciekawa postać, dobrze zagrana i nasuwając na myśl skojarzenie z postacią często zapominaną. Miejmy nadzieję, że ona nie podzieli tego losu.
Z ciekawszych postaci to już wszyscy. Mógłbym jeszcze nadmienić o Panace (Lando) i Watto (Jawas), ale są to postacie płaski, które nie rozwijają się podczas filmu i pojawiają się w nim jedynie z konieczności. Powyższe spostrzeżenia poczyniłem sam i bardzo przepraszam, jeżeli kogoś obraziłem. Najzwyczajniej w świecie chciałem tylko przedstawić, w jaki sposób postrzegam te postacie (i może jeszcze dlatego, że Klepa chciał, żebym coś napisał:)). Się żegnam i życzę miłego dnia.
Darth Toki z Gdyni
darktoki@wp.pl