Wss... Rozsuwają się drzwi na mostku. Osoba, która przez nie weszła to humadoidalny osobnik płci męskiej nieznanego gatunku.
- Jestem delegatem Abinu- wyrzekł. Na jego ciele widać było ruchy strun głosowych.
- Siadaj- powiedział admirał Ackbar, po czym wskazał miejsce na fotelu.
- Hmm... Nie słyszałam o takiej planecie- rzekła Leia.
Wygaśnięte lampy na pokładzie ,,Alderaanu`` oświetlały 4 postacie: admirała Ackbara, generała Wedge`a Antillesa, Lei i owego delegata.
- W jakiej sprawie przybywasz?- spytała Leia
- Nad naszą planetą krąży coś... Taki wielki statek... Niedawno zaczęli znikać przywódcy naszych klanów. Teraz kilku z nich powróciło. Są zupełnie inaczej ubrani. Zupełnie inaczej prowadzą politykę naszej planety. Nikt nie może jej opuszczać. Wprowadzono podatki, ogrodzono prawie połowę planety i nikt nie wie co tam jest.
Leia spojrzała pytająco na Wedge`a, po czym przypomniała sobie podobny przypadek. Wstała, udając się do pokładowego komputera. Poszukiwała informacji o Abinie. Po chwili wyświetlił się tekst: "Planeta na Obrzeżach, brak dokładnych danych". Uruchomiła bazę danych Nowej Republiki. Po dokonaniu autoryzacji szukała faktów związanych z nagłymi zmianami prowadzenia planet. Znalazła: "Planeta NXC-1302X3", także na obrzeżach. Na razie nie wiedziała co o tym sądzić...

* * *

- Artoo- zaraz dolatujemy.
Luke wchodził w górne warstwy atmosfery Javina-4. Po załatwieniu kilku spraw na Coruscant wracał, aby dalej nauczać tajników Mocy. W tle ukazywała się już świątynia Jedi w której nauczał.
- Jesteśmy- Wylądowali na polance, jednak nigdzie nie widział swoich uczniów. Czyżby coś się stało? Natychmiast wyskoczył z X-Winga i pomaszerował do wielkiej świątyni. Gdy wszedł okazało się, że jego obawy okazały się płonne. Gromadka uczniów siedziała wokół starszego syna Lei: Jacena, który zawsze zajmował się różnymi rzeczami związanymi z Mocą pod nieobeność Mistrza.
- Witaj wujku!- wykrzyknął, gdy zobaczył Luka- Mama zostawiła wiadomość dla Ciebie: Mówiła, że powinieneś udać się nad Kessel.
- Na Kessel?!? Po co ja jej tam?- powiedział zdziwiony Luke
- Nie wiem. Mówi, że to ważne.- starał się wyjaśnić Jacen.
- Dobra. Artoo- chyba za długo sobie nie posiedzimy. W drogę.
Natychmiast udał się do swojego X-Winga, po czym poleciał na Kessel...

* * *

Ciemna postać przechodziła właśnie przez długi korytarz. Wyraźnie słychać było stukot metalowych butów, które w zetknięciu z metalową powierzchnią podłogi wydawały głośny odgłos. Na końcu korytarza ujrzał drzwi, których pilnowało dwóch ubranych na czerwono strażników. Całe ich ciało pokryte było czerwonym materiałem, a na głowie mieli czerwone kaski z mała podłużną dziurą, która umożliwiała widzenie. Gdy zobaczyli ciemną postać odsunęli się i drzwi się rozsunęły. Po otwarciu dzrzwi oczom postaci ukazały się bogato zdobione meble, wiele dekoracji i fotel. Fotel był na razie obrócony tak, że postać nie mogła widzieć osoby siedzącej na fotelu. A właściwie na tronie.
- Imperatorze!- zawołał.
Fotel powoli obracał się w kierunku ubranej na czarno postaci. Gdy obrócił się w stronę postaci, zobaczyła ona starego, pomarszczonego człowieka, który powoli unosząc swój wzrok spojrzał na postać.
- Słucham, Brakissie- wyrzekły jego pomarszczone usta.
- Panie, wszystko przebiega zgodnie z planem. Nikt nie może opuścić planety. Twój plan jest genialny. Kto by pomyślał, że te istoty mogą się przydać...- Brakiss był pełen podziwu
- Owszem, jednak dzięki temu, będziemy mieli wielu potężnych podwładnych. Masz jakieś złe wieści?
- Jeden statek przedarł się przez blokadę.- wykryta została jedna osoba.
- Hmm... wyślij "Enforcera" w pogoni za nim.
- Tak jest, Panie- rzekł Brakiss, po czym udał się do swojej komnaty.

* * *

- Widzę Artoo, tylko co "Alderaan" tu robi? Leia powinna być na Coruscant. Robot wydał serię pisków, po czym myśliwiec został skierowany na "Alderaana"

* * *

Luke wchodząc na statek poczuł dziwne uczucie. Nie czuł tego od dosyć dawna, ale nawet fakt, że był Mistrzem Jedi nie pomagał mu zinterpretować owego uczucia. Gdy wszedł na mostek zobaczył Leię jak zwyklę zapacowaną.
- Co, Leio? Po co mnie tu sprowadziłaś?
- Zaraz ci pokaże powód.- rzekła Leia
Drzwi ponownie się rozsunęły i weszli Wedge i ambasador Abinu.
- Kto to?- rzekł ze zdziwieniem Luke.- O! cześć Wedge!
- Wysłuchaj co on ma do powiedzenia rzekła Leia

* * *

Tej nocy Luke nie mógł spać. To czego dowiedział się od ambasadora wydawało się być dziwne i nie za bardzo pasowało mu do jego układanki. Wiedział, że coś jest nie tak, że czegoś nie wie. Tego uczucia nie lubił. Po chwili jednak zasnął. Miał sen. Przyśniły mu się jego najważniejsze chwile z życia. Najczęściej powracała do niego myśl: Dlaczego Yoda umarł. Chociaż to stało się już wiele lat temu wciąż powracało. We snach, w trudnych chwilach często wzywał na pomoc Obi-Wana i Yodę. Myślał, że już zawsze będzie uczniem Yody, będzie zgłebiał tajniki Mocy, ale wciąż nie mógł pogodzić się z fakte, że te czasy, już nigdy nie wrócą...

* * *

Brakiss dowodził Akademią Ciemnej Strony. Rekrutowano tam osoby, które podejrzewano o wysoką zawartość midichlorianów we krwi i po badaniach przyjmowano do służby. Kiedy 2 miesiące temu odkryli, że niektóre planety na Obrzeżach same produkują midichloriany. Na początku naukowcom Imperium wydało się to fizycznie niemożliwe skierowali swoje kroki na planetę o której bardzo mało wiadomo. Okazało się, że ta planeta żyje!!! Ta planeta to Abin. Istoty rozmnażały się tam poprzez skopiowanie genów organizmu macierzystego i przeniesienie ich do miejsca, gdzie geny w postaci dziwnej formy życia przenoszone są do jądra planety. Jako, że midichloriany nie są w genach, a we krwi, w drodze do jądra geny stale poddawane są procesowi, dzięki któremu po wyjściu na powierznię będą w posiadaniu Mocy. Po dostaniu się genów do jądra są one poddawane przez ok. 80 godzin tysiącom procesów dzięki którym istoty potomne cały czas są udoskonalane. Później przenoszą się do otwartych przestrzeni przypominających jaskinie, gdzie po nauczeniu się oddychania gazami zawartymi w atmosferze Abinu wychodzą na powierzchnie. Ten specyficzny sposób rozmnażania zainteresował naukowców Nowego Imperium, tym bardziej, że wszyscy mieszkańcy Abinu mogli posługiwać się Mocą. Ale nie potrafili. To wykorzystali naukowcy. Społeczność Abinu podzielona była na klany, które żyły w pokoju i nawet nie myślały o prowadzeniu wojen. Nie wiedziały nawet co to jest. W trakcie ruchu genów do jądra czasami zdarzało sie, że niektóre zestawy genów dostaną się tam, gdzie nie trzeba. Wtedy dłużej poddawane są działaniu organizmów produkujących midichloriany. Po czymś takim osobniki potomne są większe, silniejsze, potrafią władać Mocą o wiele lepiej niż zwykłe organizmy, a także trochę się różnią w cechach zewnętrznych. Według legend tacy właśnie muszą być wybierani na przywódców klanów. Klanów takich jest 16. Każdy ma własnego przywódcę. Na razie naukowcy nawrócili na Ciemną Stronę 2, najsilniejszych. Reszta prędzej ,czy później przejdzie sama na naszą stronę...

* * *

Luke nie miał pojęcia co to może być. Postanowił jednak udać się na Abin. Po uzupełnieniu map nawigacyjnych zaczął się przygotowywać do lotu, kiedy weszła Leia:
- Jeszcze raz Ci powtarzam, że to nie ma sensu. Leć lepiej razem z nami.- próbowała go przekonać
- Nie mogę czekać. Muszę lecieć- powiedział zdecydowanie, po czym wsiadł do myśliwca i odleciał... Ale nie na Abin, lecz na... Kashyyyk gdzie przebywał Han i Chewie...

* * *

- Wraauuu...
- Tak proszę dać mi zgodę na przejście.
- Wrraaarr...
- Nic nie przemycam! Próbuje znaleźć pewną osobę- upierał się Luke. Jednak mimo wszystko Wookie nie chciał go przepuścić.
- Wroauuu!
- Chewie! Powiedz coś temu panu...
- Arghh...
- No! Gdzie Han i Sokół??
- Hrrau...
- Co !?! Znowu się zepsuł? Hipernapęd? Skończycie za tydzień??? W takim razie lecę...

* * *

- Imperatorze! Dostaliśmy zawiadomienie, że flota Republiki zmierza w naszym kierunku!
- Mamy wystarczającą ochronę. A i tak dokładnie nie wiedzą gdzie jesteśmy- Twarz Imperatora w nikłym czerwonym świetle wyglądała przerażająco...- Podlećmy niżej. Nie wykryją nas. Jesteśmy niewidzialni... A teraz odejdź!
- T-tt-ttak P-pp-ppanie- rzekł ze starchem oficer po czym jak najszybciej opuścił komnatę...

* * *

- Artoo: Wychodzimy z hiper.
Astronawigacyjny robot szybko odpowiedział serią pisków po czym wykonał polecenie.
- Ciekawe, czy Threepio sie denerwuje, że jest sam- Luke się uśmiechnął
Robot wydał kilka drwiących pisków i świergotów, po czym skierował stateczek na planetę... Gdy znalazł się w górnych warstwach atmosfery w komunikatorze usłyszał głos:
- Kim jesteś? natychmiast zatrzymaj swój statek.
- Dobrze- Odparł twierdząco Luke i czekał na statki kontroli.
To co ujrzał wydało mu się bardzo dziwne: W jego kierunku leciały 3 Tie Bombery i 5 Tie Fighterów. Skąd maszyny Imperium znalazły się na Obrzeżach. Tym bardziej, że wyglądały na nowe i nieużywane. Jego przemyślenia przerwała torpeda protonowa zmierzająca w ich kierunku.
- Artoo: Rozkładaj skrzydła. Oni nie mają dorych zamiarów.
Dzięki refleksowi Mistrza Jedi zdążył uniknąć samonaprowadzającej torpedy, która jednak zaraz potem wybuchła. Luke oddał serię strzałów w nieprzyjacielskie maszyny, po czym poleciał w dół- na planetę. Przypomniały mu się czasy, gdy latał w Rogue Squadron. Na tej samej maszynie. Z tym samym robotem. Nagle zawrócił i oddał serię strzałów zmierzających w myśliwce wroga. Jako odpowiedź wszystkie 3 Bombowce wystrzeliły po 2 torpedy. Jego mały myśliwiec nie miałby najmniejszych szans gdyby dostał choć jedną torpedą. Nie mógł też tych torped wyminąć... Jedyną szansą było ich zestrzelenie. Za pomocą 2 pociągnić dłonią skierował całą energię myśliwca z osłon i napędu do laserów, po czym przytrzymał duży czerwony przycisk w kierunku czerwonych smug na niebie. Co chwila niebo rozjaśniały blaski wybuchających torped i czerwony laserów. Gdy Bombowce znów wystrzeliły, Luke celując w nowe torpedy trafił myśliwca Tie prosto w dyszę wylotową, gdyż był odwrócony. Skończyło się to następnym dużym i jasnym wybuchem na niebie. W pewnym momencie na pulpicie kontrolnym zapaliła się czerwona lampka, po niej następna i następna i myśliwiec zaczał spadać w dól. Bez osłon, bez silnika, bez laserów bezradnie spadał w dół. Bezradnie, bez szans na przeżycie. Przypomniał sobie jednak jedno: Podczas ostatnich przeglądów na Coruscant zainstalowanu mu repulsory.
- Artoo: Może będziemy chociaż mieli miękkie lądowanie. I pociągnął dźwignię.

* * *

- Leio: Posiłki zaraz będą, będziemy mogli pomóc Luke`owi.- z radością powiedział Wedge.
- Wspaniale. Mam nadzieję, że Luke`owi nic się nie stało...

* * *

- No artoo. Siedzimy, ale musimy uciekać. Zaraz nas zniszczą.- Szybko opuścili myśliwiec i udali się do najbliższych wydm. Klimat bardzo przypominał Tatooine. Sucho, gorąco. Jednak Luke czuł coś dziwnego. Nie potrafił tego określić. Zobaczył, że na niebie zbliżają się maszyny Tie.
- Artoo, pospieszmy się! Chyba nas zauważyli.- Luke miał rację. Piloci wystrzelili serię zielonych smug laserowych w opuszczony myśliwiec i zniszczyli go... Luke z niedowierzaniem spojrzał na płonące szczątki swojego towarzysza. Artoo wydał krótką serię bardzo wysokich pisków. Luke nie zauważył, że w po policzku spłynęła mu łza.
- Artoo, idziemy dalej.
Przez dłuższy czas widzieli szukające ich myśliwce, lecz dzięki temu, że mieszkał na podobnej planecie dobrze znał techniki kamuflażu w piasku. Po godzinie poszli dalej. Luke zorientował się, że przeszli około 3 kilometrów i nie zauważyli najmniejszych zmian w krajobrazie. Po przejściu ponad kilometra dalej zobaczył małe źródełko wody. Od razu zmienili kierunek w tamtą stronę. Luke podszedł do źródełka i napił się wody z niego. Poczuł coś dziwnego- przypływ energii. Poczuł, jakby Moc się w nim umocniła, stała się bardziej wyrazista- dawała znać o sobie. Posłuchał Mocy i udał się w kierunku, który Ona wskazywała... Przeszedł jeszcze kilka kilometrów, już stracił rachubę, lecz czuł, że zbliża się do miejsca, gdzie powinien być. Do tej pory nie zauważył ani jednej formy życia, żadnej roślinki, nic, tylko piasek i piasek... W pewnym momencie dojrzał jakąś ogromną konstrukcję. Gdy podszedł bliżej zobaczył, że unosi się ok. 5 metrów nad ziemią.
- Artoo. Ty tu zostań. Dalej muszę sobie sam poradzić- rzekł do wiernego towarzysza i poszedł dalej... Tylko on... I jego miecz... Zbliżył się do wielkiej żelaznej konstrukcji... Poczuł, że tam coś się dzieje, że jest tam wielu ludzi. I kilka innych istot. Dzięki umiejętnościom Jedi wskoczył na ogromny obiekt i wszedł przez lądowisko... Gdy wchodził zobaczył bardzo dziwną rzecz: znak Nowego Imperium nad wejściem. Nie wiedział co to znaczy, ale miał kilka podejrzeń... Na lądowisku lądowały właśnie myśliwce. Te nie wyglądały już jak nieużywane. Wiekszość miała ślady po trafieniach. Usłyszał także fragment rozmowy: "pięknie spadał ten X-wing. To ja go trafiłem". Po chwili rozpoznał te myśliwce- to te same, które z nim walczyły. Skąd one tutaj się wzięły. Zobaczył pilotów opuszczających ogromną halę lądowiska. Tylko jeden z nich oglądał swoją maszynę, patrząc jak została trafiona. Po chwili byli jedynymi osobami na lądowisku. Luke wykorzystał to. Po chwili poszedł w ślad za pilotami w nowym stroju pilota Tie Bombera... Taki kamuflaż bardzo się przydaje- miał okazję przekonać się o tym, gdy uwalniał Leię... Tylko te stroje strasznie śmierdzą... Gdy doszedł do pilotów usłyszał pytanie skierowane do niego:
- Co ten buntownik Ci zrobił???- spytał pilot Tie Fightera.
- Jestem lekko uszkodzony- odpowiedział trochę zakłopotany Luke.
- Dobra, zdasz to w raporcie. Imperator Palpatine czeka na informacje.
IMPERATOR PALPATINE?????? Luke o mało się nie przewrócił z wrażenia. Przecież On nie żyje. Jego wszystkie klony też!!! Luke o mało tego głośno nie powiedział, ale poszedł dalej... Gdy szli do pokoju Imperatora Luke zauważył symetrycznie ułożoną podłogę. Zbliżyli się do drzwi od pokoju Imperatora. Obok stało dwóch najwierniejszych strażników Imperatora: Ubrani na czerwono, znani w całej galaktyce. Bez słowa otworzyli drzwi...

* * *

Imperator siedział na wielkim fotelu, jego pomarszczona twarz w świetle nikłego czerwonego światła wyglądała przerażająco. Luke nawet nie starał się myśleć ile On ma lat... Gdy Luke spojrzał w stronę Imperatora, prosto w Jego oczy ogarnął go dreszcz.
- A więc zniszczyliście ten myśliwiec?- jego pomarszczone usta wyrzekły te słowa...
- Tak, Panie...- odrzekł z trwogą jeden z pilotów. Luke uważnie wpatrywał się w Imperatora. Nie mógł się domyśleć jak On mógł odżyć...
- Ilu zginęło?- dalej ciągnął rozmowę Imperator
- Tylko jeden.
- To dlaczego ten osobnik nie jest waszym pilotem- wskazał ręką na Luke`a i w tym samym momencie z Jego palców wydobyły się przeraźliwie jasne błyskawice skierowane prosto w klatę Luke`a. Luke natychmiast padł na podłogę. Kątem oka zobaczył otwarte cośw rodzaju okna. Natychmiast przez nie wyskoczył. Był ponad 80 metrów nad ziemią więc nie miał szans skakać na dół. Szybko wskoczył trzy piętra niżej do innego dużego pokoju. Zobaczył tam mężczyznę w ciemnych szatach. Odwrócił się w kierunku Luke`a, a on ujrzał w nim wtedy... swojego dawnego ucznia- Brakissa. Luke natychmiast rozpłatał mieczem na pół swój kombinezon i rzekł:
- Brakissie...
- Nawet nie próbuj. Na Tetli powiedziałem Ci już, że nie masz się wtrącać w moje życie. Ostrzegłem cię.- To mówiąc wyciągnął swój miecz świetlny i uaktywnił go. Czerwona smuga przecięłą powietrze. Zaraz po niej zielona smuga laseru wstąpiła w ślady poprzedniczki. Brakiss spojrzał na swojego byłego mistrza i powiedział:
- To już koniec.- i zaatakował. Luke łatwo odparł atak nieprzyjaciela i co chwilę blokował ciosy Brakissa. Zauważył, że o wiele lepiej włada mieczem, niż na Tetli. Co chwila blokował wściekłe ataki Brakissa. Naczelnik Akademii Ciemnej Strony nagle przeskoczył Luke`a i chciał mu zadać cios w plecy, ale Luke się obronił. Przechodził powoli z obrony na atak. Potężnym cięciem uderzył w klingę miecza Brakissa. Miecz zgasł.
- Brakissie. Przejdź na Jasną stronę, przyłącz się do mnie. Będzie jak kiedyś.
- Nie...- odpowiedział i z pomocą Mocy wybiegł z pokoju w nieznanym kierunku.
Wtedy usłyszał potężny grzmot, a Akademia zadrżała. W tym momencie wszystkie lampy przygasły i przybrały czerwony kolor. Wszystkie okna zamknęły się i usłyszał charakterystyczny świergot. Gdy go usłyszał, zdał sobie sprawę z tego, że właśnie są niewidzialni. Usłyszał setki silników jonowych. "Tam coś się dzieje"- pomyślał i wybiegł na zewnątrz. Na lądowisku stały setki statków Tie. Wcześniej ich nie było. Bez namysłu wskoczył do jednego z nich. Wyleciał i zobaczył setki statków. Nie zdążył zobaczyć nic, oprócz światłą zmierzającego w jego stronę. światło zderzyło się z myśliwcem...

* * *

Obudził się w znajomym miejscu. Na pokładzie szpitalnego statku. Zobaczył Leię, Wedge`a. I wszystko dobrze się skończyło... Czyżby??? O tym będzie następna książka ;)))

KLEPA

No dobra: Pozdrowienia dla:
Naszego drogiego Naczelnego: Kun`ika ;))
Devi, Lamera, Pazool, Polo, Rathana (Kolejność alfabetyczna)
Opinie i inne bzdety ślijcie na: starwars@pf.pl