HISTORIA

W dzisiejszych czasach często zachwycamy się grą takich zawodników, jak Kluivert - Rivaldo, Szewczenko - Rebrow czy Crespo - Claudio Lopez, którzy grając razem są o wiele lepsi niż osobno. W historii piłki było kilka bardzo znanych duetów czy nawet tercetów, które prowadziły swoje drużyny od zwycięstwa do zwycięstwa. Przedstawiam tutaj wybranych przeze mnie zawodników, którzy grali według powyższych kryteriów.

Pierwsze jest niemieckie trio, które dało RFN Puchar Nike w pamiętnym dla nas roku 1974. Oś pionową tamtego zespołu Niemieckiej Republiki Federalnej tworzyli Beckenbauer, Netzer oraz Mueller. Franza "Kaisera" Beckenbauera nie trzeba chyba przedstawiać - był jednym z najlepszych obrońców swojej epoki i prekursorem nowego stylu defensywnego, który później nazwano libero. Rządził i dzielił w formacji defensywnej, nierzadko udzielał się też w rozgrywaniu piłki. Przed nim ustawiany był Guenther Netzer, serce drugiej linii, którego głównym zadaniem było organizowanie gry ofensywnej niemieckiej drużyny. I wreszcie Gerd Mueller, świetny snajper, który w dwóch turniejach finałowych strzelił 14 goli, jednak królem strzelców był tylko 4 lata wcześniej. W 1974 roku wyprzedził go Grzegorz Lato.

Z tego samego turnieju pamiętamy wspaniały tercet linii ataku Gadocha - Szarmach - Lato. Znakomita szybkość Roberta Gadochy, celne główki Andrzeja Szarmacha i instynkt strzelecki Grzegorza Laty dały nam nasz pierwszy medal mistrzostw świata.

10 lat później Francuzi po raz pierwszy organizowali mistrzostwa Europy i z miejsca zdobyli złoty medal, a wszystko dzięki świetnemu kwartetowi pomocników, wśród których brylował Platini, a wspomagali go Giresse, Tigana i Fernandez. Michel Platini był główną postacią drugiej linii, ale wyróżniał się ilością zdobywanych goli. Piłkę za niego rozgrywali inni, on przeprowadzał akcje indywidualne i strzelał gole, w czym prześcignął obydwu napastników, Lacombe'a i Bellone. Odpowiedzialność za rozgrywanie złożył na barki Alaina Giresse'a, który z zadania wywiązywał się wyśmienicie. Obdarzony niewielkim wzrostem, ale za to kapitalną szybkością, kreatywny pomocnik bezbłędnie wspierał Platiniego w poczynaniach ofensywnych. Wspomaganiem defensorów zajmowali się człowiek-skała, Luis Fernandez oraz drobniejszej budowy, ale za to niesamowicie czysto odbierający piłkę Jean Tigana, który również dysponował niezłym strzałem.

W 1988 również gospodarze zdobyli puchar Henri Delaunaya, a byli to wówczas Holendrzy. Ich ofensywa była zdominowana przez tercet van Basten - Gullit - Rijkaard. Marco van Basten był jednym z najlepszych napastników swojej epoki i był jeszcze długo wspominany po przedwczesnym zakończeniu swojej kariery. Ruud Gullit i Frank Rijkaard, pochodzący z Surinamu Holendrzy sławą niemal prześcignęli samego "Boskiego" Johana Cruyffa, ale też mieli po temu wszelkie predyspozycje. Po zwycięskim turnieju cała trójka przeszła do Milanu, dla którego zaczęło się wówczas pasmo sukcesów.

Na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w dyscyplinie piłka nożna był jeden faworyt - Hiszpania. Gospodarze byli zdeterminowani wygrać turniej, ale mało brakowało, by szyki pokrzyżowała im mało znana drużyna - Polska. W pamiętnym roku 1992 byliśmy sensacją olimpiady, a zwycięstwa nad Włochami czy Australią zapadły wszystkim w pamięć. Naprawdę niewiele brakowało, by Hiszpanie zostali upokorzeni na własnym podwórku. Kiko rozwiał jednak nasze marzenia. Ówczesną reprezentację prowadził Janusz Wójcik, a gwiazdami imprezy byli nasi napastnicy Juskowiak i Kowalczyk. Andrzej Juskowiak został królem strzelców turnieju olimpijskiego, a Wojciech Kowalczyk był wybrany jego najlepszym zawodnikiem. Później różnie toczyły się ich losy, ale wtedy mieli swoje "5 minut".

Na World Cup '94 w USA triumfowała Brazylia po raz czwarty w historii mistrzostw. Do sukcesu poprowadził ją znakomity duet napastników Romario - Bebeto. Imponowali zgraniem, techniką i skutecznością, a Romario może być wymieniany jednym tchem razem z Pele, Zico, Leonidasem, Vavą czy Garrinchą - największymi gwiazdami brazylijskiej piłki.

Na europejskim turnieju finałowym w 1996 roku bezapelacyjną rewelacją byli Czesi, którzy wyprzedzili w grupie Włochów - wtedy największego przegranego. Bijąc po drodze Portugalię i Francję doszli do finału, gdzie jednak przegrali z Niemcami. Grę tej reprezentacji prowadził będący suzerenem drugiej linii Nemec, a na skrzydłach szarżowali Poborsky oraz Nedved. Ich kapitalna współpraca zaowocowała srebrnym medalem. Po mistrzostwach wszyscy trafili do uznanych firm europejskich - Jiri Nemec do Schalke 04, gdzie chyba jego czas się już kończy; Pavel Nedved do Lazio, z którego ostatnio przeszedł do Juventusu; Karel Poborsky do MU, gdzie jednak nie zagrzał długo miejsca i po dłuższej wędrówce trafił niedawno do Lazio.

Koniec ostatniej dekady XX wieku okazał się czasem reprezentacji Francji. Na mistrzostwach świata w 1998 Francuzi na własnym terenie zdobyli złoty medal. O ile atak tej drużyny prezentował się dość słabo (wyjątkiem Thierry Henry), a gwiazda Zinedine'a Zidane'a rozbłysła dopiero w samym finale, to formacja obronna prezentowała się bardzo solidnie. Tworzyli ją, od prawej patrząc Thuram - Desailly - Blanc - Lizarazu. Lilian Thuram i Bixente Lizarazu okazali się wzorcowymi bocznymi obrońcami, a Marcel Desailly i powoli wkraczający w wiek seniorski Laurent Blanc byli zaporą niemal nie do przebycia. Zresztą Blanc wciągnął Francję "za uszy" do ćwierćfinału, a Thuram - do finału.

Wreszcie biorąc pod rozwagę dokonania ubiegłorocznych finalistów Euro 2000 należy wspomnieć o trójce, bez której Portugalia mogłaby zapomnieć o brązowym medalu. Mam tu na myśli ofensywny tercet Figo - Rui Costa - Joao Pinto. Zarówno Figo, jak i Rui Costa asystowali przy większości goli dla Portugalczyków, a Joao Pinto znakomicie wspierał nie tylko Nuno Gomesa, ale także drugą linię. Poza tym wyszkolenie techniczne i doświadczenie tych graczy czynią z nich piłkarzy światowej klasy.

Podsumowania nie będzie, bowiem już niedługo następne turnieje, na których wykrystalizują się kolejne pary, trójki lub kwartety, o grze których będzie się zapisywać tony papieru i kilobajtów. Już na mistrzostwach świata U-20 utworzył się duet ofensywny Javier Saviola - Andres D'Alessandro. A co powiecie na takie trio: Smolarek - Olisadebe - Karwan?