Cosmin Marius CONTRA (15.12.1975)

Czy pamiętacie mistrzostwa świata w USA z roku 1994? Wtedy rewelacją nieoczekiwanie były bałkańskie zespoły - Rumunia i Bułgaria. W zespole Rumunii grał wtedy Dan Petrescu, prawy obrońca, solidny w defensywie, ale przede wszystkim znakomity w akcjach ofensywnych (obecnie w systemie 4-4-2 ofensywna gra bocznych obrońców jest niezbędnym elementem gry). W tej chwili piłkarz ten ma już ponad 30 lat i jego kariera powoli dobiega końca, ale Rumunia ma jego godnego następcę, a jest nim właśnie Contra. Jego pierwszym poważnym klubem był Dynamo Bukareszt, w którym grał do roku 1999. Wtedy tym utalentowanym defensorem zainteresował się mało znany klub, który rok wcześniej awansował do hiszpańskiej elity, Deportivo Alaves Vitoria. Contra miał wówczas niecałe 24 lata i uznał, że nie od razu można grać w Realu czy Milanie, a zmiana otoczenia wyjdzie mu na dobre. Był co prawda tylko jednym z zakupów Alaves, ale można go uznać za udany, skoro jego klub w sezonie 1999/2000 zdobył lokatę o 10 miejsc wyższą niż przed rokiem, czyli szóstą. Kwalifikacja do Pucharu UEFA wymusiła nowe wzmocnienia, jednak pozycja Contry została nietknięta. W minionym sezonie Alaves w lidze nie zdołało wywalczyć miejsca premiowanego awansem do europejskich pucharów, ale zadziwiło niemal wszystkich dostając się do finału Pucharu UEFA bijąc po drodze słynny Inter Mediolan. W półfinale Contra i spółka rozgromili w dwumeczu pewnych swego Niemców z Kaiserslautern aż 9:2 i dostali się do finału, gdzie czekał na nich zwycięzca drugiego półfinału Liverpool - Roma. W maju natomiast zaserwowali kibicom jeden z najpiękniejszych finałów w najnowszej historii. Liverpool trzy razy obejmował prowadzenie, lecz Alaves tyleż razy wyrównywało stan meczu, w czym niemała zasługa Cosmina Contry. Najpierw podawał on do Ivana Alonso, który strzelił kontaktową bramkę. Później zacentrował na głowę Javiego Moreno, który strzelił na 3:2, a później strzelił jeszcze z rzutu wolnego wyrównanie. W 90. minucie podał z rzutu rożnego Jordiemu, a ten strzałem głową wciągnął Alaves do dogrywki. Dopiero w dodatkowym czasie Liverpool zdołał wygrać, choć za sprawą Geliego, który strzelił "czarnego gola", bo jak inaczej nazwać samobójczą bramkę w formule "nagła śmierć". Najlepszym piłkarzem finału wybrano Gary'ego McAllistera. Uznaję jego klasę, ale dla mnie najlepszy był zdecydowanie prawy obrońca Alaves, Cosmin Contra. Co prawda w obronie nie ustrzegł się błędów (jak większość wtedy), ale w ofensywie był błyskotliwy, nieprzewidywalny i skuteczny.
Contra jest zawodnikiem, który po angielsku jest określany jako right wing-back, czyli prawoskrzydłowy obrońca. Faktycznym jego zadaniem jest atakowanie prawa stroną, tuż przy linii bocznej, a następnie podanie na pole karne. Raczej nie wchodzi na pole karne tak jak Giggs, choć sztukę dryblingu ma opanowaną w stopniu doskonałym. W obronie jest przede wszystkim solidny, nie unika ostrych wejść, ale zdarzają mu się wpadki. Najlepiej sprawdza się w roli zawodnika asystującego przy golach, gdyż ostatnie podanie z pewnościa jest jego mocną stroną. Jest również bardzo pewnym wykonawcą rzutów karnych, co mogliśmy podziwiać w meczu z Kaiserslautern. Jego klasę docenili działacze AC Milan, do którego przeszedł właśnie tego lata, po zakończeniu sezonu 2001/02.